Witam Szanowną Redakcję! Chciałabym się podzielić moim doświadczeniem radzenia sobie z trudnościami małżeńskimi przez próby budowania mocnej więzi z Panem Bogiem, w oparciu o łaskę Bożą, którą otrzymałam w sakramencie małżeństwa. Staram się w moich myślach i działaniach pytać: Panie Jezu, czy powinnam tak reagować w konkretnej trudnej relacji z moim mężem?
Poznaliśmy się w Duszpasterstwie Akademickim – kandydat na męża był gorliwym katolikiem, oazowiczem, związanym ze służbą liturgiczną, bez nałogów. Mamy dwoje dzieci, już dorosłych, praktykujących katolików.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Mąż miał i nadal ma wrażliwość na grzechy ludzkości. Uczestniczył w spotkaniach o uzdrowienie, uwalnianie od złych duchów, interesował się egzorcyzmami i poświęcał temu wiele czasu i uwagi.
Gdy kilka lat temu przeszedł na emeryturę, oznajmił mi, że ma zamiar kontynuować swój rozwój duchowy środkami wskazanymi przez „świętego proroka”. A tym prorokiem był... suspendowany ksiądz! I mąż związał się z tą wspólnotą, żyje jej życiem, podejmuje posty i składa ofiary...
Ja nie przyłączyłam się do tego „rozwoju duchowego” mojego męża pod kierunkiem suspendowanego kapłana. Ale też nie odeszłam od męża. Każde z nas jest dzieckiem Bożym. Przy mnie i przy moim mężu jest ten sam Pan Bóg. Mąż i ja tak samo zmierzamy ku wieczności, choć każde z nas osobno. Cieszę się, że żyjemy, i obym umiała zawsze odczytywać plan Boży wobec mnie i nie uległa pokusie w trudnościach. (Marianna )
