Bohaterami dzisiejszej Ewangelii są ojciec i jego dwaj synowie. Ojciec założył winnicę – wielki i piękny świat. Zbudował wieżę, wykopał tłocznię, postawił mury. Do pracy w winnicy postanowił posłać przede wszystkim swoich synów. Pierwszy z nich, choć chętnie obiecał, to jednak nie poszedł. Drugi odpowiedział: „Nie chcę”, ale później opamiętał się i poszedł. To tę postawę pochwali Ojciec. Bóg do pracy w winnicy powołuje każdego bez wyjątku. Nie zraża go ludzka opieszałość. Każdego chce wynagrodzić, a jednocześnie liczy na obfity zysk. Do pracy w Bożej winnicy każdy człowiek zostaje powołany w chwili poczęcia. Przez chrzest chrześcijanin przyjmuje szczególną odpowiedzialność za powierzony świat, za siebie, za bliźnich. Jakże ważną częścią tego wysiłku jest odpowiedzialność za własne zbawienie. Święta Maria Magdalena, św. Paweł, św. Augustyn i zastępy innych to przykłady ludzi, którzy zwlekali z pójściem do pracy w winnicy, ale gdy już poszli, wydali obfite owoce świętości.
Reklama
Dzisiejsza Ewangelia dotyka trudnego dla wielu katolików zagadnienia Bożej sprawiedliwości. Koresponduje ono z przypowieścią o synu marnotrawnym, a zwłaszcza ze słowami starszego brata skierowanymi do ojca: oto tyle lat ci służę, a ty zrównałeś mnie z tym, który roztrwonił twój majątek. Często słyszymy pytania: jak to jest, że ktoś całe życie żył jak poganin, popełniał straszne grzechy, pozostawał poza Kościołem, a nawet walczył z nim, a przed śmiercią nawrócił się i otrzymał rozgrzeszenie? Czy to jest sprawiedliwe? Ludzka logika w takiej sytuacji zawodzi. Logika Bożej sprawiedliwości natomiast jest inna. Bóg – miłosierny Ojciec – nigdy nie rezygnuje z walki o człowieka. Nie odtrąca nawet największych grzeszników. Walczy o każdego, aż do granicy swojej wszechmocy. A granicą Bożej wszechmocy jest wolność człowieka. Wolność, w imię której można wybrać wierność Bogu albo wystąpić przeciw Niemu. Bo człowiek może Bogu powiedzieć „nie”, może kamienować proroków, skazywać się na potępienie. Człowiek jest wolny, ale to przywołany św. Augustyn zapisał w Wyznaniach, że nie uspokoi się serce człowieka, dopóki nie napełni się Bogiem. Wielu pojmuje to dopiero na łożu śmierci.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W dzisiejszą niedzielę Bóg stawia pytanie: do którego z synów jest nam bliżej? Czy do tego, który tylko mówi, czy też do tego, który czyni? Jakim jestem pracownikiem w Bożej winnicy? Czy pamiętam, że wszystko, co mam, otrzymałem od miłosiernego Ojca, i że On upomni się kiedyś o swoją własność? Co czynię ze swoim życiem? Czy kierując się wiarą, wydaję owoce odpowiednie do mojego powołania i misji życiowej?
Miłosierny Ojciec ustami współczesnych proroków wciąż przypomina, że uczciwy pracownik w jego winnicy podąża jedyną i niezawodną drogą – to droga wiary, pokory, zaufania, dobra i miłosierdzia. Trzeba tą drogą iść aż do żniwa. Wtedy Gospodarz wyśle żniwiarzy, którzy chwast wrzucą w ogień nieugaszony, a pszenicę zbiorą i schowają do Bożego spichlerza.
