Reklama

Jak stworzyć nowe Betlejem?

Niedziela Ogólnopolska 52/2006, str. 12-13

Artur Stelmasiak

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Milena Kindziuk: - Z okna Księdza mieszkania w Lasku Bielańskim widać żywą szopkę z osiołkiem i barankami, stojącą obok pokamedulskiego kościoła. No właśnie, skąd tradycja żywych żłóbków?

Ks. prof. Józef Naumowicz: - Pierwszym i głównym źródłem są Ewangelie Mateusza i Łukasza, które opisują narodzenie Jezusa. One dostarczają elementów podstawowych. Stąd obok Jezusa są obecni Maryja i Józef. Oni tworzą stały element tej pięknej i zarazem dramatycznej chwili narodzenia Dziecka, które przychodzi na świat w niebywałych warunkach. Ale znacząca jest także obecność pasterzy, którzy potrafili obudzić się w środku nocy i przybyć do groty.

- Dlatego dziś przy żłóbku umieszczamy właśnie pasterzy...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Ta sytuacja nie dziwi. Wokół Betlejem z pewnością przebywali ubodzy pasterze nocujący w polu ze swymi owcami. Mogli to być nomadzi czy beduini, którzy wędrowali ze swymi stadami przez kolejne pastwiska. Ale ich przybycie do żłóbka ma wielką wymowę. Pokazuje, że Jezus nie przybył tylko do „zdrowych”, do „dobrze się mających”, ale także do ubogich, słabych, grzesznych. Pasterze zazwyczaj nie byli niewinnymi pastuszkami, o jakich dziś myślimy. Często traktowano ich jako takich, którzy nie szanują własności ziemskiej. Wśród nich na pustkowiach i górach kryli się nieraz także przestępcy ścigani przez prawo. Jedna z ksiąg Talmudu zabraniała im wstępu do Świątyni Jerozlimskiej. Znaczy to, że wokół Chrystusa zgromadzili się owi „wyłączeni” z kultu, żyjący niemal na marginesie społeczeństwa.

- Ta wizja sprzeciwia się naszej bukolicznej wizji żłóbka.

- Ale Chrystus nieraz będzie oskarżany o to, że przebywa nie z tymi, co trzeba. Na plus dla pasterzy trzeba dodać, że potrafili oni usłyszeć głos anioła, który zwiastował im radość wielką. I poszli za tym głosem. Stąd tych pasterzy trzeba zaliczyć do owych „ubogich duchem”, którzy nie są zapatrzeni w siebie, ale otwarci na dobro, jakiego oczekujemy z góry. Należeli więc do ludzi, którzy faktycznie są spragnieni ciepła, pokoju, radości, światła.

- A Mędrcy, nazwani w Ewangelii Magami?

Reklama

- Mówi o nich św. Mateusz, a potem ewangelie apokryficzne. Z czasem ustaliły się różne tradycje: że było ich trzech, że reprezentowali trzy rasy ludzkie albo że byli królami. Mogli przybyć z Persji, gdzie istniała specjalna kasta kapłanów, zwanych magami, albo z Arabii słynnej z wonnych kadzideł, albo byli astrologami babilońskimi. Być może przybyli razem z karawanami handlowymi, które przemierzały wtedy Bliski Wschód, od Indii i Arabii do Palestyny, Syrii i dalej. Także dary Mędrców są typowe dla tych karawan: wonne kadzidło przewożone do innych krain, mirra, która służyła do balsamowania zmarłych, czy złoto pochodzące z Arabii. Ci Mędrcy stanowią element „magiczny”, egzotyczny, dziś powiedzielibyśmy - Trzeci Świat. W ich osobach przybyli do Jezusa poganie. Właśnie poganie przyszli na samym początku.

- W niektórych żłóbkach w głębi stoi także tragiczna i straszna postać Heroda.

- Bo Jezus urodził się za czasów króla Heroda, w ostatnich latach jego długiego panowania. To był wielki król Izraela, ale też krwawy despota, który wymordował swoją rodzinę i niszczył każdego, w kim upatrywał przeciwnika. Obsesyjnie skupiony na utrzymaniu władzy i nasłuchujący wiadomości o narodzeniu niezwykłego króla, nakazał wymordować niewinne dzieci w okolicy Betlejem. Zobaczmy, że narodziny Chrystusa nie są jakąś sentymentalną opowieścią, od początku miały one swój aspekt trudny: ciemności, zimno, stajnia i żłóbek, ale też prześladowanie Heroda, a potem ucieczka do Egiptu, gdzie zazwyczaj chronili się polityczni uciekinierzy.

- Ernest Bryll napisał w jednym z wierszy, że narodzone Dziecko „układa się do krzyża swojego” oraz że „z Narodzenia” droga wiedzie „prościutko w Piątek Gorzki”. Czy można powiedzieć, że Boże Narodzenie łączy się z krzyżem?

Reklama

- To głęboki sens tajemnicy Wcielenia, widzianej w perspektywie Kalwarii. Tę prawdę podkreślają wschodnie ikony narodzenia Jezusa: żłóbek jest umieszczony w skalnej rozpadlinie jakby w grobie, a nowo narodzone Dziecię jest owinięte chustami i opaskami, jakie zakładano na zmarłego składanego do grobu. Jezus, który stał się człowiekiem, wyzbył się swej Boskiej chwały i leży w ubogim żłobie, już teraz przeżywa uniżenie, które swój punkt kulminacyjny będzie miało na krzyżu.

- Czyli nie są to święta wyłącznie radosne?

- Są one pełne radości, ale nie tej radości taniej, wydumanej, upiększonej czy sztucznej. Boże Narodzenie jest realistyczne, dlatego jest nam tak bliskie. Radość płynie ze świadomości, że jesteśmy obdarowani przyjściem Zbawcy. Każde narodziny dziecka są bardzo radosne, nawet jeśli łączą się z bólem. Jeśli zatem potrafimy się wzruszać i cieszyć, patrząc na żłóbek, to dobry znak.

- Czy taką ideę miał św. Franciszek, gdy w nocy z 24 na 25 grudnia 1223 r. przygotował szopkę w grocie na zboczu wzgórza we włoskim Greccio?

Reklama

- Pomysł Franciszka polegał na tym, by niejako unaocznić ludziom Betlejem. Stąd w Greccio polecił on przygotować żłób, kazał przynieść siano, przyprowadzić wołu i osła. Chciał odtworzyć miejsce narodzenia Jezusa. Starał się też zachować atmosferę ubóstwa, pokory i prostoty. W ten sposób - jak mówi jego pierwszy żywot - Greccio zmieniło się w „nowe Betlejem”. Pamiętajmy, że niewiele wcześniej Franciszek był w Ziemi Świętej, gdzie nie tylko odbył słynne spotkanie z sułtanem, ale odwiedził też miejsca święte. Wtedy dostęp do Palestyny był utrudniony, wręcz niemożliwy. Stąd w Europie zaczęły powstawać kopie miejsc świętych, a więc nowe Jerozolimy, nowe Kalwarie, nowe Nazarety. Wiedział o tym Franciszek. Sporządził on żłóbek przypominający Betlejem, które sam nawiedził.

- Jak udało się Franciszkowi stworzyć tę atmosferę „nowego Betlejem”?

- Pierwsza sprawa to żywy żłóbek, przed którym w grudniową noc Franciszek stał długo w milczeniu, skupiony. Razem z nim modlili się mieszkańcy Greccio, którzy przybyli z pochodniami i świecami. Nad żłóbkiem przygotowano ołtarz. Tam była sprawowana Msza św. Franciszek, który, jak wiadomo, nie przyjął święceń kapłańskich i był diakonem, czytał Ewangelię i wygłosił poruszające kazanie o Jezusie i Betlejem. Modlitwę przy żłóbku połączył z Mszą św. Przez to pokazał, że Jezus, który narodził się w Betlejem, rodzi się w każdej Eucharystii.

- Skąd taka idea?

- Należy zacząć od zbieżności nazw, na którą zwracali uwagę Ojcowe Kościoła. „Betlejem” w języku hebrajskim oznacza „dom chleba”. Jest to więc „dom Chrystusa”, bo w nim zamieszkał Chrystus, który jest prawdziwym chlebem, który zstąpił z nieba. Nadto - już św. Augustyn porównał żłób, w którym kładzie się pokarm dla zwierząt i w którym leżał Jezus - z ołtarzem, na którym jest Ciało Chrystusa. Żłób przypomina więc ołtarz, na którym leży Prawdziwy Chleb.

- Żłóbek nie jest zatem tylko przejawem folkloru czy rodzajem świętego teatru, świętego widowiska, które nas wciąga, wzrusza...

Reklama

- Niewątpliwie ma on w sobie coś mocno teatralnego, ale jest teatrem, którego przedstawienie wpłynęło na historię, religię i na ludzi. Jest zazwyczaj piękny, prosty i wzruszający, dlatego przemawia do wszystkich, nie tylko do wierzących. Ale przede wszystkim zawiera katechezę o tajemnicy zbawienia. Unaocznia wielkie wydarzenie, w którego centrum jest Jezus. Niesie więc wielkie przesłanie teologiczne i duchowe, a przy tym ważną symbolikę. Trzeba się przy nim zatrzymać, pomyśleć, pomodlić i być nie tylko zewnętrznym widzem narodzenia Jezusa, ale dostrzec tajemnicę, która nas dotyczy.

- Jak więc patrzeć na żłóbek Jezusa?

- Tak jak się wchodzi do Bazyliki Narodzenia w Betlejem. Prowadzi do niej bardzo niskie wejście. Gdy przyjrzeć się potężnemu nadprożu - widać na ścianie ślady wysokiego wejścia, jakie miała pierwotna bazylika, a także nieco niższy gotycki łuk - ślad wejścia stworzonego w czasie wypraw krzyżowych. W okresie panowania Turków osmańskich, chcąc zapobiec, by Turcy nie wjeżdżali do świątyni końmi i wozami, pozostawiono tylko jedno, bardzo niskie wejście, które istnieje do dzisiaj. By wejść do Bazyliki, trzeba się schylić, skłonić głowę. To są tzw. Drzwi Pokory. Ale tylko w ten sposób można wejść do Bazyliki Narodzenia i dalej do Groty ze żłóbkiem. Trzeba najpierw skłonić głowę. Podobnie mamy zachować się duchowo przed każdą tajemnicą, którą trzeba się zadziwić, zachwycić, paść przed nią na kolana, by móc ją przyjąć. Słusznie powiedział Lew Tołstoj: „Brama do świątyni prawdy i dobra jest niska - wejdą tam tylko ci, co schylą głowę”.

- Potrzebne jest zatem schylenie głowy - czyli wiara?

- Tak, dopiero gdy patrzymy na żłóbek oczyma dziecka, w świetle wiary, gdy udziela się nam ten duch prostoty i pokory, jaki tchnie ze żłóbka, i gdy łączymy nasz pokłon żłóbkowi z Eucharystią i Komunią św., wtedy sami stajemy się nowym Betlejem, w którym rodzi się Chrystus, i żywym żłóbkiem, w którym On spoczywa.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z Auschwitz znikają polskie symbole; m.in. tabliczka upamiętniająca św. Edytę Stein

2026-04-27 16:55

[ TEMATY ]

Auschwitz

Muzeum Auschwitz

Agata Kowalska

Z głębokim niepokojem i bólem przyjmujemy doniesienia o usuwaniu kluczowych symboli polskiej i chrześcijańskiej pamięci z terenu byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Pod pretekstem „prac konserwatorskich” z przestrzeni muzeum znikają znaki, które przez dekady świadczyły o męczeństwie narodu polskiego i świętych Kościoła katolickiego. Czy w imię źle pojętej nowoczesności próbuje się pisać historię tego miejsca na nowo, wymazując z niej polskie ofiary?

Z bloku 15, miejsca szczególnego dla naszej tożsamości narodowej, zdemontowano dwie niezwykle ważne tablice. Pierwsza z nich upamiętniała bohaterów Armii Krajowej i dumnie prezentowała znak Polski Walczącej. Druga poświęcona była zamordowanym polskim harcerzom. To nie były zwykłe eksponaty – to wota ufundowane przez byłych więźniów, którzy z własnych, skromnych środków chcieli oddać hołd swoim kolegom.
CZYTAJ DALEJ

Kościół czci patronkę Europy - św. Katarzynę ze Sieny

[ TEMATY ]

św. Katarzyna

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny

Kościół katolicki wspomina dziś św. Katarzynę ze Sieny (1347-80), mistyczkę i stygmatyczkę, doktora Kościoła i patronkę Europy. Choć była niepiśmienna, utrzymywała kontakty z najwybitniejszymi ludźmi swojej epoki. Przyczyniła się znacząco do odnowy moralnej XIV-wiecznej Europy i odbudowania autorytetu Kościoła.

Katarzyna Benincasa urodziła się w 1347 r. w Sienie jako najmłodsze, 24. dziecko w pobożnej, średnio zamożnej rodzinie farbiarza. Była ulubienicą rodziny, a równocześnie od najmłodszych lat prowadziła bardzo świątobliwe życie, pełne umartwień i wyrzeczeń. Gdy miała 12 lat doszło do ostrego konfliktu między Katarzyną a jej matką. Matka chciała ją dobrze wydać za mąż, podczas gdy Katarzyna marzyła o życiu zakonnym. Obcięła nawet włosy i próbowała założyć pustelnię we własnym domu. W efekcie popadła w niełaskę rodziny i odtąd była traktowana jak służąca. Do zakonu nie udało jej się wstąpić, ale mając 16 lat została tercjarką dominikańską przyjmując regułę tzw. Zakonu Pokutniczego. Wkrótce zasłynęła tam ze szczególnych umartwień, a zarazem radosnego usługiwania najuboższym i chorym. Wcześnie też zaczęła doznawać objawień i ekstaz, co zresztą, co zresztą sprawiło, że otoczenie patrzyło na nią podejrzliwie. W 1367 r. w czasie nocnej modlitwy doznała mistycznych zaślubin z Chrystusem, a na jej palcu w niewyjaśniony sposób pojawiła się obrączka. Od tego czasu święta stała się wysłanniczką Chrystusa, w którego imieniu przemawiała i korespondowała z najwybitniejszymi osobistościami ówczesnej Europy, łącznie z najwyższymi przedstawicielami Kościoła - papieżami i biskupami. W samej Sienie skupiła wokół siebie elitę miasta, dla wielu osób stała się mistrzynią życia duchowego. Spowodowało to jednak szereg podejrzeń i oskarżeń, oskarżono ją nawet o czary i konszachty z diabłem. Na podstawie tych oskarżeń w 1374 r. wytoczono jej proces. Po starannym zbadaniu sprawy sąd inkwizycyjny uwolnił Katarzynę od wszelkich podejrzeń. Św. Katarzyna odznaczała się szczególnym nabożeństwem do Bożej Opatrzności i do Męki Chrystusa. 1 kwietnia 1375 r. otrzymała stygmaty - na jej ciele pojawiły się rany w tych miejscach, gdzie miał je ukrzyżowany Jezus. Jednym z najboleśniejszych doświadczeń dla Katarzyny była awiniońska niewola papieży, dlatego też usilnie zabiegała o ich ostateczny powrót do Rzymu. W tej sprawie osobiście udała się do Awinionu. W znacznym stopniu to właśnie dzięki jej staraniom Następca św. Piotra powrócił do Stolicy Apostolskiej. Kanonizacji wielkiej mistyczki dokonał w 1461 r. Pius II. Od 1866 r. jest drugą, obok św. Franciszka z Asyżu, patronką Włoch, a 4 października 1970 r. Paweł VI ogłosił ją, jako drugą kobietę (po św. Teresie z Avili) doktorem Kościoła. W dniu rozpoczęcia Synodu Biskupów Europy 1 października 1999 r. Jan Paweł II ogłosił ją wraz ze św. Brygidą Szwedzką i św. Edytą Stein współpatronkami Europy. Do tego czasu patronami byli tylko święci mężczyźni: św. Benedykt oraz święci Cyryl i Metody. Papież Benedykt XVI 24 listopada 2010 r. poświęcił jej specjalną katechezę w ramach cyklu o wielkich kobietach w Kościele średniowiecznym. Podkreślił w niej m.in. iż św. Katarzyna ze Sieny, „w miarę jak rozpowszechniała się sława jej świętości, stała się główną postacią intensywnej działalności poradnictwa duchowego w odniesieniu do każdej kategorii osób: arystokracji i polityków, artystów i prostych ludzi, osób konsekrowanych, duchownych, łącznie z papieżem Grzegorzem IX, który w owym czasie rezydował w Awinionie i którego Katarzyna namawiała energicznie i skutecznie by powrócił do Rzymu”. „Dużo podróżowała – mówił papież - aby zachęcać do wewnętrznej reformy Kościoła i by krzewić pokój między państwami”, dlatego Jan Paweł II ogłosił ją współpatronką Europy.
CZYTAJ DALEJ

Katarzyna, która mówiła, gdy inni milczeli

2026-04-29 07:06

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

W świecie, w którym każdy ma coś do powiedzenia, a niewielu ma coś do powiedzenia naprawdę, postać św. Katarzyna ze Sieny brzmi zaskakująco aktualnie. Nie dlatego, że była świętą. Dlatego, że była skuteczna. Jest to święta osobiście mi bliska i to nie tylko ze względu na to, że jest imienniczką mojej Mamy.

Nie miała dyplomów, funkcji ani zaplecza. A jednak rozmawiała z papieżami jak równy z równym. Nie prosiła o uwagę – brała ją siłą argumentu i klarownością myślenia. Dziś powiedzielibyśmy: nie miała „zasięgów”, ale miała coś znacznie trudniejszego do podrobienia – wiarygodność. Żyła w czasie kryzysu instytucji, kiedy autorytety chwiały się, a centrum świata duchowego przeniosło się do Awinionu. Brzmi znajomo. Dziś też żyjemy w epoce, w której łatwo podważyć wszystko – politykę, media, Kościół, ekspertów. Problem w tym, że razem z autorytetami często wyrzucamy odpowiedzialność.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję