Nie chodzi o, skądinąd, sympatycznego mola, choć i jemu zdarza się takim bywać. Słyszałem kiedyś taką historię o młodym molu ciekawym świata. Starsi mówili ze zgrozą w głosie, żeby absolutnie nigdy nie wylatywał z szafy, bo tam czyhają niebezpieczeństwo i niechybna śmierć. Młody jednak spróbował, a za nim rozległo się westchnienie grozy. Kiedy po chwili szczęśliwie wrócił, pytano go ze zdziwieniem, jak ocalał. Odparł butnie, że wszyscy się cieszyli na jego widok i bili brawo, nieustannie klaskali. Taki entuzjazm wzbudził. Można mieć pozytywne nastawienie do życia? Można, choć pomylić zagrożenie z aplauzem udaje się bezkarnie tylko temu, kto ma lot tak nieskoordynowany. Namolni bywają klient, petent, penitent, poborca, komornik, a dawniej domokrążca, żebrak.
I nam się zdarza, jeżeli nam na czymś bardzo zależy. Potrafimy w takich sytuacjach wejść oknem, jeśli nas drzwiami wyrzucą, bo przede wszystkim chcemy być skuteczni. Namolna jest pokusa, a właściwie jest taki twórca pokus wszelakich. Z tym że jego namolność jest inna od naszej, bardziej inteligentna. Podawana z większą znajomością rzeczy, z większą niejako kompetencją. Te znajomość i kompetencja dotyczą nie tylko sposobu, metody, ale przede wszystkim naszej psychiki i podatności. Nie zamęcza natarczywością czy nachalnością, odstąpi na chwilę i znowu podejdzie w odpowiednim czasie. Jest potulna, usłużna, pochlebcza, nadskakująca, kolorowa obietnicami i kusząca minimalnym wysiłkiem z naszej strony. Niewspółmierne, wręcz zjawiskowe mają być korzyści wobec poniesionego wkładu własnego. To nic, że już wielokrotnie bywaliśmy w ten sposób ograni z kretesem. Jakoś szybko zaciera się to w naszej pamięci, a też niespecjalnie lubimy, jeśli nam ktoś o tym przypomni. I taniec trwa. „Już nigdy więcej” też bywa słyszane i obiecywane sobie, ale na krótko. Na czym polega więc ten mechanizm, że jesteśmy skłonni, kolejny raz, bardziej uwierzyć pokusie niż swojemu bolesnemu doświadczeniu? Bywa przecież, że przejmuje kontrolę, bierze nas niejako w posiadanie, na tym polega nałóg, i nawet zagraża życiu. Psychologia mówi o predyspozycjach, dziedziczonych skłonnościach, deficytach i tym podobnych powodach. Teologia mówi o skutkach pierworodnego wydarzenia, które dziedziczymy, a które skutkuje w nas zmianami natury, pęknięciem czy zaćmieniem poznania i woli. Podaje też sposoby na ćwiczenie naszej odporności. Warto je poznać i stosować, żeby kolejny raz nie zostać wystrychniętym na dudka, jak się dawniej mówiło. Tu kolejny stary obrazek pojawia się w pamięci. Otóż do nieznanego sobie miasta przyjeżdża znany solista. Wieczorem ma mieć koncert z miejscową orkiestrą. Na przystanku tramwajowym pyta napotkanego mężczyznę, czy nie wie, jak się dostać do filharmonii. Ten, nieco wczorajszy z wyglądu, przygląda mu się uważnie, taksująco i z miną znawcy wyrokuje: – Ćwiczyć, dużo ćwiczyć, kolego. Nic dodać, nic ująć, tym bardziej że nie jesteśmy wybitnymi solistami w tej materii. Mamy już dosyć pokaźną własną historię klęsk i zwycięstw. Ale mamy też stałego nie tylko obserwatora czy świadka, ale i skutecznego obrońcę i wspomożyciela. Co więcej, o wiele bardziej rozeznanego w mechanizmach i praktykach pokusiciela. To nasz osobisty bodyguard – Anioł Stróż. Warto się z nim zaprzyjaźnić, a na co dzień radzić się go i słuchać jego podpowiedzi. On, niestety, nie bywa namolny. Szanuje naszą wolność, ale poproszony przychodzi z niezawodną pomocą. Kiedy się ostatnio do niego świadomie zwracałem, kiedy i czy kiedykolwiek mu dziękowałem? Nie lekceważmy tej pomocy, bo pozostawieni sami sobie jesteśmy bezradni wobec tamtej ciemnej mocy. Może nie namolni, ale wytrwali i uparci bądźmy w modlitwie i prośbie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
