Bardzo rzadko zdarza mi się spowiadać w trakcie niedzielnej Mszy św. Choć jest ona tak samo ważna, to jednak preferuję spowiedź przygotowaną i zaplanowaną. Zwykle wiąże się to z małą kilkugodzinną albo całodniową pielgrzymką do jakiegoś sanktuarium w Warszawie lub okolicach. Pamiętam też bardzo ciepłe wspomnienie, jak w ramach jednej z takich pielgrzymek pojechaliśmy całą rodziną do Niepokalanowa. W trakcie spowiedzi mój, wówczas ok. 2-letni, synek uciekł mamie i z ciekawości wszedł za mną do konfesjonału. Wyrozumiały spowiednik powiedział wówczas, żeby został, bo to jest najpiękniejsze świadectwo, jakie ojciec może dać dziecku.
Dobra spowiedź
Ze spowiedzią jest trochę tak jak ze sprzątaniem i później wyrzucaniem śmieci, by mieć porządek i czysto w domu. Dzień przed spowiedzią staram się znaleźć czas na modlitwę, rachunek sumienia i bycie sam na sam ze sobą w ciszy, bez mediów, telefonu i internetu. W kontekście nauczania Kościoła analizuję moje relacje z Bogiem, rodziną, przyjaciółmi oraz innymi ludźmi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Niestety, sporo śmieci i brudów znalezionych w trakcie rachunku sumienia odnajduję w tych samych miejscach, a więc do sakramentu spowiedzi częściowo zanoszę te same grzechy, co bez wątpienia jest przykrym poczuciem bezsilności. Choć chyba nikt nie lubi sprzątania i szukania swoich własnych brudów, to jednak jest to warunek konieczny w drodze nie tylko do wewnętrznego oczyszczenia, ale także do zjednoczenia z Bogiem, i to w tak delikatnej sferze, jaką jest nasza ułomność i grzeszność.
Przed spowiedzią staram się także pomyśleć o konkretnym postanowieniu poprawy. Zastanawiam się, nad czym powinienem szczególnie pracować. Czasami jest to większa cierpliwość wobec bliskich, innym razem walka z lenistwem i bylejakością. Niestety, często muszę się spowiadać z tego, że zbyt wiele czasu poświęcam na pracę, która jest też moją pasją. Dobra spowiedź nie bierze się więc z przypadku. Wymaga czasu, a nie 20 minut przed konfesjonałem. Wymaga też uczciwości – wobec siebie i wobec Boga. I wreszcie – wymaga pokory, uznania, że jestem grzeszny i sam z siebie nie potrafię się poprawić. Wszystko zależy od mojej relacji z Bogiem i współpracy z Jego łaską.
Psychologizowanie grzechów
W sakramencie pokuty i pojednania ważne są żal za grzechy i postanowienie poprawy, ale najistotniejsze jest uznanie faktu, że spowiadamy się nie przed księdzem, ale przed samym Bogiem. Oszukiwanie nie ma więc większego sensu, może tylko sprawić, że sakrament będzie nieważny. Doskonale wiem, że spowiadanie ludzi długimi godzinami to bardzo ważna i jednocześnie ciężka kapłańska praca. Największym zagrożeniem dla tego sakramentu jest brak powołań, a nie brak chętnych do spowiedzi.
W swoim życiu miałem różne doświadczenia z kapłanami, którzy w konfesjonale reprezentują Pana Boga. Przed Pierwszą Komunią św. ksiądz na mnie nakrzyczał i nie dał mi rozgrzeszenia, bo ze stresu zapomniałem regułki. Rozpłakałem się, ale szybko znalazł się inny ksiądz, który sytuację uratował. Podobne doświadczenie miałem ze spowiedzią z całego życia przed swoim ślubem. Ksiądz zapytał mnie wówczas, czy zawsze męczę tak kapłanów w konfesjonale. Ale w 99% spowiedź była doświadczeniem bardzo pozytywnym i po odejściu od konfesjonału czułem się o kilka kilogramów lżejszy.
Wizyta u psychologa nie zastąpi spowiedzi, a współczesny świat prawie wszystko psychologizuje. Stara się usprawiedliwiać grzechy, a czasem je nawet afirmuje, tłumacząc naturalną skłonnością. Niektóre nurty psychologii walczą z sumieniem, by pozbyć się poczucia winy i wyrzutów sumienia. Kościół też mówi o grzesznej naturze człowieka, ale także o miłosierdziu i ludzkiej woli, która potrafi skutecznie walczyć ze słabościami i grzechami. Największą klęską człowieczeństwa byłby świat, w którym uznano by, że grzech i moralne zło są czymś dobrym. Jestem głęboko przekonany, że dopóki się spowiadamy, taki świat nam nie grozi.
