Reklama

W wolnej chwili

Genu nie wydłubiesz

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Lato, wakacje gdzieś nad Bałtykiem i kuzynek Dominik siedzący z patykiem w ręku na tyłach wynajętego przez rodziców domku campingowego.

– Co robisz? – pytam z leżaka.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Nic. Nudno tu...

– To coś wymyśl...

– Nic mnie nie cieszy – marudzi.

Za plecami ma ścieżkę prowadzącą przez sosnowy las ku wydmom, a potem plaża z miękkim złotym piaskiem i łagodnym zejściem do morza.

– Gdzie masz kolegów?

– To szczeniaki – odpowiada z wyższością. – Imponuje im ten gość w zielonych szortach, co wymyśla jakieś durne zabawy w odchody...

– W podchody... – poprawiam ze śmiechem. Na marginesie: pan Jurek to stary harcerz, dusza towarzystwa, uwielbiany przez dzieciaki, przez dorosłych rozchwytywany na wieczorne posiadówki.

Wzruszenie ramion.

– O co więc chodzi? Rodzice...? – domyślam się.

– Niszczą mi życie. – Od dobrej chwili trwa gniewne rycie patykiem w wysuszonej ziemi. – Nie mam po co wracać do domu! Co ja ludziom powiem? Kumple polecieli samolotem do rezerwatów...

– Resortów...

Reklama

– A tam wszystko dają za darmo i ile chcesz! Coli, lodów, frytek... – wyrzuca z siebie już na granicy dziecięcych łez. – Nikt człowieka nie pilnuje, nie robi uwag, telefonu nie zabiera. A tu... – Zatacza szeroko patykiem wokół. I jest w tym geście zawarta cała tragedia 10-latka skazanego na utratę towarzyskiego prestiżu wśród innych 10-latków.

Podejmuję więc nierówną walkę i próbuję udowodnić, że wakacje w polskim plenerze są cool, top i slay. Wymyślam z tuzin ofert, które potencjalnie zaimponują kumplom z III c. Gigantyczny kompleks leśny, umocnienia z czasów II wojny światowej, zdaniem wielu – najpiękniejsze piaszczyste plaże w Europie, możliwość popłynięcia z rybakami na połów (tu trochę naciągam), wreszcie swoboda, o której zamknięci w resortach turystycznych kumple mogą tylko pomarzyć.

Dominik patrzy na mnie z rosnącym rozczarowaniem.

– Nic mnie nie cieszy... – powtarza. – Tu jest tak... – Rozgląda się wokoło, nie kryjąc rozpaczy. – Tak... zwyczajnie. A ja im świadectwo z paskiem przyniosłem... – kończy lamentowanie skargą na rodziców.

Pomyślałam wtedy, może zbyt pochopnie, że za jakiś czas kuzynek zasili szeregi Polaków niezadowolonych w sposób ciągły i bez względu na okoliczności. Uwielbiamy ten typ, prawda? Wszyscy świetnie się bawią, a ten siedzi z miną obrażoną i wyniosłą. A gdy zapytasz, co się dzieje, z wyrzutem oznajmi, że czuje się tu niepotrzebny, pomijany, wyautowany. Nie zrobił, oczywiście, nic, żeby sytuację zmienić, bo tkwi w przekonaniu, że to świat powinien się do niego dostosować, a nie odwrotnie.

Reklama

Kuzynek do końca pobytu pokazywał nam liczko o różnym stopniu naburmuszenia, a gdy próbowano go rozkręcić, zachęcić do długich kąpieli w morzu, rowerowych wypraw, gier planszowych w deszcz i śpiewów przy ognisku albo wygłupów w „zieloną noc”, rzucił wreszcie tekstem, który skutecznie zamknął nam wszystkim buzie:

– Nie będę zaniżał swoich standardów...

Anegdotki o kuzynie weszły na stałe do repertuaru rodzinnych prześmiewców, ale dały też powód do rozmyślań. Osobowość przynosimy na świat, charakter da się wyrzeźbić, mówią ludzie. Mam nadzieję, że to prawda – ze względu na Dominika i jemu podobnych.

– Prawda, prawda... Bo widzisz – tłumaczy mi pewien stary mądry ktoś. – Osobowość przynosimy ze sobą na świat. To efekt genetycznej ruletki. Genu nie wydłubiesz, wiadomo. To, kim stajesz się w końcowym rozrachunku, zależy jednak jeszcze od dwóch kwestii. Po pierwsze – od otoczenia, w którym człowiek dorastał, oraz od ludzi spotkanych w życiu, zarówno tych złych, niemiłych, jak i tych, którzy zainspirowali, stali się mentorami, nauczycielami. Po drugie – od ilości pracy nad sobą, od tej nierównej walki, którą toczymy ze słabościami, z duchowym rozleniwieniem, z prokrastynacją, jak zwie się dziś stary nawyk „zrobię to jutro”, z grzechami, które z trudem przechodzą przez usta nawet w konfesjonale.

Można, oczywiście – a świat dziś bardzo tę postawę pochwala – nie robić nic. Absolutnie nic. Świat jest pełen Dominikopodobnych zachwyconych sobą. O ile jednak z dorosłymi, moim zdaniem, niewiele już da się zrobić, o tyle dzieci są ponoć jak czysta kartka papieru. Jeśli, rzecz jasna, trafią na mądrych dorosłych.

2026-07-06 18:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niewdzięczni

Ludzie mówią, że zdarzają im się czasem takie dziwne sytuacje z rodzaju „i straszno, i śmieszno”, jakby w nasz realny, bardzo materialny świat przedarł się na chwilę nieoczekiwany promień słońca.

Ludzie mówią, że zdarzają im się czasem takie dziwne sytuacje z rodzaju „i straszno, i śmieszno”, jakby w nasz realny, bardzo materialny świat przedarł się na chwilę nieoczekiwany promień słońca. Bo jeszcze przed chwilą zamartwiałam się czymś, jakimś niezapłaconym rachunkiem, nową zmarszczką, kłótnią z kimś drogim. Zmagałam się z myślami: „do niczego się nie nadaję”; „jak my spłacimy ten kredyt”; „on ma coś na sumieniu”; „najlepiej, jakbym przestała istnieć. I tak nikt by po mnie nie zapłakał”.
CZYTAJ DALEJ

"500 mil" wchodzi do kin. To film o rodzinnych relacjach, o nadziei, potrzebie bliskości

2026-09-04 06:45

[ TEMATY ]

kino

Materiał prasowy

„500 mil” to poruszający irlandzki film o rodzinnych relacjach. O nadziei, potrzebie bliskości i radzenie sobie z poczuciem winy…i stratą. To ciepły, nostalgiczny, ale i zaskakujący obraz –

do tego ze świetną i rozpoznawalną obsadą!
CZYTAJ DALEJ

Ćwierć wieku służby chorym

2026-09-02 21:53

Archiwum organizatorów

- Dobrze, że ktoś wymyślił takie stacje, bo są bardzo potrzebne – przekonuje s. Krystyna Marut.

25 lat temu pierwszy pacjent zapukał do Stacja Opieki Caritas im. bł. Anieli Salawy w Gdowie. Poprzedniego dnia kard. Franciszek Macharski pobłogosławił stację, która powstałą w dawnej sali katechetycznej. „To jest centrum Kościoła, który idzie do świata z misją miłości miłosiernej” – podkreślił. Wtedy też swoją posługę wśród chorych i potrzebujących rozpoczęły tutaj s. Krystyna Marut i s. Agnieszka Zaucha ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Ich codzienna praca stała się ważną częścią historii gdowskiej placówki oraz lokalnej społeczności. Początki nie przypominały jednak dzisiejszej, nowoczesnej stacji rehabilitacyjnej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję