Reklama

Bractwo Dzwonników Wawelskich

Wawelski dzwon Zygmunta nie jest ani najstarszym, ani największym, ani najcięższym dzwonem w Polsce. Mimo że znamy dokładnie wagę „Zygmunta”, to o jego ciężarze nadal krążą legendy. Pomiar wykonany przy użyciu bardzo dokładnych dynamometrów 30 marca 2001 r. wykazał, że kielich wraz z koroną, bez serca, waży 12 ton i 700 kg. Nowe serce waży 350 kg. Stare ważyło 323 kg, a nie 365 kg.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Zygmunt” jest bez wątpienia dzwonem najsławniejszym i wyjątkowym. „Tam, pisał Witold Hulewicz - w mieście najdroższych naszych pamiątek, nad grobami królów, poetów i Wielkiego Marszałka, na wysokiej wieży katedralnej - nieruchomo i w wielkiej ciszy - trwa nasze Sumienie. W zielonej patynie czasów, śród krat potężnego belkowania wieży, na ciężkich okuciach - zwisa najdostojniejszy polski dzwon, arcydzieło sztuki ludwisarskiej - Zygmunt”.
Na sławę „Zygmunta” złożyło się wiele przyczyn. Jest to największy dzwon katedry wawelskiej, i jedno z największych arcydzieł sztuki ludwisarskiej. Jego fundatorem jest król Zygmunt I Stary (1467-1548). Łacińska inskrypcja na dzwonie, autorstwa poety biskupa Andrzeja Krzyckiego (1482-1537), podaje intencje fundacji dzwonu przez król - jest to królewskie wotum za zwycięstwa nad wrogami Ojczyzny i dla ubłagania Boga i Jego Matki o opiekę nad królem i całą dynastią Jagiellonów i jego poddanymi. Symbolizuje to też miejsce, w którym dzwon został zawieszony - wieża nad kryptami kryjącymi prochy polskich władców. Aby dzieło było godne wielkości umysłu i czynów władcy jego wykonanie powierzono znanemu odlewnikowi Janowi Behamowi z Norymbergi, który odlał dzwon w Krakowie w 1520 r. Swoje imię dzwon zawdzięcza „głosowi” ludu (vox populi), który nazwał go imieniem fundatora. W ciągu wieków „Zygmunt” stał się dla Polaków niezwykłym symbolem polskości i wielkim świadkiem narodowej historii. Po raz pierwszy odezwał się w samo południe 13 lipca 1521 r. i zgodnie z życzeniem króla, do dziś bije tylko w chwilach wyjątkowych. Mówi się, że wielki „Zygmunt” jest przeznaczony dla wielkich. Jego majestatyczny i doniosły głos już prawie 500 lat rozbrzmiewa nad Wawelem i Krakowem, oznajmiając mieszkańcom królewskiego miasta chwile triumfów i upadków, radości i smutku, obwieszczając ważne wydarzenia w życiu Narodu i Kościoła. Legenda głosi, że każdego, kto podniesie rękę na „Zygmunta”, spotka nieszczęście. W czasie II wojny światowej Niemcy, wiedząc o przywiązaniu Polaków do swego narodowego symbolu, jakim był dzwon „Zygmunta”, nie odważyli się na jego zniszczenie. Gdy w 1945 r. opuścili Kraków, królewski dzwon tę radosną nowinę obwieścił miastu swym biciem. Na jego głos krakowianie klękali na śniegu i płakali. W ten sposób głos wielkiego „Zygmunta” jeszcze raz przypominał, że jest to dzwon wyjątkowy.

Dzwonią „bez sprzeczki, wymówki i zaniedbania”

Zgodnie z zaleceniem króla, dzwon mógł się odzywać tylko w wyjątkowych okolicznościach i mógł być uruchamiany przez dzwonników, którym sam władca powierzył to zadanie.
W 1525 r. dzięki pośrednictwu Seweryna Bonera (1486-1549), starosty bieckiego i burgrabiego krakowskiego, bankiera i zarządcy dworu Zygmunta I, król podpisał układ z cechem cieśli krakowskich, który dawał im przywilej dzwonienia „Zygmuntem”. Układ dokładnie określał obowiązki dzwonników, ich wynagrodzenie w wysokości 1 grzywny srebra oraz kary za zaniedbania i opóźnienia. Mieli oni dzwonić „bez sprzeczki, wymówki i zaniedbania w święta opisane pod karą 12 groszy za każde zaniedbanie lub opóźnienie”. Układ precyzyjnie wyszczególniał wszystkie święta, podczas których „Zygmunt” ma dzwonić. Tak pozostało do dzisiaj. „Zygmunt” dzwoni tylko w najważniejsze święta kościelne oraz z okazji ważnych wydarzeń religijnych i narodowych, chociaż sam układ z 1525 r. obowiązywał do końca XVII. Potem obowiązek dzwonienia kapituła katedralna, która od początku sprawowała pieczę nad „Zygmuntem”, zleciła katedralnym świątnikom. Dziś obsługują „Zygmunta” ludzie należący do krakowskiej elity intelektualnej, którzy tworzą Bractwo Dzwonników Wawelskich. Nie ma tu ludzi przypadkowych. Wszyscy dobrze się znają, są zżyci i darzą się wzajemnym zaufaniem. A to jest niezbędne, bo dzwonienie jest wysiłkiem zespołowym, i trzeba się tego nauczyć. Fach ten przechodzi z ojca na syna. Młodzi, zanim znajdą swoje miejsce w 26 - osobowym zespole, by mogli pociągnąć za liny, na początku muszą się tylko przyglądać i uczyć.
Dzwonień w ciągu roku jest około 25. Dzielą się one na ordynaryjne, a więc obejmujące święta kościelne i państwowe oraz ekstraordynaryjne, nadzwyczajne, które zarządza władza kościelna z okazji ważnych rocznic i dla upamiętnienia historycznych wydarzeń. Dzwonienie standardowe trwa od 7 do 8 minut, nadzwyczajne - 15 minut. Podczas procesji św. Stanisława, „Zygmunt” bije pół godziny. Po każdym dzwonieniu, starym zwyczajem, proboszcz wawelski płaci ustanowioną przez króla „grzywnę”.

Sztuka dzwonienia

Dzwonienie to prawdziwa sztuka. By obudzić dzwon, potrzeba od ośmiu do dwunastu specjalnie do tego przygotowanych dzwonników. Połowa z nich ustawia się od strony Plant, a druga połowa - od strony katedry, trzymając mocno za powrozy. „Zygmunt” - podkreślają - jak prawdziwy monarcha ma swoje kaprysy i jest niebezpieczny. Chwilę nieuwagi można przypłacić nawet życiem. Zdarzyło się, że lina owinęła się wokół nogi niedoświadczonego dzwonnika i porwała go w górę. Spadł na głowę i musiało interweniować pogotowie.
Dzwonnicy przed każdym dzwonieniem na wieży spotykają się pół godziny wcześniej. Muszą ściągnąć liny i zdjąć zabezpieczającą serce belkę. Serce „Zygmunta” - podkreślają dzwonnicy - za każdym razem bije inaczej. Zależy to od wielu czynników - od pogody, od składu dzwonników i od umiejętności odpowiedniego rozkołysania dzwonu. Chodzi o to, żeby „szedł” równo i żeby dokładnie „dobijał”.
W ciągu wielu lat utarł się zwyczaj, że po każdym dzwonieniu dzwonnicy udają się do małej kawiarenki „U Literatów” na ul. Kanoniczej. Mają wtedy okazję, aby porozmawiać i podzielić się spostrzeżeniami na temat dzwonienia. Prezes Tadeusz Bogacz z nowohuckiego Metalodlewu, który odlał nowe serce dla „Zygmunta”, w nawiązaniu do starych cechowych zwyczajów ufundował dla dzwonników stylowy regał i ladę cechu dzwonników.

W zielonej patynie czasów, śród krat potężnego belkowania wieży, na ciężkich okuciach - zwisa najdostojniejszy polski dzwon, arcydzieło sztuki ludwisarskiej - Zygmunt”...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

"Pojechali się modlić i zginęli...", czyli o Bożej (nie)sprawiedliwości

2026-08-19 07:21

[ TEMATY ]

modlitwa

wiara

wypadek

Medjugorie

Adobe Stock

Katastrofa polskiego autokaru z pielgrzymami jadącymi z Medjugorie spowodowała falę komentarzy i pytań o Bożą niesprawiedliwość, gdy ludzie - przecież jadący, by się modlić lub wracający z modlitwy - giną tragicznie lub odnoszą ciężkie obrażenia. Dla ludzi dalekich od wiary jest to argument na bezsensowność religii, a dla wierzących - trudne pytanie. Jak to zatem jest?

Po pierwsze, modlitwa, pielgrzymka, wszelkie pobożne praktyki to nie "zarabianie", jakaś wymiana z Bogiem za szczęście, bezpieczeństwo, zdrowie. Są one wyrazem wiary, praktyką wynikającą z tego, czym wiara w istocie jest, czyli z relacji z Bogiem. Nie można więc traktować tej sytuacji jako niesprawiedliwości Boga, który nie wziął pod uwagę zasług lub dobrych celów. To nie tak.
CZYTAJ DALEJ

Miarą pasterza jest los owcy najsłabszej

2026-08-14 07:27

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Na starożytnym Wschodzie „pasterz” był tytułem królewskim - nosili go władcy Mezopotamii i faraonowie, a Izrael odnosił go do swoich królów i do samego Boga. Wyrocznia Ezechiela przeciw „pasterzom Izraela” jest więc rozliczeniem władzy: królów, przywódców, wszystkich odpowiedzialnych za lud. Ich grzech został nazwany precyzyjnie: „paśli samych siebie” - żyli z owiec, zamiast żyć dla owiec. Spożywali mleko, odziewali się wełną, zarzynali tłuste, a katalog zaniedbań brzmi jak rachunek sumienia każdego urzędu pasterskiego: słabej nie wzmacnialiście, chorej nie leczyliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zabłąkanej nie sprowadzaliście, zagubionej nie szukaliście - „rządziliście nimi z przemocą i surowością”.
CZYTAJ DALEJ

Rzeszów: wylądował samolot z kolejną grupą poszkodowanych w wypadku na Węgrzech

2026-08-19 11:26

[ TEMATY ]

wypadek autokaru

Adobe Stock

Przed południem na lotnisku Jasionka pod Rzeszowem wylądował samolot LPR z kolejną grupą poszkodowanych w wypadku autokaru na Węgrzech. Jak wcześniej w środę informowała wojewoda podkarpacka Teresa Kubas-Hul, do Polski ma wrócić 12 pacjentów.

W poniedziałek wieczorem na lotnisku w Jasionce wylądował samolot z pierwszą grupą Polaków poszkodowanych w wypadku autokaru na Węgrzech. Do kraju wróciło 21 osób. Spośród pięciu pacjentów, które w poniedziałek zostały przewiezione do rzeszowskich szpitali, dwie już zostały wypisane do domów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję