Boże, dlaczego ja? Dlaczego tak mnie doświadczasz? Ile razy zdarzyło nam się zadawać te pytania! Ile razy wadziliśmy się z Bogiem, czując, że to, co przeżywamy, jest ponad nasze siły. Nie godzimy się na ból, który nałożył na nasze barki, ale i lękamy się, by nie rozgniewać Go bardziej. Bo czy nie pokutuje w nas myślenie, że Bóg zsyła na nas nieszczęścia za winy, które popełniamy? Dlaczego zatem choroby dotykają niewinne małe dzieci? Dlaczego złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom?
Jaśkowi, zdrowemu, silnemu chłopu, ratownikowi TOPR, „odcięło prąd” bez ostrzeżenia po którymś z dyżurów. Diagnoza była druzgocąca: guz mózgu w stadium i ze złośliwością nierokującymi na leczenie. A jednak znalazł się ośrodek i lekarz, który podjął ryzyko operacji. Leczenie i rekonwalescencja zabrały Jaśkowi trochę czasu, ale nie nadzieję. Wrócił nawet do wymagającej przecież pełnej sprawności pracy. – Dostałem prolongatę od Pana Boga – pamiętam jego słowa, kiedy spotkaliśmy się w Tatrach. Choroba i niemal cudowna ucieczka „spod kosy” przewartościowały jego życie, zwróciły go ku Panu Bogu. Ale po paru latach czas prolongaty dobiegł końca. Nawrót choroby i po raz kolejny pytanie: Boże, dlaczego? – tym razem chyba głośniej wypowiadane przez bliskich Jaśka niż przez niego samego. Ciężar jego choroby jakby mocniej przygniótł ramiona jego żony i dzieci. Kolejna operacja, tym razem z komplikacjami, które przyniosły wszelkie z możliwych skutki uboczne. Cierpienie fizyczne Jaśka i cierpienie duchowe jego żony, Krysi. Jej telefony ze szpitala, płacz i moje nieporadne podtrzymywanie jej na duchu. Próby wlania w jej serce odrobiny otuchy. Odkładałam telefon i sama płakałam. Z żalu nad nimi i z bezradności, z poczucia, że tak niewiele, nic nie mogę. W końcu z czasem, powolutku – droga ku lepszemu. Pełna sprawność Jaśka już nie powróciła, ale raczysko zwolniło tempo. Pojawiły się w moich rozmowach z Krysią tematy inne niż Jaśkowa choroba, choć ta, ciągle w tle, nieubłaganie czyniła swoje kroki. Dlatego, kiedy odebrałam kolejny telefon i usłyszałam z trudem wypowiedziane przez Krysię: – Wiesz, co się stało? – pomyślałam zaraz o nim. – Jasiek?... – chyba jeszcze nie zdążyło wybrzmieć moje pytanie, kiedy wyłowiłam z jej płaczu: – Szymek zginął w górach. Śmierć syna przygniotła ich oboje. Jasiek po stracie Szymka szukał pociechy w modlitwie. – Zazdroszczę mu, ja nie potrafię się teraz modlić – ból Krysi zrodził „bunt” wobec planów Boga. – To tylko posiedź przy Jaśku, kiedy on się modli – to jedyna rada, jaka przyszła mi wówczas do głowy, bo rozumiałam ich oboje i rozumiałam, że choć każde z nich przeżywa ten ból po swojemu, są w nim razem. Moje obawy, że tragedia przyspieszy chorobę Jaśka, niestety, okazały się słuszne. Odszedł niecały rok po śmierci syna. Ile jeszcze bólu może udźwignąć Krysia? – zadawałam sobie pytanie, patrząc znów na jej cierpienie. Chyba jej limit nieszczęść już się wyczerpał – myślałam. Nie wyczerpał się. Kilka miesięcy później, w drodze z kościoła do domu, potrącona przez samochód zginęła jej mama. Boże, dlaczego? Dlaczego tak doświadczasz dobrego człowieka? Ile jeszcze może on znieść? Współczesny Hiob. Mnie najlepiej znany, ale przecież tylko jeden z wielu.
Dlaczego Bóg dopuszcza zło? Dlaczego cierpią ci, którzy starają się żyć uczciwie, kochać i czynić dobro? Dlaczego choroba, śmierć czy inne tragedie nie omijają ludzi wierzących? – odpowiedzi na te pytania szukamy w bieżącym wydaniu Niedzieli. To tylko pozornie niewakacyjny temat, bo przecież każdego dnia ktoś dowiaduje się o chorobie własnej lub kogoś z rodziny, o śmierci kogoś bliskiego, każdego dnia zdarzają się tragedie, w których ludzie tracą życie, cały swój dorobek. „Cierpienie i zło są częścią ludzkiej egzystencji na tym świecie” – dr Michał Zborowski, dogmatyk, podejmując ten trudny temat, nie pozostawia nam złudzeń (s. 10-13) – ale nie pozbawia nas, wierzących, nadziei. Bo choć wiara nie sprawia z automatu, że jesteśmy wolni od bólu, a w obliczu dramatu zawsze niewzruszeni i silni, to „jest drogą, na której człowiek nigdy nie pozostaje sam”. „Nie każde «dlaczego?» znajdzie swoją odpowiedź” – pisze dr Zborowski. „Nie oznacza to jednak, że nasze pytania są Bogu obojętne. Możemy je stawiać, możemy z Nim rozmawiać, a nawet wołać do Niego w bólu i niezrozumieniu”. Bez strachu. Z ufnością.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
