Warto bowiem poświęcić trochę uwagi współczesnemu miastu oraz sanktuarium i wykopaliskom archeologicznym znajdującym się w cieniu współczesnych budowli. Wskazówkę tego, czego tu szukać, daje biblijny opis pochówku Sary. Wspomina się w nim o tym, że pieczara Makpela oraz nabyte przez Abrahama pole znajdowały się w pobliżu Mamre. Ta nazwa pojawia się wcześniej w opowiadaniu o obietnicy narodzin Izaaka. Tym razem pojawia się zwrot „dęby Mamre”. Chodzi o drzewa, przy których ukazał się Abrahamowi Bóg, gdy ten siedział w najgorętszej porze dnia u wejścia do swego namiotu. Jak na odpoczynek było to trochę dziwne. Dlaczego u wejścia, a nie w środku? Czyżby Abraham kogoś oczekiwał? Czy chciał pomóc strudzonym przechodniom? A może miał zupełnie inny, nieznany powód? Niezwykłe i szczególne wydarzenie spotkania z Bogiem zaczęło się bardzo prozaicznie. Abraham ujrzał trzech wędrowców, zaprosił ich, by odpoczęli w jego namiocie, i okazał im serdeczną gościnę. Wtedy objawił mu się Bóg i przekazał radosną wiadomość o narodzinach upragnionego syna.
Gościnność na pustyni
Reklama
Kiedy się czyta to opowiadanie w okolicach Hebronu, szczególnie w południe w czasie letniej spiekoty, gdy o deszczu czy chmurze można jedynie pomarzyć, doskonale się rozumie, czym były dar gościnności, udzielenie schronienia w cieniu namiotu, kubek wody podany do picia czy zaproszenie do wspólnego posiłku. Dla wędrowca przemierzającego pustynne szlaki te rzeczy nie sprowadzają się jedynie do pokrzepienia przed dalszym marszem czy doświadczenia ludzkiej życzliwości. One wielokrotnie decydują o przeżyciu. Kto bowiem wiedział, gdzie i kiedy spotka następne takie miejsce, w którym będzie możliwe otrzymać niezbędną pomoc? W takich sytuacjach kubek wody bywał cenniejszy niż złoto. W tej biblijnej opowieści widać też szlachetność i troskę Abrahama. Przecież w chwili gdy powietrze przenika żar, a każdy czyn z powodu spiekoty staje się więcej niż wysiłkiem, każdy człowiek woli udać się na spoczynek niż siedzieć i oczekiwać na wędrowców, a tych raczej w samo południe trudno było się spodziewać. Choć dziś, gdy pielgrzymi lub turyści podróżują klimatyzowanymi autokarami czy samochodami, a restauracje zawsze oczekują na gości, jest trochę inaczej, to jednak w skwarze dnia szklanka chłodnej wody ma niezapomniany smak i pozostawia serdeczne wspomnienie o człowieku, który ją podał. I niezależnie od tego, czy taki posiłek kupujemy, czy jesteśmy czyimiś gośćmi, ta dawna życzliwość jeszcze ciągle towarzyszy przybywającym tu ludziom.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Ruszamy w drogę
Opuszczamy Mauzoleum Patriarchów i zanim poszukamy kolejnych miejsc związanych z ich życiem, skierujmy się na obrzeża współczesnego miasta. Droga nr 60 prowadzi nas na północ. Po skręceniu na drogę nr 35 znajdziemy się więc na północnych obrzeżach miasta. I choć trzeba będzie pokonać trochę większy dystans, to tak najprawdopodobniej będzie szybciej, niż gdybyśmy chcieli przemierzać labirynt uliczek starego i współczesnego Hebronu. Tu wszystko może być jak loteria. Natężenie ruchu zmienia się bowiem w czasie dojazdów do pracy czy szkoły i powrotów, okresie świąt czy momencie zakupów. I bywa, że pozornie spokojne ulice zmieniają się w jeden wielki korek i wyglądają niczym mrowisko. Wtedy przejazd przypomina drogę pokonywaną metodą prób i błędów i może się okazać, że pochłonie nam większość czasu. Takiej atrakcji lepiej sobie oszczędzić.
Reklama
Drogę można skrócić przejazdem przez osiedle żydowskich osadników zwane Kirjat Arba. To osiedle położone pośród terenów Autonomii Palestyńskiej. Założono je w 1968 r. Według niektórych opinii, pierwotnie mogło mieć ono charakter wojskowy, choć inni takie zdanie uznają jedynie za pogłoskę. Obecnie liczy 7 tys. mieszkańców. Jego nazwa nawiązuje do biblijnego określenia Hebronu. Księga Jozuego, wyjaśniając ją, mówi, że oznaczało ono osiedle Arby – największego człowieka wśród Anakitów (por. 14, 15). Tu jednak trzeba dodać pewne wyjaśnienie. Słowo arba znaczy „cztery”. Stąd dosłownie ta nazwa oznacza Miasto Czterech. Chodzi najprawdopodobniej o cztery rody lub dzielnice Anakitów. Prawdopodobnie najsilniejszemu z nich nadano imię Arba. Współczesne osiedle ma charakter zamknięty, stąd możliwość przejazdu przez nie będzie zależała od decyzji podjętej na bramie przez osoby pełniące straż i chroniące to miejsce. Wynika to z licznych, niestety, często dramatycznych i krwawych, konfliktów z miejscową ludnością palestyńską.
Szkło z Hebronu
Gdy jesteśmy już na północnym obrzeżu Hebronu, skręćmy w lewo, na drogę oznaczoną numerem 3554. Na tym odcinku możemy sobie pozwolić na mały postój i zobaczyć ciekawy obiekt. To wytwórnia szkła i ceramiki, zwanych od miejsca ich wytwarzania hebrońskimi. Wytwórnia znajduje się po prawej stronie ulicy. Nie nastawiajmy się jednak na potężną hutę szkła. To domowy, rodzinny warsztat. Wewnątrz zobaczymy niewielkie piece. Pozwoli to naszą wyobraźnię skierować w dawne czasy. Tu będziemy mogli zobaczyć proces wydmuchiwania szklanego naczynia oraz jego wypalania. Potem zostaniemy zachęceni do zakupów już gotowych wyrobów. Wszystkie wyroby ze szkła są przepiękne. Jedne cienkie, niczym kartka papieru, inne niczym kryształ. Jedne i drugie kolorowo zdobione. Są zaopatrzone w informacje o pochodzeniu. Nie brak też naczyń ceramicznych z tradycyjnymi zdobieniami i barwami. To prawda, że można je nabyć i w innych miejscach, ale te przywiezione z Hebronu będą budzić wspomnienia miejsca, tutejszej wizyty i tym przewyższają wartość wszystkich innych, oczywiście, jeśli taką pamiątkę zechcemy mieć.
Reklama
Co wyróżnia tutejsze produkty? Praca nad nimi opiera się na tradycji rodzinnej i doświadczeniu przekazywanemu z pokolenia na pokolenie. Jest to ręczne rzemiosło. Pracujący nie używają form. Szkło wydmuchuje się za pomocą długich rurek przypominających trzcinowe tyki. Materiał do jego produkcji to piasek z tutejszych stron oraz węglan sodu z okolic Morza Martwego. Szkła barwione są kolorami błękitu kobaltowego, bursztynu, turkusu oraz zieleni. Z kolei materiałem, z którego tworzy się ceramikę, jest glina. Jest ona podwójnie wypalana, a potem ręcznie malowana i szkliwiona. Tu wytwarza się również biżuterię: szklane koraliki. Naszyjnika z nich zrobionego nie mogło zabraknąć wśród elementów składających się na strój panny młodej. W Hebronie produkowano również małe koraliki z namalowanym oczkiem, które miały chronić przed urokami.
Jeśli zapytamy tutejszego pracownika o technikę barwienia szkła, to pewnie oznajmi nam, że to tajemnica rodzinna. Czy coś jednak o niej wiadomo? Barwnik to sproszkowane minerały. Dodaje się go do stopionego szkła. Zazwyczaj są to tlenek kobaltu, sproszkowana miedź, tlenek żelaza lub związki manganu i siarki. Najciekawsze ze szklanych naczyń to te określane mianem fenickich. W czasie ich produkcji dodawane są różnego rodzaju barwniki. Przez obrót gorącej masy uzyskuje się efekt „wirujących” czy „falujących” wzorów. Tym samym nigdy nie powstaną dwa naczynia o identycznych wzorach.
Od kiedy w Hebronie wytwarza się szkło? Uważa się, że co najmniej od czasów rzymskich. O jego produkcji wspominają średniowieczni pielgrzymi i krzyżowcy. Z Hebronu pochodziło szkło witraży świątyń chrześcijańskich i meczetów budowanych w Ziemi Świętej. Są nawet tacy, którzy uważają, że techniki stosowane przez rzemieślników z Hebronu miały wpływ na produkcję szkła w Wenecji. Warto więc zatrzymać się na chwilę i zobaczyć te niezwykłe dzieła lokalnych rzemieślników. Ale jest to możliwe tylko wtedy, gdy do miasta wjeżdżamy od strony jego obrzeża, gdyż tylko tu – ze względu na ogień pieców – zlokalizowane są wszystkie warsztaty ceramiczne.
