Reklama

Wiara

Mentor z małej wsi

Mówił, że człowiek został powołany do dwóch wspaniałych rzeczy: do miłości i do modlitwy. Modlić się i miłować – w tym zawiera się szczęście człowieka na ziemi. Modlitwa jest niczym innym jak zjednoczeniem z Bogiem. Od 1929 r. św. Jan Maria Vianney patronuje kapłanom, a zwłaszcza proboszczom.

Niedziela Ogólnopolska 31/2026, str. 28-29

[ TEMATY ]

Świadek wiary

Adobe Stock

Św. Jan Maria Vianney

Św. Jan Maria Vianney

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Czy po ludzku można by było się spodziewać, że w porewolucyjnej Francji, z nienawiścią odrzucającej Kościół i kapłanów, w ubogiej wiosce Dardilly k. Lyonu, w sercu młodego chłopca pracującego w polu i pasącego bydło zrodzi się tak gorąca miłość do Chrystusa i do dusz, które – jak pogardliwie mówiono – od bydląt odróżnia tylko chrzest? Wspominając 4 sierpnia św. Jana Marię Vianneya, dziękujemy za naszych duszpasterzy i prosimy dla nich o wytrwałe, gorące serca w służbie Chrystusowi w Jego Świętym Kościele.

Trudne początki

Jan urodził się 8 maja 1786 r. Do I Komunii św. przystąpił w wieku 13 lat, podczas rewolucji francuskiej – potajemnie, w szopie zamienionej na prowizoryczną kaplicę, do której wejście dla ostrożności zastawiono furą siana. Ponieważ szkoły parafialne były zamknięte, nauczył się czytać i pisać dopiero w wieku 17 lat. Znał jednak na pamięć modlitwy, które przekazała mu pobożna matka.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Religijna atmosfera panująca w domu sprawiła, że wcześnie poczuł w sercu pragnienie, by zostać kapłanem. Wsparciem okazał się miejscowy świątobliwy proboszcz z Écully, który udzielał młodzieńcowi lekcji łaciny. Jan wstąpił do niższego seminarium duchownego w Lyonie, ale z powodu słabego przygotowania i zaawansowanego wieku nauka szła mu bardzo ciężko. Przełożeni radzili mu nawet, by opuścił seminarium. Zamierzał faktycznie tak uczynić i wstąpić do Braci Szkół Chrześcijańskich, ale odradził mu to proboszcz, który też interweniował za wychowankiem u władz seminarium. Nie oceniał ludzkich słabości Jana, ale umiał spojrzeć głębiej i dostrzegał rodzącą się w seminarzyście obietnicę świętości. W wieku 29 lat, 23 czerwca 1815 r., Jan otrzymał święcenia diakonatu, a 13 sierpnia tego samego roku został kapłanem. I cenił ów dar niezmiernie, co wyraził słowami: „Ach, jaką wielką rzeczą jest kapłaństwo! Zrozumiemy to dobrze dopiero w niebie. (...) Gdyby człowiek zrozumiał to na ziemi, umarłby, nie ze strachu, lecz z miłości!”.

41 lat w Ars

Przez pierwsze 3 lata ks. Jan posługiwał jako wikariusz w Écully. Po śmierci miejscowego proboszcza biskup wysłał go jako wikariusza-kapelana do Ars-en-Dembes. Młody kapłan zastał kościółek zaniedbany i opustoszały. Obojętność religijna była tak wielka, że w niedzielnej Mszy św. uczestniczyło zaledwie kilka osób. Ksiądz Jan jednak z zapałem przybył na nową placówkę, w której posługiwał do śmierci.

Jego życie – jak mówił papież Benedykt XVI, który w 2009 r. ogłosił Rok Kapłański z okazji 150. rocznicy dies natalis świętego proboszcza z Ars – „było żywą katechezą, która stawała się szczególnie skuteczna, gdy ludzie widzieli go podczas odprawiania Mszy św. Centrum całego jego życia stanowiła bowiem Eucharystia, którą sprawował i adorował pobożnie i z szacunkiem”. Mówił: „Gdybyśmy mieli wiarę, ujrzelibyśmy Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, tak jak aniołowie widzą Go w niebie. On tam jest, czeka na nas”. Ksiądz Jan był szczęśliwy, gdy tylko mógł rozdawać wiernym Komunię św. Nieraz widzieli, że przy tej posłudze płakał z rozrzewnienia. To najlepsza metoda duszpasterska – zakochany w swoim Mistrzu kapłan żyje głębokim zjednoczeniem z Chrystusem i zdobywa dla Niego nawet te najbardziej oporne dusze.

Reklama

Ksiądz Jan całe godziny przebywał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. O godz. 4 rano wychodził z plebanii i z lampką w ręku przemykał przez ogród i cmentarz do kościoła. Tam klękał przed tabernakulum i modlił się 2 lub 3 godziny. Jego życie wypełnione było służebną ascezą. Jadł niezwykle skromnie i mało, sypiał po parę godzin dziennie na gołych deskach. Odwiedzał swoich parafian, a kiedy w 1824 r. otwarto wiejską szkółkę, uczył w niej prawd wiary. Biskup, spostrzegłszy, że ks. Jan daje sobie radę w pracy duszpasterskiej, erygował w 1823 r. parafię w Ars. Dobroć pasterza i asceza jego życia, proste kazania płynące z serca powoli nawracały zobojętniałe dusze. Kościółek zaczął się z wolna zapełniać nie tylko w niedziele i święta, ale nawet w dni powszednie. Z każdym rokiem wzrastała też liczba wiernych przystępujących do sakramentów. Sława proboszcza z Ars, do czego przyczyniły się też jego nadprzyrodzone charyzmaty, m.in. dar czytania w sumieniach ludzkich i dar proroctwa, zaczęła rozchodzić się daleko poza parafię.

Bez skrótów i pozorów

Tym, co zasadniczo wyróżniało ks. Jana, była gorliwa posługa spowiedzi. W konfesjonale spędzał długie godziny. Bywało, że zmordowany wzdychał: „Grzesznicy zabiją grzesznika!”. Miał różnych penitentów: od prostych wieśniaków po elitę Paryża. W ostatnim roku swojego życia miał ich przy konfesjonale ok. 80 tys. Łącznie przez 41 lat jego pobytu w Ars przewinęło się przez to miejsce ok. miliona ludzi.

„Proboszcz z Ars potrafił w swoim czasie przekształcać serca i życie tak wielu osób, gdyż udało się mu ukazać im miłosierną miłość Pana” – napisał papież Benedykt XVI. To właśnie ks. Jan nauczał, że „kiedy dopadają nas diabelskie pokusy, nie upadajmy na duchu, pamiętając o tym, że i naszego ukochanego Zbawiciela piekielny duch dwa razy podnosił ponad ziemię”. Proboszcz z Ars zachęcał, aby w każdym cierpieniu i pokusie mieć „przed oczyma duszy Boga, który idzie przed nami i który pomoże nam zwyciężyć”.

Nadmierne pokuty osłabiły już i tak wyczerpany organizm gorliwego duszpasterza. Do cierpień fizycznych dołączyły duchowe: oschłość, skrupuły, lęk o zbawienie, obawa przed odpowiedzialnością za powierzone dusze i lęk przed sądem Bożym. Co więcej, przez 35 lat ks. Janowi pokazywał się szatan i nękał go nocami, czym nie pozwalał mu nawet na kilka godzin wypoczynku.

Jako męczennik cierpiący za grzeszników i ofiara konfesjonału ks. Jan zmarł o godz. 2 nad ranem 4 sierpnia 1859 r., przeżywszy 73 lata. W pogrzebie skromnego proboszcza z Ars wzięło udział ok. 300 kapłanów i ok. 6 tys. wiernych. Papież Pius X ogłosił go błogosławionym w 1905 r., a do chwały świętych wyniósł go w roku jubileuszowym 1925 Pius XI. Wówczas Ojciec Święty ogłosił proboszcza z Ars „niebiańskim patronem wszystkich kapłanów świata”. W 1929 r. ten sam papież ogłosił św. Jana Vianneya patronem wszystkich proboszczów Kościoła Rzymskokatolickiego. W 100. rocznicę śmierci proboszcza z Ars Jan XXIII wystosował encyklikę, w której przypomniał tę piękną postać.

Okazją do przypomnienia o wielkości wiary i świadectwa św. Jana Vianneya była także 100. rocznica jego kanonizacji, przypadająca w 2025 r. „Skromna parafia na francuskiej wsi stała się duchowym centrum Europy” – powiedział wówczas prefekt Dykasterii ds. Duchowieństwa kard. Lazarus You Heung-sik. Jak dodał, Ars stało się duchowym centrum Europy, gdyż św. Jan Maria Vianney stawiał Boga „na pierwszym miejscu, bez kompromisów”. Hierarcha zachęcał, by prosić św. Jana Vianneya, aby „nauczył nas żyć wiarą autentycznie, bez skrótów i pozorów”, i by pomagał kapłanom stawać się „ludźmi modlitwy, słuchania i radości”.

2026-07-28 14:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie każdy święty trafia na okładki

Niedziela Ogólnopolska 43/2025, str. 26-27

[ TEMATY ]

Świadek wiary

Grażyna Kołek

św. Juda Tadeusz i św. Szymon Zelota

św. Juda Tadeusz i św. Szymon Zelota

Święci Szymon i Juda Tadeusz. Ich imiona nie pojawiają się często w kazaniach. Nie są bohaterami spektakularnych opowieści. A jednak Kościół o nich nie zapomniał – i nie bez powodu.

W gronie Apostołów nie brakowało postaci barwnych, kontrowersyjnych, charyzmatycznych, ale byli też tacy, którzy po prostu... byli. Nie domagali się miejsca przy Jezusie, nie pytali o to, kto będzie największy w królestwie Bożym, nie prowokowali dramatycznych scen. Do tej grupy należą właśnie Szymon i Juda Tadeusz. Obecni, wierni, oddani do końca. Ich historie to opowieści nie o cudach, lecz o cichej, konsekwentnej służbie.
CZYTAJ DALEJ

Szczawno-Zdrój. Pozytywne Granie wróciło po sześciu latach

2026-09-28 20:11

[ TEMATY ]

Pozytywne Granie

Szczawno‑Zdrój

św. Jan Paweł II

Beata Mucha

Archiwum prywatne

Schola z parafii Wniebowzięcia NMP w Szczawnie-Zdroju podczas Festiwalu Piosenki Chrześcijańskiej „Pozytywne Granie”. Z lewej opiekun grupy i proboszcz parafii, ks. Tomasz Zięba.

Schola z parafii Wniebowzięcia NMP w Szczawnie-Zdroju podczas Festiwalu Piosenki Chrześcijańskiej „Pozytywne Granie”. Z lewej opiekun grupy i proboszcz parafii, ks. Tomasz Zięba.

Dziesięciu wykonawców, blisko stu artystów na scenie i kilkuset słuchaczy – tak wyglądała 16. edycja „Pozytywnego Grania”. Festiwal, który 26 września zagościł w szczawieńskim amfiteatrze, połączył muzykę chrześcijańską, integrację środowisk i pamięć o św. Janie Pawle II.

Muzyka, radość i chrześcijańskie przesłanie ponownie połączyły wykonawców i publiczność. Wśród słuchaczy byli mieszkańcy Szczawna-Zdroju i okolic, goście oraz kuracjusze, którzy zatrzymywali się w amfiteatrze, by posłuchać występujących na scenie solistów, duetów i zespołów.
CZYTAJ DALEJ

Arcybiskup Paryża: papież zachęcił nas, byśmy nieustraszenie ujawniali naszą tożsamość chrześcijańską

2026-09-29 10:36

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

PAP

Papież stosuje to, czego wymaga od innych: łagodzi ostrość słów. Nie zamienia ich w agresywne hasła. Wyraża swoje poglądy jasno i odwołuje się do sumienia. Tak o nauczanie Leona XIV dla Francji mówi metropolita jej stolicy. Dodaje, że papież powiedział tamtejszemu Kościołowi, iż jest na drodze prawdziwej przemiany i wezwał go, by nie lękał się iść dalej, odważnie ukazując swą chrześcijańską tożsamość.

W rozmowie z katolickim dziennikiem „La Croix”, abp Laurent Ulrich wskazuje, że dla niego najbardziej poruszającym momentem pielgrzymki był przejazd przez Pola Elizejskie, gdy towarzyszył papieżowi w papamobile. Na trasie zgromadziło się 800 tys. wiernych. Arcybiskup Paryża wyznaje, że każdy zwracał się do papieża z prośbą o modlitwę czy słowo otuchy. Padały też słowa: „kocham Cię”, „proszę nas wspierać”. „Każdy przychodzi, by coś mu powierzyć. Poruszyła mnie jego uwaga. Oczywiście nie może usłyszeć wszystkiego, co się do niego mówi, ale jest tym wszystkim przepełniony. Myślę, że to wzbogaca jego modlitwę” - wyznaje abp Ulrich.
CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję