Reklama

W 60. rocznicę

Powstańcza opowieść

Niedziela Ogólnopolska 34/2004

Znaczki podziemnej Poczty „Solidarność” z 1983 r.

Znaczki podziemnej Poczty „Solidarność” z 1983 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Obchodzimy kolejną rocznicę pamiętnego 1 sierpnia 1944 r., godziny „W” - wybuchu Powstania Warszawskiego. Decyzja o rozpoczęciu walk w stolicy zapadła już 21 lipca. Podjęto ją, by zapobiec wkroczeniu do Warszawy wojsk sowieckich i dać odpowiedź na sprzedanie Polski przez aliantów - w wyniku porozumienia F. D. Roosevelta i W. L. S. Churchilla w Teheranie (28 listopada - 1 grudnia 1943 r.) - Józefowi Stalinowi, który lądującym 6 czerwca 1944 r. w Normandii sojusznikom umożliwił posuwanie się w głąb Francji i Niemiec. Zatrzymując pochód Armii Czerwonej na linii Wisły, dał Niemcom szansę skutecznego rozbicia Powstania Warszawskiego. Uznał bowiem, że unicestwienie Armii Krajowej i sił niepodległościowych Polski jest więcej warte niż zajęcie Niemiec przez aliantów nawet po linię Renu. Było oczywiste, że powstańcy w końcu muszą skapitulować, bo żadna pomoc z zewnątrz nie będzie możliwa.
Powstańczy bój rozegrał się na terenie ośmiu obwodów podległych komendantowi Okręgu Warszawskiego AK - płk. Antoniemu Chruścielowi (pseudonim Monter). Do walki przeciw doskonale uzbrojonym 20 tys. żołnierzy niemieckich stanęła prawie tak samo liczna armia powstańcza, niestety, dysponująca zaledwie ok. tysiącem karabinów, 500 pistoletami maszynowymi, 3700 pistoletami i niespełna 25 tys. granatów, głównie własnej produkcji.
Z własnego, wolnego wyboru rękawicę okupantowi rzucili także warszawiacy, nie stawiając się w wyznaczonych terminach na zarządzone w ostatnich dniach lipca masowe zbiórki, pozorowane potrzebą budowy umocnień obronnych. To właśnie cywilni mieszkańcy stolicy swym dumnym nieposłuszeństwem zadecydowali o czymś tak niepojętym, że Warszawa walczyła aż 63 dni!
Czytając historyczne wywody, dotyczące tamtych, dramatycznych wydarzeń, siostra Teresa od Jezusa wraca pamięcią do fragmentów swojej, rodzinnej przeszłości; jest powstańczym dzieckiem. Urodziła się w okresie najcięższych walk w stolicy - 28 sierpnia 1944 r.
Jej ojciec, Stefan Kieniewicz (1907-92), człowiek ogromnej wiary, dobroci i pokory, jeden z najwybitniejszych polskich historyków minionego stulecia, całe życie poświęcił badaniom dziejów narodu i społeczeństwa polskiego w najtragiczniejszym okresie porozbiorowym. Pochodził z kresowej, zamożnej rodziny ziemiańskiej, którą - podobnie jak setki innych - bolszewicka rewolucja 1917 r. wypędziła z pięknej siedziby Dereszewicze na Polesiu. Osiedlił się w Warszawie. Ukończył historię na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu. Doktoryzował się w 1934 r. na Uniwersytecie Warszawskim. W 1937 r. ożenił się z Zofią z Sobańskich (1911-97) i podjął pracę w Archiwum Skarbowym, gdzie przetrwał do wybuchu powstania.
Niemal od początku okupacji - zgodnie ze swym temperamentem i profesją - zaangażował się w działalność konspiracyjną w Biurze Informacji i Propagandy Związku Walki Zbrojnej (następnie Armii Krajowej), którym kierował jego kolega, znakomity historyk dziejów średniowiecznych - prof. Aleksander Gieysztor (1916-99). Pisał artykuły do prasy podziemnej, przygotowywał serwisy informacyjne i ekspertyzy, wykorzystując w nich swą wiedzę historyczną i umiejętność gruntownej analizy wielkich wydarzeń politycznych. W 1938 r. przyszedł na świat pierworodny syn Jan (poszedł w jego ślady, jest znanym historykiem UW), w 1941 r. drugi syn - Antoni. W sierpniu 1944 r. miało się urodzić trzecie dziecko. Chłopców wysłano na wakacje do rodziny w okolice Krakowa.
Przez całą okupację rodzice mieszkali na Powiślu, na rogu ul. Czerwonego Krzyża i Wybrzeża Kościuszkowskiego. Tam zastała ich godzina „W”. Od pierwszych chwil powstania dom znalazł się pod bezpośrednim ostrzałem, między jedną a drugą linią frontu, i zaczął się palić. Próby ugaszenia ognia na niewiele się zdały. W środku nocy ojciec został ciężko ranny. Kula trafiła go w szyję, przeszła na wylot, cudem nie naruszając najważniejszych arterii. Z płonącej kamienicy wyniosły go cztery sanitariuszki. Mama podtrzymywała mu głowę. Chwilę później jeden z przebiegających przez opuszczone mieszkanie powstańców chwycił pozostawioną tam przez nią torebkę z dokumentami i odrobiną grosza i doręczył ją mamie. Na zawsze zapamiętała ten bezimienny gest zapobiegliwości, troski o czyjeś dobro i uczciwości. Tej nocy rodzice utracili wszystko - oprócz życia, wiary i wzajemnej miłości.
Z Powiśla ojca przetransportowano do dziecięcego szpitala przy Kopernika, gdzie przebywał około trzech tygodni. Mamie pozwolono czuwać przy nim. Spała na małym, dziecięcym łóżeczku. Gdy rana jako tako się zagoiła, schronili się u wuja Ignacego na Okólniku. Dzięki jego zaradności siostra Teresa miała szczęście urodzić się w komfortowych - jak na tamten czas i miejsce - warunkach, w zorganizowanym i prowadzonym przez księżnę (nie pamiętam nazwiska - chyba Lubomirską) i jej córkę szpitaliku położniczym przy ul. Foksal 17. Te obdarzone „wyobraźnią miłosierdzia” kobiety dały rodzącym dach nad głową, zapewniły opiekę, zadbały o obecność lekarza i księdza. Ileż kobiet w ciągu tamtych 63 dni rodziło byle gdzie, w bramach, piwnicach, bez żadnej pomocy i opieki?!
W pierwszych dniach września powstańcy wycofywali się na drugą stronę Nowego Światu. Trzeba było przebiec przez ulicę pod barykadą, pod nieustannym ostrzałem z gmachu BGK na rogu Alei Jerozolimskich. Jak tego dokonać kilka dni po porodzie, z niemowlęciem na rękach? Mama nie zdecydowała się na to. Doświadczyła wówczas, co znaczy prawdziwa przyjaźń. Z drugiej strony Nowego Światu, dwukrotnie ryzykując życiem, A. Gieysztor przebiegł pod barykadą, przynosząc mamie rzecz bezcenną - puszkę mleka skondensowanego. Skąd ją wziął? Kto wie, czy w ten sposób nie uratował jej życia?
Nadszedł czas ewakuacji. Wszyscy schodzili wiaduktem mostu Poniatowskiego, schodami w dół na Powiśle, w absolutnych ciemnościach. Znając doskonale tę trasę ojciec bezpiecznie je sprowadził. Przez tunel kolei średnicowej Niemcy przewozili jakimiś platformami. Do stacji Warszawa Zachodnia trzeba było iść na piechotę, stamtąd do Pruszkowa, do obozu przejściowego.
Ojca wywieziono do obozu koncentracyjnego w Dachau. Kiedy mama z nią na ręku wybiegła, by zobaczyć jak wyprowadzają „naszych”, ojca już nie dostrzegła, lecz w tym najtrudniejszym dla niej momencie przyszedł sam Bóg. Wzdłuż obozowego ogrodzenia wolno kroczył kapłan w komży z Najświętszym Sakramentem i przez druty udzielał Komunii św. Wiedział, że tym wygnańcom bardziej niż chleba potrzeba Bożej obecności i mocy.
Dzięki wujowi obie dotarły pod Kraków, do braci. Po relacjach mamy o powstaniu ktoś powiedział: „Ależ to musiało być straszne!”. W odpowiedzi usłyszał: „Nie, to było wspaniałe!”, bo cudowne jest być wolnym, strząsnąć upokorzenie i pogardę, podnieść wreszcie głowę!
Ojciec wrócił jesienią 1945 r. Zamieszkali w Milanówku k. Warszawy. Wspomnień lat wojny i okupacji rodzice nie celebrowali. W czasach „utrwalania władzy ludowej” świadomym ich zamysłem było stworzenie dzieciom małego, jednoznacznego, spójnego, bezpiecznego świata. Bez wielkich słów, własnym przykładem życia przekazywali im wiarę, prawdę i najważniejsze wartości, ucząc miłości do Boga przez zachowywanie Jego przykazań, a miłości do Ojczyzny - przez sumienną pracę i rzetelne wykonywanie obowiązków. Bardzo dbali o ich wykształcenie, podsuwając wartościowe książki, skutecznie uzupełniające szkolną wiedzę. Ojciec z całym kunsztem, a zarazem chłodnym obiektywizmem historyka, potrafił ukazać „drugą stronę medalu” wydarzeń z dawnej i bliższej przeszłości, która równoważyła jednostronne, tendencyjne, wręcz okrojone fakty.
Ukończyła anglistykę, zrobiła doktorat i habilitację. Czekała na pierwszą pielgrzymkę Ojca Świętego do Ojczyzny. Idąc 2 czerwca 1979 r. na odprawianą przez niego Mszę św. na pl. Zwycięstwa, chłonęła atmosferę wolności, godności, narodowej dumy. Ulice były inne, ludzie inni, odmienieni. Cieszyła się z tej swojej wiosny wolności. W 1984 r. wstąpiła do Karmelu w Gdyni-Orłowie. 15 sierpnia 1997 r. wraz z ośmioma siostrami przybyła do nowej placówki zakonnej w Bornem Sulinowie (pierwotnie baza wojsk pancernych Wehrmachtu, później miasto okupowane przez Sowietów do 1993 r.), gdzie kilkanaście kilometrów od klasztoru, w niemieckim oflagu Gross Born II więziony był do stycznia 1945 r. jej stryj, polski oficer, brat ojca, Henryk Kieniewicz (1911-98), któremu wiadomość o jej szczęśliwym przyjściu na świat przekazał wywieziony tu po upadku Powstania Warszawskiego A. Gieysztor. Przedziwne są drogi Opatrzności Bożej!
Siostra Teresa od Jezusa bardzo lubi powstańczą piosenkę Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój. Modli się o to, by już nigdy żadne dzieci nie musiały walczyć i o utrwalenie pamięci o tamtych, wielkich dniach Warszawy, bo - „A gdy dzieci zapomną, że mieszkały w schronach,/ Że widziały dni straszne, ponure i krwawe -/ Niechaj tylko to jedno pamiętają o nas,/ Żeśmy padli za wolność, aby była prawem”.
Wstawia się za tymi, którzy niewinnie cierpieli i tymi, co prześladowali, za ofiarami i katami, by wszyscy pojednani w Bogu znaleźli się jako bracia i siostry w domu naszego Ojca.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Jacques Mourad: Syria stała się państwem islamskim

2026-08-11 18:34

[ TEMATY ]

Syria

Karol Porwich/Niedziela

W czasie czternastu lat wojny domowej liczba chrześcijan w Syrii spadła do minimum: z dwóch milionów do trzystu tysięcy. „Mniejszości religijne są na celowniku, a będący u władzy uważają, że jedyną prawdziwą wiarą jest islam” - wskazuje abp Jacques Mourad. Syryjsko-katolicki arcybiskup Homs podkreśla, że różnorodność społeczeństwa, w tym ta religijna, nie ma żadnej wartości dla nowego rządu.

Abp Mourad jest najbardziej znanym na świecie syryjskim kapłanem po tym, jak w 2015 roku został porwany przez fundamentalistów z tzw. Państwa Islamskiego. Przez pięć miesięcy niewoli był przez nich zastraszany, by wyrzekł się wiary. W uciecze pomogli mu zaprzyjaźnieni muzułmanie, którzy uratowali dziesiątki innych zakładników będących w rękach islamistów. Arcybiskup Homs jeździ po świecie, by dawać świadectwo dramatycznej sytuacji chrześcijan w Syrii i zbierać środki pomocowe na projekty mogące pomóc wyznawcom Chrystusa pozostać w tym bliskowschodnim kraju.
CZYTAJ DALEJ

Częstochowa przygotowuje zabezpieczenie szczytu pielgrzymkowego; do soboty dotrze tam kilkadziesiąt tys. osób

2026-08-11 20:25

[ TEMATY ]

pielgrzymki

Karol Porwich/Niedziela

Dodatkowe zespoły ratownictwa medycznego w rejonie Jasnej Góry i na trasach pielgrzymkowych, specjalna organizacja ruchu w Strefie Podjasnogórskiej, zapasowe punkty czerpania wody pitnej - to niektóre z zabezpieczeń przygotowanych przez władze Częstochowy. Do soboty dotrze tam kilkadziesiąt tys. pielgrzymów.

Połowa sierpnia to tradycyjnie okres wzmożonego ruchu pielgrzymkowego w Częstochowie, związanego z uroczystościami Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Kolejny szczyt pielgrzymkowy przypada na koniec sierpnia, kiedy obchodzone jest święto Matki Bożej Jasnogórskiej.
CZYTAJ DALEJ

Diecezja sandomierska u stóp Maryi. Pielgrzymi dotarli na Jasną Górę

2026-08-12 17:45

[ TEMATY ]

pielgrzymki

Monika Książek

- Wierzę głęboko, że ten ogrom dobra, będący owocem pielgrzymki, umocni i ożywi naszą diecezjalną wspólnotę - mówił bp Krzysztof Nitkiewicz podczas Mszy św. kończącej 43. Pieszą Pielgrzymkę Diecezji Sandomierskiej na Jasną Górę. W tegorocznym pielgrzymowaniu wzięło udział ponad 2 tys. osób, z czego około tysiąca pokonało całą trasę, a 1250 uczestniczyło w tzw. sztafecie pielgrzymkowej.

Na jasnogórskich błoniach pątników powitali biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz oraz rodziny i przyjaciele, którzy przybyli do Częstochowy, aby wspólnie przeżyć ostatnie chwile pielgrzymowania. Kolejne grupy przedstawiał ks. Krystian Kusztyb, dyrektor pielgrzymki. Następnie pątnicy podchodzili do wałów jasnogórskich, dziękując Bogu i Maryi za opiekę podczas drogi.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję