Kardynał Stanisław Dziwisz był świadkiem w procesie cywilnym o zadośćuczynienie w wysokości 20 mln zł, który został wytoczony Archidiecezji Krakowskiej przez Janusza Szymika. Jako nieletni był on ofiarą ks. Jana Wodniaka, co zostało potwierdzone w drodze dochodzenia kościelnego postępowania kanonicznego, przez Stolicę Apostolską oraz wyrok sądu w Bielsku-Białej.
Z procesowego punktu widzenia kard. Dziwisz był świadkiem trzeciorzędnym. Sprawa dotyczy bowiem lat 80. ubiegłego wieku, czyli czasu, kiedy był on sekretarzem Jana Pawła II w Watykanie. Gdy po śmierci papieża w 2005 r. wrócił do Polski i został metropolitą krakowskim, Wodniak był już kapłanem powstałej w 1992 r. diecezji bielsko-żywieckiej. Kardynał nie miał więc żadnej władzy ani nad księdzem, ani nad parafią, w której dochodziło do tych gorszących przestępstw. Jego przesłuchanie było więc jedynie strategią medialną całego procesu, by za sprawą popularnego hierarchy sprawa zyskała dodatkowy rozgłos. Transmisje telewizyjne przeprowadzane były zatem na żywo. Medialny spektakl odbył się też na sądowym korytarzu, gdy dziennikarze pytali kard. Dziwisza, czy czuje się winny i czy ma coś na swoją obronę. – Całe życie służyłem Kościołowi w Polsce i na świecie. Z bólem odebrałem więc fakt, że teraz wykorzystuje się mnie do takich niskich celów – mówi Niedzieli hierarcha.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
