Reklama

Wiara

Mistyczka z blokowiska

Alicja Lenczewska przez wiele lat żyła daleko od Kościoła. Po pięćdziesiątce jej życie zmieniło kierunek o 180 stopni, a 8 marca 1985 r. przeżyła doświadczenie, które sama uznała za spotkanie z Chrystusem. O tym, dlaczego właśnie dziś tak wielu ludzi odkrywa jej dzienniki, mówi Ewa K. Czaczkowska, autorka książki Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów.

2026-09-01 14:53

Niedziela Ogólnopolska 36/2026, str. 30-31

[ TEMATY ]

Alicja Lenczewska

Mistyczka

dzienniki

Archiwum rodzinne

Alicja Lenczewska rozmawiała z Jezusem o sprawach codziennych i duchowych

Alicja Lenczewska rozmawiała z Jezusem o sprawach codziennych i duchowych

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ireneusz Korpyś: Alicja Lenczewska zmarła w 2012 r., ale mam wrażenie, że dopiero teraz naprawdę zaczyna być odkrywana. Dlaczego właśnie dziś tak wielu ludzi do niej wraca?

Ewa K. Czaczkowska: Raczej, tak jak Pan powiedział, zaczyna ją odkrywać. Kiedy żyła, tylko niewielkie grono osób wiedziało, jak głębokie prowadzi życie duchowe i że je dokumentuje. Dopiero publikacja jej dziennika w 2016 r. sprawiła, że treść jej mistycznych rozmów z Jezusem stała się znana. Ludzie rozpoznają w jej życiu w jakimś sensie swoje życie, swoje dylematy, swoją tęsknotę za Bogiem. A Bóg przez Alicję mówi: i ty też tak możesz, ja chcę z każdym rozmawiać tak jak z nią, by pokierować i wprowadzić go na drogę zbawienia. Na popularność Alicji wpływa także to, że żyła nam współcześnie, a jej dziennik jest pisany bardzo zrozumiałym, nieegzaltowanym językiem.

Co Panią najbardziej uderzyło, kiedy po raz pierwszy przeczytała Pani jej dziennik?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przede wszystkim jej intymność rozmów z Jezusem i to, w jaki sposób Bóg ją prowadził. Dziennik bardzo wyraźnie pokazuje to, co sam Jezus nazwał „wychowywaniem duszy”, prowadząc Alicję przez kolejne stopnie rozwoju duchowego – od poziomu zero do mistyki.

Reklama

Zanim nastąpił religijny przełom, była nauczycielką, wicedyrektorką, kobietą ciekawą świata, zakochaną w podróżach, filmie, teatrze i sztuce. Żyła wygodnie w PRL-owskim blokowisku. Czego brakowało jej w tym z pozoru pełnym życiu?

Sensu, miłości. Po pierwszym mistycznym spotkaniu z Jezusem w 1985 r. – które wywróciło jej życie do góry nogami – napisała, że wszystko to, za czym przez tyle lat tęskniła i za czym goniła po świecie, otrzymała od Niego. I otrzymała dużo, dużo więcej, niż mogła sobie wyobrazić. On wypełnił ją całą. I wtedy zmieniły się jej hierarchia wartości, struktura potrzeb, cel życia. To, czego wcześniej szukała w podróżach, nowych doświadczeniach czy kulturze, przestało być ważne. Najpiękniejszymi chwilami stały się dla niej spotkania z Chrystusem, modlitwa i Eucharystia. Zaczęła też dostrzegać sens w zwyczajności i w pomaganiu innym.

8 marca 1985 r., podczas Eucharystii na Świętej Górze w Gostyniu, Alicja przeżyła doświadczenie, które opisała słowami: „przyszedł do mnie naprawdę”. Co właściwie wydarzyło się tamtego wieczoru?

Reklama

Alicja uczestniczyła w 3-dniowych rekolekcjach dla animatorów Odnowy w Duchu Świętym. Znalazła się tam jakby przypadkowo, w zastępstwie innej osoby. Obserwując uczestników rekolekcji, myślała o tym, jak bardzo jest spóźniona na drodze duchowej. I właśnie tego dnia, 8 marca, w czasie Mszy św., po przyjęciu Komunii św., Alicji – jak opisuje – ukazał się Jezus Chrystus. Opisała to spotkanie jako niezwykle realne – bardziej rzeczywiste niż wszystko i wszyscy wokół. To było spotkanie z ogromem Miłości, której nie można porównać z żadnym innym doświadczeniem. Od tego momentu nic w życiu Alicji nie było już takie jak wcześniej. I od tego wydarzenia z Gostynia zaczyna się jej duchowy dziennik.

Była już po pięćdziesiątce i myślała o sobie jak o robotniku, który przyszedł do winnicy dopiero „o trzeciej po południu”...

W czasie tych rekolekcji, jeszcze przed spotkaniem Jezusa, Alicja podczas modlitwy prosiła Boga o słowo dla siebie. Otworzyła Biblię na przypowieści o robotnikach w winnicy i słowach: „i oni otrzymali po denarze”. Ta fraza wracała do niej wielokrotnie. Sam Jezus zapewniał ją w rozmowach: „i całą zapłatę dostaniesz”. Alicja miała świadomość swojej małości, niegodności i tego, że przyszła do winnicy Pańskiej późno. Wiele lat spędziła poza Kościołem, żyjąc nawet w sprzeczności z Bożymi przykazaniami. I kiedy pytała Jezusa, dlaczego właśnie ją wybrał, usłyszała, że była ufna i nie sprzeciwiała się woli Bożej.

Co zobaczyli ludzie wokół Alicji po jej powrocie z Gostynia?

Reklama

Życie Alicji się zmieniło, ale przecież nie od razu, to był proces. W warstwie duchowej od tej pory przez ćwierć wieku prowadziła mistyczne rozmowy z Jezusem, które zapisywała w dzienniku. To, oczywiście, miało wpływ na jej codzienność, na zmianę stylu życia, na osobowość. Alicja zaczęła codziennie uczestniczyć w Eucharystii, adorować Najświętszy Sakrament, należała do wspólnot religijnych, w jej domu zbierały się grupy modlitewne. Z mieszkania usunęła telewizor – co było bardzo symboliczne – a w jego miejscu postawiła klęcznik, bo bardzo dużo się modliła. I mocno pracowała nad swoim charakterem. Była bowiem dość oschła, a nawet szorstka, czasem porywcza czy ostra w ocenach. I powoli, jak mówiły mi osoby, które ją znały – a przede wszystkim bratowa, p. Dorota Lenczewska – Alicja się zmieniała: łagodniała, stawała się bardziej otwarta.

Popularność Alicji Lenczewskiej rośnie. W tym roku powołano w Szczecinie zespół, który ma zbadać jej życie i pisma. Czy jej fenomen dopiero się rozpoczyna? I czego może nauczyć dziś nas?

Popularność Alicji Lenczewskiej już jest fenomenem. Bardzo ważne będą wyniki prac zespołu powołanego przez abp. Wiesława Śmigla, któremu przewodniczy bp Henryk Wejman. Trzeba czekać na ich rezultat. Dzisiaj natomiast można powiedzieć, że życie Lenczewskiej uczy nas kilku ważnych rzeczy. Przede wszystkim tego, że nigdy nie jest za późno na powrót do Boga. Droga Alicji daje ogromną nadzieję tym wszystkim, którzy odeszli od Boga i Kościoła, i może czasem boją się wrócić, myśląc, że dla nich nie ma już nadziei. Człowiek może zostać skreślony przez ludzi, ale nie przez Boga. Po drugie, Alicja pokazuje, że głęboka relacja z Bogiem nie jest zarezerwowana dla duchownych czy osób konsekrowanych. Więcej, że mistyka nie jest – nie powinna być – czymś nadzwyczajnym, ale że można żyć zwyczajnym życiem, wśród codziennych obowiązków, a jednocześnie w intymnej bliskości z Bogiem. Alicja przypomina też, że każdy ma inną, własną drogę powołania. Trzeba robić swoje, ale w nieustannej łączności z Chrystusem, tam, gdzie się jest – w rodzinie, pracy, wśród codziennych obowiązków. Jak mówił mi ks. Adam Kaczmarczyk, który od lat zgłębia duchowość Lenczewskiej, jej dziennik przypomina całemu Kościołowi, że „aby dobrze działać, trzeba najpierw nie działać”. W pierwszej kolejności trzeba znaleźć czas na modlitwę, adorację, kontemplację. Myślę, że życie Alicji powinno nas też uczyć większego szacunku dla starszych kobiet, które długie godziny spędzają w kościołach na modlitwie, adoracji. Z zewnątrz może się wydawać, że prowadzą skromne życie, ale za sprawą ich cichej modlitwy mogą się dokonywać wielkie dzieła. Jedną z takich kobiet była Alicja Lenczewska.

Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów
Ewa K. Czaczkowska
Wydawnictwo: Promic
Książka do nabycia:
ksiegarnia.niedziela.pl
tel. 34 324 36 45
ksiegarnia@niedziela.pl

Oceń: +15 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Mistyczka” - zobacz film przedpremierowo!

2026-08-20 12:42

[ TEMATY ]

film

Alicja Lenczewska

Mat.prasowy

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Była nauczycielką, podróżowała po świecie i przez lata należała do partii komunistycznej. W pewnym momencie jej życie całkowicie się zmieniło. Historia Alicji Lenczewskiej stała się inspiracją dla filmu „Mistyczka”, w którym w główną rolę wcieliła się Dorota Chotecka. Pokaz produkcji odbędzie się 23 sierpnia 2026 roku w ramach cyklu „Lato z Rafaelem”.

Przez lata Alicja Lenczewska prowadziła zwyczajne życie. Z czasem zaczęła jednak szukać odpowiedzi na pytania o sens życia i własne miejsce w świecie. Przełomem okazało się doświadczenie duchowe, które skierowało ją na zupełnie inną drogę. Swoje przeżycia zaczęła zapisywać w dziennikach, a po jej śmierci zapiski zostały poddane rozeznaniu przez specjalnie powołaną komisję.
CZYTAJ DALEJ

Dzisiejsza przypowieść, mimo takich czy innych trudności, jest pełna nadziei

2026-09-16 13:22

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pl.wikipedia.org

"Przypowieść o robotnikach w winnicy"

Przypowieść o robotnikach w winnicy

Dzisiejsza przypowieść, mimo takich czy innych trudności, jest pełna nadziei. Któż z nas, patrząc uczciwie na swoje życie, może powiedzieć, że pracuje dla Pana od pierwszej godziny?

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».
CZYTAJ DALEJ

O. Marcin Ciechanowski: Kościół widzi w seansach spirytystycznych śmiertelne zagrożenie, ponieważ złe duchy to mistrzowie fałszu

2026-09-16 20:44

[ TEMATY ]

o. Marcin Ciechanowski

Karol Porwich/Niedziela

O. Marcin Ciechanowski

O. Marcin Ciechanowski

Dlaczego Kościół uznaje spirytyzm i wywoływanie duchów za tak niebezpieczne, nawet jeśli udział w seansie jest motywowany jedynie ciekawością?

Ludzka dusza jest jak dom, który nigdy nie pozostaje pusty. Jeśli nie zamieszkuje go Bóg, natychmiast wprowadzają się tam inni, mroczni lokatorzy. Spirytyzm i wywoływanie duchów – nawet motywowane jedynie dziecięcą ciekawością – są w rzeczywistości otwieraniem drzwi, przez które do wnętrza człowieka wślizguje się duch zamieszania.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję