- W życie ludzkie wpisany jest trud, związany z realizacją codziennych
obowiązków. Trudzić się więc musi każdy człowiek. Dlatego każdy potrzebuje
wielu sił duchowych i fizycznych, które pomogą mu dobrze i odpowiedzialnie
wypełnić swoje zadania. Wydaje się, że niezbędną do tego jest cnota
męstwa. Jest ona bowiem sprawnością pomagającą wykonać czyny trudne
i niebezpieczne, nawet z narażeniem życia.
- Oczywiście, cnota ta jest konieczną w ludzkim życiu, gdyż
nie tylko pomaga pokonywać trudności i niebezpieczeństwa, ale daje
też odwagę, wytrwałość i siłę do realizacji zwykłych, codziennych
obowiązków. Zatem zadaniem tej cnoty jest duchowe umocnienie człowieka,
aby mógł podejmować rzeczy trudne, odrzucać niebezpieczne lub szkodliwe
oraz znosić przykre.
- Co to w praktyce oznacza?
- Męstwo pomaga podejmować czyny trudne i połączone z niebezpieczeństwem.
Takim męstwem odznaczył się Dawid, gdy ufny w pomoc Bożą, wyszedł
z procą naprzeciw Goliata. Męstwo pomaga też w walce z grzechem i
słabością oraz w staraniu się o osiągnięcie doskonałości, a wreszcie
wspiera w odważnym znoszeniu różnych przykroś-ci, połączonych z bólem,
czego najwspanialszym przykładem są zastępy męczenników, którzy dla
Chrystusa ponieśli straszne katusze.
- Cnota męstwa kojarzona jest zwykle z aktywnością zewnętrzną
człowieka, gdyż - co jest zresztą słuszne - w niej upatruje się źródło
jego bohaterskich zachowań. Czy nie jest to jednak znaczne jej zubożenie?
- Męstwo obejmuje zarówno sferę wewnętrzną, jak i zewnętrzną
człowieka. W pracy wewnętrznej dodaje nam odwagi i siły w pokonywaniu
własnych słabości oraz w usuwaniu wszelkich przeszkód z drogi wiodącej
do Boga. Dzięki niej możemy więc wykorzenić grzech, pokonać namiętność,
zrezygnować z przyjemności, a przede wszystkim - ćwiczyć się we wszystkich
cnotach. Mówiąc inaczej, pomaga w osiągnięciu doskonałości. Prawdziwie
mężnym jest zatem ten, kto zwycięża samego siebie, pokonuje gniew,
nie pozwala zwodzić się pokusom, nie daje się upoić szczęściem i
przygnębić nieszczęściem. Kiedy zaś przez wiele lat trwa w takim
postępowaniu wówczas bardziej zasługuje na nagrodę, niż ten, kto
pobił wojska nieprzyjacielskie. O wiele bowiem trudniej jest walczyć
z samym sobą niż z wrogiem zewnętrznym.
- Bez wątpienie umiejętność zapanowania nad sobą wymaga
wiele wysiłku i konsekwencji. Owocem tego jest jednak człowiek mężny,
czyli taki który potrafi przeciwstawić się także zagrożeniom i wyzwaniom
zewnętrznym; taki, który dla Boga potrafi cierpieć, a nawet poświęcić
swe życie. Cnota męstwa jest więc niezbędna również w aktywności
zewnętrznej człowieka. W jakich zachowaniach uwidacznia się najczęściej?
- Występuje przede wszystkim wtedy, gdy ktoś naraża swe
życie bądź zdrowie dla duchowego lub cielesnego dobra bliźnich. Jeśli
zatem ktoś na taką ofiarę się decyduje, daje tym samym dowód wielkiej
miłości i wielkiego męstwa. Przykładem tego są między innymi ci,
którzy poświęcają się pielęgnowaniu trędowatych. Męstwo uwidacznia
się również w odważnym przyjmowaniu cierpień, a nawet śmierci dla
Chrystusa. Wykazali się nim liczni męczennicy. Nic ich nie zdołało
zastraszyć, ani długie więzienie, ani tęgie bicze, ani ostre haki,
ani kły dzikich zwierząt, ani koła najeżone nożami, ani płonące stosy.
Znieśli to wszystko dla Chrystusa. Bardzo ważnym przejawem męstwa
jest też cierpliwe i pogodne znoszenie wszelkich cierpień.
- Życie ludzkie to nieustanna i bezkompromisowa walka z
własnymi słabościami i zagrożeniami zewnętrznymi. Potrzeba więc wiele
męstwa. Jak je osiągnąć?
- O cnotę męstwa należy się przede wszystkim modlić, gdyż
siła i odwaga pochodzą od Boga. Zdobywa się ją też poprzez ćwiczenie.
Mianowicie, ochotne i mężne pokonywanie niewielkich przykrości przygotowuje
do przezwyciężania prawdziwych wyzwań. Niezwykle ważny jest przykład
Chrystusa i Jego świętych, którzy wytrwale przezwyciężali własne
słabości i znosili cierpienie. W chwili próby możemy się na nich
wzorować, a nawet prosić o pomoc. Wreszcie nasze starania o cnotę
męstwa, a co za tym idzie o mężne pokonywanie rozlicznych trudności,
winna ożywiać nadzieja przyszłej nagrody.
24 stycznia dziennikarze czcili swojego patrona św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła. W tym roku, w naszej diecezji wspomnienie to miało szczególne znaczenie, ze względu na obchody 100-
lecia pobytu w Jaśle, Sióstr Wizytek, zakonu kontemplacyjnego Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Zakon ten został założony właśnie przez tego Świętego. Na jubileusz ten nakłada się okrągła rocznica
400-lecia sakry biskupiej św. Franciszka Salezego. Akt ten miał miejsce 8 grudnia 1602 r. Jest więc okazja, by przypomnieć tą wspaniałą postać, polecając jego opiece wszystkich tych, którzy służą słowem
pisanym, mówionym w radio i w telewizji.
Św. Franciszek Salezy urodził się 23 sierpnia 1567 r. w rodzinnym zamku w Thorens, niedaleko Annecy we Francji. Ojciec planował dla syna wielką karierę. Zapewnił mu znakomite wykształcenie, najpierw
w Annecy, potem w Paryżu i w Padwie. Po uzyskaniu na Uniwersytecie w Padwie doktoratu z zakresu prawa cywilnego i kanonicznego Franciszek powrócił do domu. Ojciec chciał, żeby został adwokatem i członkiem
Senatu w Chambery. Upatrzył już nawet dla niego narzeczoną.
Franciszek jednak, niemal wbrew ojcu, postanowił zostać kapłanem. Do swoich studiów prawniczych i literackich dołączył teologię. Kiedy otrzymał godność dziekana Kapituły Kanoników w Genewie, ojciec
zgodził się z jego planami. Franciszek przyjął święcenia kapłańskie 18 grudnia 1593 r. Prawie rok później, 14 września 1594 r., biskup Genewy de Grenier wysłał go - młodego kapłana w okolice Chabalais.
Ks. Franciszkowi towarzyszył jego krewny, kanonik Louis de Sales. Mieli oni tam, w okolicach jeziora Leman, odnowić wiarę katolicką. Obszar ten, bowiem został podbity w 1536 r. przez protestanckich Berneńczyków.
Potem został zwrócony księciu Sabaudii.
Pośród uprzedzeń, przeciwności i opozycji ks. Franciszek Salezy rozpoczął swą misję, która wytyczyła odtąd kierunek jego życia. Swoją modlitwą, pokutą, nauczaniem i pisarstwem potrafił on nawrócić
do Kościoła katolickiego cały ten region. Swoją duchowość oparł na trzech znaczących pojęciach: "pobożność, miłość i miłosierdzie". Streszczają one całą rzeczywistość życia wewnętrznego, wyrażające: świętość,
pobożność, pietyzm, miłość, doskonałość i doświadczenie Boga.
8 grudnia 1602 r. Franciszek Salezy otrzymał sakrę biskupią w Thorens. Przez następne 20 lat jako gorliwy pasterz dokładał wszelkich starań, aby odrodzić wiarę w Kościele w duchu reform Soboru Trydenckiego.
Jego działalność sięgała poza Sabaudię. Był uznanym kaznodzieją w Paryżu, Chambéry i w Dijon. W tym ostatnim mieście, będącym stolicą Burgundii poznał baronową Joannę de Chantal, z którą 6 czerwca 1608
r. założył Zakon Nawiedzenia Maryi Panny. Zakon ten został zatwierdzony jako żyjący we wspólnocie, kontemplacyjny. Mogły do niego wstępować również wdowy, pragnące poświęcić się życiu zakonnemu, których
nie mogły przyjmować inne zakony.
Jako biskup, Franciszek Salezy troszczył się zarówno o bogatych, jak i o biednych. Ci ostatni mieli u niego szczególne względy. Franciszek głosił nie tylko kazania, ale prowadził także obfitą korespondencję.
W 1608 r. napisał, z myślą o ludziach świeckich, dzieło Filotea - Wstęp do życia pobożnego. W 1616 r. napisał drugie dzieło - Traktat o miłości Bożej. To dzieło skierowane było przede wszystkim do zakonników
i duchownych. Obydwie pozycje należą do klasyki duchowości.
Franciszek Salezy zmarł 28 grudnia 1622 r. w Klasztorze Sióstr Wizytek w Lyonie.
Proces beatyfikacyjny wszczęto w 1661 r., kanonizacja odbyła się 19 kwietnia 1665 r. Aktu tego dokonał papież Aleksander VII. Papież Pius IX ogłosił św. Franciszka Salezego doktorem Kościoła 16 listopada
1877 r.
24 stycznia przypada dziewiąta rocznica śmierci, tragicznej śmierci Heleny Kmieć, służebnicy Bożej. W rozmowie z ks. Łukaszem Aniołem SDS, duszpasterzem Wolontariatu Misyjnego "Salvator" przybliżamy osobę tej młodej wolontariuszki misyjnej, a także rozmawiamy o tym, jak staje się ona wzorem do naśladowania na młodych ludzi.
Helena Kmieć pochodziła z Libiąża, mieście w Małopolsce, ale sympatyzowała z Ruchem Młodzieży Salwatoriańskiej i była zaangażowana w działania Wolontariatu Misyjnego "Salwator". - W 2012 roku nawiązała ona z nami kontakt i stała się wolontariuszką naszego wolontariatu misyjnego. Pomimo swojego młodego wieku, była osobą bardzo ambitną, pracowitą, zaangażowaną, a przede wszystkim była głęboko wierząca. Angażując się w nasz wolontariat postanowiła wyjechać na wolontariat do Boliwii - podkreśla ks. Anioła, przywołując tragiczny moment śmierci młodej misjonarki. - Była tam bardzo krótko, dopiero, co rozpoczęła swoją posługę misyjną. 24 stycznia 2017 roku dwóch napastników weszło do ochronki, gdzie posługiwała Helena. Jeden z nich zaatakował ją nożem, zadając jej 14 ciosów nożem.
Iga Świątek wygrała z rozstawioną z numerem 31. Rosjanką Anną Kalinską 6:1, 1:6, 6:1 w trzeciej rundzie wielkoszlemowego Australian Open w Melbourne. W poniedziałek wiceliderka światowego rankingu tenisistek zmierzy się z Australijką Maddison Inglis.
Świątek w pierwszej rundzie wygrała z Chinką Yue Yuan 7:6 (7-5), 6:3, a w drugiej z Czeszką Marie Bouzkovą 6:2, 6:3. Z Kalinską mierzyła się po raz czwarty i odniosła trzecie zwycięstwo.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.