Niegodziwością jest sytuacja, w której zabraniano nam – przez cały okres istnienia Trzeciej Rzeczypospolitej – mówić prawdy o ukraińskim ludobójstwie popełnionym na Polakach w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu. W imię wydumanych celów i nierealnych mrzonek o budowie unii polsko-ukraińskiej nakazano nam milczeć o nazistowskim charakterze ukraińskiej przeszłości, o morderstwach popełnionych przez Romana Szuchewycza oraz ludobójczej ideologii Stepana Bandery i Dmytra Doncowa. Nie wolno było pisać i mówić o hitlerowskich fascynacjach ukraińskich przywódców. Stawianie dziś zbrodniarzom z UPA pomników jest wyraźnie antypolskim gestem.
11 lipca w Domostawie politycy PiS-u planują zorganizowanie obchodów pamięci o ofiarach masowych zbrodni popełnionych na dzisiejszej Ukrainie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Czynią tak bez słowa wyjaśnienia, dlaczego wcześniej piętnowali pomnik autorstwa Andrzeja Pityńskiego i szykanowali ludzi, którzy chcieli ten monument postawić w miastach m.in. zarządzanych przez polityków PiS-u. Osiem lat rządów tego ugrupowania było czasem prześladowania patriotów, którzy kultywowali pamięć o ukraińskim ludobójstwie popełnionym na Polakach. Piszę to ze smutkiem, ale także ze świadomością tego, co się działo. Byłem członkiem Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa na Wołyniu, byłem także jedną z nielicznych osób w przestrzeni publicznej, które konsekwentnie pisały i mówiły prawdę o ukraińskich zbrodniach. Wszystkich ludzi mówiących prawdę o Wołyniu spotykały szykanowania i wyzwiska. Nikt z ludzi, którzy prześladowali środowiska kresowe, nie powiedział słowa „przepraszam”, nie przyznał się do haniebnej postawy. Ot, nastąpił zwrot w ich poglądach i to, co wcześniej określali jako złe, teraz określają jako dobre... i w czym ktokolwiek widzi problem?
Wobec takiej postawy nie można przejść obojętnie. Nie ma zgody na to, że ci, którzy niedawno zakłamywali historię Polski, teraz będą uchodzić za nauczycieli historii. Hipokryzja i brak odwagi, aby wyznać swoje winy, nie są cechami, obok których można przejść obojętnie. Bez nazwania błędów i uznania kłamstw za kłamstwa nie ma mowy o żadnej prawdzie o tragedii naszych Kresów.
Oczywiście, z radością przyjmiemy do Polskiej Wspólnoty Pamięci także nawróconych grzeszników, wymaga to jednak jasnego wyznania swoich win.
Nadchodzi kolejna rocznica Zbrodni Wołyńskiej. Dzieje się to w momencie, gdy reżim w Kijowie brunatnieje i nie da się dłużej milczeć o banderowskim obliczu otoczenia Wołodymyra Zełenskiego. Banderyzm na dzisiejszej Ukrainie jest w istocie, niestety, antypolski. Skorumpowany reżim chwyta się dziś antypolskich nastrojów, wykorzystując głębokie kompleksy Ukraińców. Wrogość staje się monetą, którą Ukraina odpłaca nam za pomoc humanitarną i serca otwarte dla uchodźców. Dziś reżim kijowski głośno zaczyna pobrzękiwać argumentem o banderowskiej „piątej kolumnie”.
Bez prawdy o dzisiejszej Ukrainie Polska znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie. Przestrzegam jednak przed uprzedmiotawianiem pamięci o Wołyniu. Nie ma zgody na to, aby teraz – w doraźnej walce politycznej – Wołyń stawał się pustym hasłem partyjnej propagandy. Nie można zezwolić, aby pamięć o setkach tysięcy bestialsko wymordowanych polskich kobiet i dzieci stała się politycznym hasłem, bo stanie się z nim to samo, co z eksploatowanymi bez sensu tematami katastrofy smoleńskiej czy nawet z pamięcią o Żołnierzach Niezłomnych. Wołyń to obowiązek nagłośnienia wstrząsającej historii o ludobójstwie po to, aby taka zbrodnia nigdy już się nie powtórzyła.
