Małżonkowie w ostatnich latach życia w większości przebywali w Rzeszowie. Z ich życiorysów na kamiennej tablicy zmieściło się zaledwie kilka słów, do pana Adolfa odnoszą się wyrazy: „obrońca Ojczyzny we wrześniu 1939 roku, więzień sowieckich łagrów, żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, uczestnik walk we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech”, zaś do pani Julianny: łączniczka i sanitariuszka ZWZ-AK Rzeszów-Południe.
Te, z oczywistych powodów, skrótowe informacje uzupełnia książka córki, Zofii Wieczorek Z Przemyśla do Szczecina, przez trzy kontynenty, prezentowana równocześnie z uroczystościami w Futomie. Państwo Mierzwowie związek małżeński zawarli w 1948 r., kiedy po wojennej tułaczce spotkali się w rodzinnej miejscowości i tu spędzili resztę życia, pracowali, troszczyli się o rodzinę, wychowali synów i córkę. Z Przemyśla do Szczecina można jechać krótszą trasą niż sugeruje to tytuł książki... to znaczy niekoniecznie przez trzy kontynenty. Ale los czasami, a zwłaszcza w realiach wojennych, narzuca wersję inną, czyli dłuższą. Ostatnio, na podstawie dokumentów pana Adolfa Mierzwy odnalezionych w archiwach i nazw miejscowości w nich odnotowanych, ustalono przebieg szlaku sybirackiego przez Morze Kaspijskie z wojskami gen. Władysława Andersa, przez Iran, Irak, dalej drogą morską od Bombaju przez Durban, Kapsztad, Casablankę do Wielkiej Brytanii, a po przeszkoleniu w Szkocji szlakiem wojennym z gen. Stanisławem Maczkiem od Normandii przez zachodnią Europę, wyzwalanie Bredy, do niemieckiego Wilhelmshaven aż do zakończenia wojny w brytyjskiej strefie okupacyjnej. Ta, wiodąca przez trzy kontynenty trasa, liczona na podstawie aktualnych połączeń drogowych, kolejowych i morskich wyniosła znacznie więcej niż obwód ziemskiego globu, czyli 59 tys. kilometrów i wypełniła około osiem lat, do czerwca 1947 r. Późniejsza żona Julianna Mierzwa, łączniczka i sanitariuszka, poruszała się po terytorium znacznie mniejszym, ale też objętym działaniami wojennymi, w związku z tym wypełnionym różnorakimi zagrożeniami życia i zdrowia. Obydwoje pochowani zostali na cmentarzu parafialnym w Futomie, a ich grób wpisany został do ewidencji grobów weteranów walk o wolność i niepodległość Polski.
„Mamy i Taty już nie ma, ale pamięć o nich pozostała” – napisała córka Zofia mieszkająca w Rzeszowie. Tato „zawsze chętnie przyjmował zaproszenie do szkoły, i bardzo cieszył się, że po tylu latach może podzielić się z młodzieżą szkolną swoimi przeżyciami. Jestem pewna, że był to dla Niego pewien rodzaj nagrody za wszystkie doznane krzywdy, także te, które zafundowano Mu na miejscu, po powrocie do kraju”. Pamięć nie tylko pozostała, ale wiele osób zadbało o to, by jak najwięcej odzyskać z tego, o czym kiedyś lepiej było nie mówić. Na szczęście czasy się zmieniły, dlatego prezydent Andrzej Duda w uznaniu zasług z tytułu udziału w walkach o niepodległość państwa polskiego pośmiertnie mianował pana Adolfa na stopień podporucznika Wojska Polskiego. Z Londynu nadeszły z kolei przyznane za działania w czasie wojny odznaczenia wojskowe. Rodzina mogła poznać miejscowości wyzwalane w czasie wojny. A na koniec należy dodać, że mieszkańcy Futomy młodsi i starsi dodali do programu lipcowej uroczystości swoje umiejętności artystyczne, a gospodarze i gospodynie tradycyjne regionalne potrawy, aby pamięć o nich też została zachowana dla przyszłych pokoleń.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
