Reklama

Wędrówki sentymentalne

Ulica Lwowska w Warszawie

Niedziela Ogólnopolska 15/2005

Kinga Ferszt

Warszawa, ul. Lwowska, widok ogólny, 2005 r.

Warszawa, ul. Lwowska, widok ogólny, 2005 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ulica Lwowska ocalała z pożogi wojennej łaską Opatrzności. W Warszawie niemal doszczętnie zniszczonej po Powstaniu 1944 r. stanowi swoisty fenomen. Ocalało przy niej tak wiele zabytkowych domów, że dla studentów pobliskiego Wydziału Architektury (róg Koszykowej i Lwowskiej) stanowi ona żywy podręcznik stylów. Na wielu młodych ludziach, którzy znajdą się na Lwowskiej przypadkiem, wywiera wrażenie jakiegoś innego świata, o nieznanym, intensywnym klimacie. Wracają więc tu, aby fotografować coś, co nie zawsze da się utrwalić, ale też czego nie da się zapomnieć.
Moja Babka z częścią naszej rodziny i ze mną, wówczas dzieckiem, sprowadziła się na Lwowską przed II wojną światową, w 1937 r. Zamieszkaliśmy w kamienicy pod numerem 11. Kamienica ta została wzniesiona dla hr. Tomasza Zamojskiego według projektu architekta Ludwika Panczakiewicza. Jest ona przykładem najbardziej luksusowej kamienicy śródmiejskiej doby modernizmu, spośród zachowanych obiektów tego typu. Jest modernistyczna, a w dekoracji ma wyraźne reminiscencje secesji.
Byłam jeszcze dzieckiem, kiedy tam przybyłam, dostrzegałam więc sprawy ważne dla dziecięcego świata. Zadziwiały mnie osobliwości nowego środowiska, po prostu napotykałam tu na innych niż dotychczas ludzi, tak bardzo malowniczych - jak mi się zdawało. Tę piękną kamienicę z niezwykłą bramą i z przejściem wyłożonym wiśniowymi i grynszpanowo-zielonymi kaflami, ze sklepieniem, które wydawało delikatny pogłos, kiedy się przechodziło, zamieszkiwali Polacy, Niemcy, Żydzi i „biali” Rosjanie. Artyści malarze i muzycy, profesorowie i adwokaci, ekscentryczne damy. W suterenie mieszkał tapicer, pan Gula, a od frontu w suterenie miała sklepik ze wszech miar oryginalna, bardzo maleńka kobieta w czerwonym turbanie z szalika, czasami w wyliniałym lisie - pani Dolota. Miała duży nos i wąsiki i była jak z bajki - taki mały wschodni strażnik strzegący skarbu w podziemiu. Była poważna, ale do mnie uśmiechała się ciepło. Moją uwagę przyciągała też niezwykle piękna, ekscentrycznie ubrana zawsze w czerń Zofia Pruszkowska, malarka, żona znanego malarza Tadeusza Pruszkowskiego. Inna, ale bardzo wyniosła dama, Austriaczka, żona właściciela kamienicy, która nie mówiła słowa po polsku - nosiła niezmienne, brylantowe kolczyki i długie, wytworne futro. Odpowiadała na moje powitanie po niemiecku, a jej wzrok łagodniał. Bałam się trochę zrusyfikowanej rodziny starej wdowy po carskim generale - tzw. Babuni. Owa generałowa w ciężkich chwilach żegnała nas piękną ikoną Matki Bożej. Myślę do dziś, że to generałowej zawdzięczamy ocalenie domu, a nawet ulicy. Trudno wyliczyć tę galerię typów, np. wspaniałego matematyka Żyda, Hugona Kazimierza Woolwsona, który grał na skrzypcach i był kolegą mojego stryja Jana jeszcze z gimnazjum. Jednak dopiero z wybuchem II wojny światowej, a szczególnie podczas okupacji struktury tego wielowarstwowego kulturowo domu poruszyły się, często tragicznie. Np. Hugon Kazimierz Woolwson z chwilą wejścia do Warszawy Niemców popełnił samobójstwo, zaraz też wszyscy Żydzi musieli nosić opaski z gwiazdą Syjonu.
Niemcy wywlekali ludzi z mieszkań według listy, tak zginął artysta malarz Tadeusz Pruszkowski.
Przez ulicę, którą kochaliśmy, którą nazywano ulicą artystów, przechodziła śmierć. Wymienię nazwiska tylko kilku artystów spośród tkwiących swoją twórczością w międzywojniu, którzy mieszkali przy tej ulicy: Karol Tichy (1871-1939) - malarz i projektant wzornictwa, Tadeusz Breyer (1874-1952) - rzeźbiarz i ceramik, Zofia Trzcińska-Kamińska (1890-1963) - rzeźbiarka, żona profesora architektury Kamińskiego, czy wspomniany Tadeusz Pruszkowski (1888-1942), który właśnie mieszkał w domu Babki. Gust mojej Babki odnośnie do sztuk pięknych był tradycyjny, ale „nowoczesnych” malarzy, mieszkających po sąsiedzku, znała towarzysko lub właśnie po sąsiedzku. Babka uważała, że należy żyć wbrew szerzącemu się terrorowi. Dlatego któregoś okupacyjnego dnia zaprowadziła mnie na lekcje rysunku i malarstwa do pracowni Tadeusza Pruszkowskiego, twórcy Bractwa św. Łukasza - ugrupowania malarzy, którzy chcieli, mówiąc dość skrótowo, kultywować sztukę polską, nawiązując do zdobyczy warsztatowych dawnych mistrzów europejskich. Naukę rozpoczęłam u jego żony, Zofii Zuzanny, która była malarką. Tadeusz Pruszkowski już wtedy nie żył. Ale Zuzanna Pruszkowska nie chciała uwierzyć, że jej mąż nie żyje i - jak rzesze kobiet z tamtych tragicznych czasów - przeciwstawiała się niejako śmierci; ufna, zanosiła pieniądze i paczki na gestapo - bezskutecznie.
Pracownia Pruszkowskiego mieściła się na ostatnim piętrze domu Lwowska 11. Była pełna zabytków, mebli i pięknych przedmiotów. Było tam dużo obrazów, głównie Pruszkowskiego: portrety, martwe natury, i kilka oprawnych rysunków węglem i pastelami autorstwa jego żony. Zuzanna była też najczęściej modelką artysty - jako upoetyzowana Melancholia lub jako tajemnicza Dama - ubrana w czerń w kostiumie z czasów Dyrektoriatu. Były to apoteozy kobiety niezwykłej, pięknej, o bogatej duchowości. W naszej rodzinie przechowywujemy reprodukcję portretu tajemniczej Damy w czerni - takiej, jaką pamiętamy my, starsi, i o jakiej opowiadamy młodym. Tadeusz Pruszkowski - rektor przedwojennej ASP, animator wielu artystycznych poczynań, niezwykła osobowość - skupiał wokół siebie uczniów, którzy dla obojga małżonków byli zawsze nowym objawieniem. Dawał uczniom swobodę artystyczną. Nauczył ich kultu miast, takich jak Sandomierz czy Kazimierz nad Wisłą, który „odkrył”. Założył wiele ugrupowań. Wiele mówi się zwłaszcza o jednym z założonych przez Pruszkowskiego ugrupowań - wspomnianym już Bractwie św. Łukasza, jakby bardziej znaczącym niż inne. Zarzucano Bractwu, że nadmiernie kultywowało znaczenie warsztatu, że jego członkowie byli realistami do przesady, że skłaniali się do tendencji, nazwanej w Niemczech: „Nowa Rzeczywistość”.
Joanna Pollakówna w swoim tomie o malarzach XX-lecia pisze: „Rozmach i żywotność Łukaszowców (...) predestynowała ich do podjęcia (...) roli malarzy oficjalnych realizatorów wielkich państwowych zamówień”. Wykonali oni m.in. siedem obrazów historycznych do Sali Honorowej Pawilonu Polskiego na wystawie w Nowym Jorku (1939 r.), ilustrujących ważne momenty z historii Polski. Dekoracje malarskie na m/s „Batory”, jako jedną ze swoich artystycznych prac, wykonał bardzo zdolny zmarły młodo Jeremi Kubicki (1911-38), były one niezaprzeczalnie znakomite. Wielu wybitnych artystów wychodziło z pracowni Prusza na ostatnim piętrze Lwowskiej 11, tętniła ona życiem, ale tak jak otaczająca cała rzeczywistość i to uległo dramatycznej zmianie w chwili wybuchu wojny 1 września 1939 r. Uczniowie rozproszyli się, części spośród nich udało się wyjechać za granicę. Sam Prusz doświadczył jakiejś okupacyjnej fobii, po prostu głębokiej depresji, i nie chciał wychodzić na ulicę. Aż 30 czerwca 1942 r. Niemcy wywlekli tego niezwykłego człowieka i artystę i rozstrzelali 1 lipca 1942 r., tak jak wielu, wielu innych. Pracownia spłonęła w 1944 r. podczas Powstania, a na pogorzelisku, do którego prowadziły frontowe schody, znaleziono poczerniałe od ognia maleńkie srebrne łyżeczki i skorupki angielskiego talerzyka; taka warszawska Vanitas. Później „dom mojej Babki” został obniżony od frontu o całą kondygnację, tę, gdzie istniała kiedyś pełna uczniów i ich gwaru pracownia Prusza. Dopiero w roku 2005 (w styczniu) na ocalonym domu przy ul. Lwowskiej 11 wmurowano tablicę pamiątkową Tadeusza Pruszkowskiego. Są takie pomosty z przeszłością.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gdy wnuczek nie jest ochrzczony... Czy dziadkowie mogą ochrzcić dziecko?

2026-06-04 20:05

[ TEMATY ]

UPJPII

Chrzest święty

Adobe Stock

W pytaniu tym chodzi zapewne o sytuację, w której rodzice nie chcą ochrzcić swojego dziecka, natomiast chcą tego dziadkowie. To trudna sytuacja. Zmiany, które obecnie zachodzą w społeczeństwie będą prowadziły do tego, że takie sytuacje mogą zdarzać się coraz częściej. Chodzi tu o konflikt między bardzo ważnymi wartościami dotyczącymi wiary. Z jednej strony mamy troskę dziadków o zbawienia dziecka, o przekazanie wiary kolejnemu pokoleniu, natomiast z drugiej - prawo rodziców do wychowania swojego potomstwa według takich wartości, jakie dla nich są istotne.

Wiemy, że choć troska o zbawienie wszystkich ludzi spoczywa na każdym wiernym, szczególnie na członkach rodziny (więc również na babci i dziadku), to jednak w tym przypadku prawo Kościoła staje po stronie prawa rodziców. Kodeks Prawa Kanonicznego reguluje tę sprawę następująco: „do godziwego ochrzczenia dziecka wymaga się, aby zgodę na chrzest wyrazili rodzice lub przynajmniej jedno z nich albo ten, kto ich zgodnie z prawem zastępuje” (kan. 868, § 1). Nie ma więc tu miejsca dla innych osób, nawet tak blisko spokrewnionych jak dziadkowie.
CZYTAJ DALEJ

Tajna akcja wydobycia z Wisły zwłok ks. Popiełuszki

2026-06-12 07:19

[ TEMATY ]

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Tomasz Wesołowski

Z Piotrem Laudańskim, płetwonurkiem, który wydobył zwłoki ks. Jerzego 26 października 1984 roku, cztery dni przed oficjalnym ich wyłowieniem, rozmawiają dr Milena Kindziuk i ks. prof. Józef Naumowicz.

- Laudański – to Pana prawdziwe nazwisko?
CZYTAJ DALEJ

Nuncjusz Apostolski w Sosnowcu: Prośmy Maryję, aby nigdy nie pozostawiała nas samych

2026-06-14 20:41

[ TEMATY ]

peregrynacja

Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej

FB Diecezja Sosnowiecka

Niech Dziewica Maryja zachowuje nas w jedności Kościoła. Niech uzdolni nas do przekazywania wiary przyszłym pokoleniom. Niech wyprosi nam liczne i święte powołania. Niech uprosi upragniony dar prawdziwego pokoju – prosił nuncjusz apostolski w Polsce abp Antonio Guido Filipazzi w homilii Mszy Świętej, której przewodniczył w Bazylice Katedralnej w Sosnowcu, na zakończenie peregrynacji Ikony Matki Bożej Częstochowskiej w Diecezji Sosnowieckiej.

Na początku homilii, abp Filipazzi przekazał pozdrowienia i błogosławieństwo papieża Leona XIV, który w ubiegłym roku, podczas Jubileuszu Nadziei, pobłogosławił początek peregrynacji. Przypomniał, że peregrynacja rozpoczęła się w czasie Roku Jubileuszowego, co znalazło odzwierciedlenie w jej haśle: „W Nadziei z Maryją”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję