Reklama

Ktokolwiek wie...

Zerwali z rodziną

Niedziela Ogólnopolska 17/2007, str. 22-23

Śpią na ulicach, w bramach, na dworcach, żywią się w Caritas
Juliusz Stachira

Śpią na ulicach, w bramach, na dworcach, żywią się w Caritas <br>Juliusz Stachira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Według urzędowych danych, w 2003 r. we włoskich więzieniach odbywało karę 144 obywateli polskich, w tym 121 mężczyzn. Ile z tych osób przestało kontaktować się z rodziną w kraju, nikt dokładnie nie wie. Szacuje się, że ponad 70 proc. Jedną z tych osób jest Robert M. z województwa świętokrzyskiego. Jeszcze przed trafieniem do więzienia miał z domem luźny kontakt. Po wyjściu nie próbował nawet kontaktować się z rodziną. Trochę pracował, w końcu dołączył do grona bezrobotnych i bezdomnych Polaków rezydujących pod pomnikiem na placu Garibaldiego w Neapolu. Zupełny przypadek sprawił, że został rozpoznany na ulicy przez koleżankę swojej matki. Od niej dowiedział się, że w domu uważają go za nieżyjącego. Dzięki temu spotkaniu i dzięki tej kobiecie skontaktował się z rodziną. Rodzina sprawiła, że wrócił do domu, do Polski.
Niektórzy rodacy umierają we Włoszech. Nie wszystkich udaje się zidentyfikować. Na największym cmentarzu w Neapolu - Pogioreale jest sektor, w którym pochowani są Polacy. Grobów przybywa w zastraszającym tempie. Prawie połowa mogił oznaczona jest jedynie numerem, bo nie udało się zidentyfikować zwłok. Przyczyny śmierci są różne. Choroby, często przywiezione jeszcze z Polski, wypadki drogowe i te przy pracy, a głównie wyniszczający tryb życia - alkohol, narkotyki.
Specyficzną grupę stanowią bezdomni, bezrobotni. Śpią na ulicach, w bramach, na dworcach. Żywią się w Caritas i żebrzą. Jesteśmy jedynym krajem Unii Europejskiej, którego obywatele żebrzą na włoskich ulicach. Akurat oni taki los wybrali sobie zupełnie świadomie. Nie szukają pracy, zresztą do pracy się nie nadają, bo są brudni i nietrzeźwi. Swoje położenie tłumaczą tym, że im się nie powiodło, pracowali i zostali oszukani albo okradzeni, i nie mają z czym wracać do domu. Są i tacy, którzy nie kryją, że właśnie takie życie im odpowiada. Głodni nie chodzą, bo Caritas nakarmi, papierosy można wyprosić u ludzi, a na wino czy inny alkohol wyżebrać, na przykład u kierowców stojących na skrzyżowaniu na światłach. To ci żyjący na ulicy najczęściej nie utrzymują kontaktu z domem. Sami wobec siebie są anonimowi. Nie znają nawzajem swoich nazwisk, tylko imiona lub pseudonimy i może jeszcze region, z którego pochodzą. W różnych miastach Italii mają swoje miejsca, gdzie można ich spotkać. W Neapolu jest to plac Garibaldiego, okolice pomnika. Starzy bywalcy pokazują się codziennie, nowi pojawiają się, wtapiają w krajobraz i niedługo są już stałymi bywalcami. Jeżeli ktoś nie pokazuje się od dłuższego czasu, to znaczy, że coś się z nim dzieje. Może choruje, wyniósł się do innej dzielnicy, wyjechał do innego miasta albo nie żyje.
„Inżynier” pod pomnikiem bywał codziennie. Stąd zabrało go pogotowie. Więcej się na placu nie pokazał. Pewnie zmarł w szpitalu, ale nikt tego nie sprawdził. „Dziadek” był dość znany pod pomnikiem. Praktycznie z placu się nie ruszał. Tu miał swój węzełek z dobytkiem, tu spał i żebrał. Pewnego dnia „Dziadek” zniknął. Był jeszcze widziany wieczorem, ale rano ślad po nim zaginął. Nikt jednak nie zaprzątał sobie głowy „Dziadkiem” i tym, co się z nim stało. O Bogdanie ze szramą mówią, że chyba nie żyje, bo ostatnio nie mógł już chodzić i jeździł na wózku, a gdyby żył, to by pokazywał się na placu.
Są jednak i tacy, którzy jak synowie marnotrawni w końcu wracają do rodziny. W styczniu 2005 r. w wychodzącej we Włoszech polskojęzycznej gazecie „Nasz Świat” ukazało się ogłoszenie. W rubryce „Ktokolwiek widział” wydrukowano zdjęcie Artura B., lat 42, personalia i informację, że do pracy we Włoszech wyjechał w 2000 r. Od kwietnia 2001 r. przestał kontaktować się z rodziną. Wszystkich, którzy wiedzieliby coś o Arturze, proszono o kontakt z Wydziałem Opieki Konsularnej w Mediolanie lub z programem telewizyjnym „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Artur był wtedy od kilku lat stałym rezydentem na placu. Spał na dworcu, żebrał na skrzyżowaniu. Ktoś z Polaków rozpoznał go na zdjęciu. Wiadomość przekazał pod podane w ogłoszeniu numery telefonów. Do Neapolu przyjechali matka i brat Artura. Znaleźli go na placu pod pomnikiem, tam gdzie zawsze był widywany. Nie potrafili przez dwa dni przekonać go do powrotu do domu. Odjechali bez niego. Dopiero po roku Artur zadzwonił do matki z prośbą, żeby go zabrała. Ubiegłoroczną Wielkanoc spędzał już z rodziną w Polsce.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prokurator Witkowski: Ksiądz Popiełuszko nie zginął 19 października [SPECJALNIE DLA "NIEDZIELI"]

[ TEMATY ]

Milena Kindziuk

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Archiwum Muzeum bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, o nowych ustaleniach w sprawie okoliczności uprowadzenia i śmierci ks. Popiełuszki, rozmawia Milena Kindziuk (część I).

Zacznijmy od zdania z Pana najnowszej książki pt. „Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy”: „Mam już pewność, że ks. Jerzy Popiełuszko zginął w południe 25 października 1984 roku, po sześciu dniach tortur fizycznych i psychicznych”. Skąd ta pewność, Panie Prokuratorze?
CZYTAJ DALEJ

Nigeria: Uzbrojone gangi porwały ponad 160 chrześcijan

2026-01-19 18:06

[ TEMATY ]

porwanie

Nigeria

chrześcijanie

Adobe Stock

ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE

ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE

Ponad 160 chrześcijan zostało porwanych podczas ataku uzbrojonych gangów na dwa kościoły w wiosce w stanie Kaduna w północnej Nigerii - poinformowano w poniedziałek w raporcie ONZ, cytowanym przez agencję AFP.

„Napastnicy przybyli w dużej liczbie, zablokowali wejścia do kościołów i zmusili wiernych do ucieczki do buszu” - powiedział agencji AFP Joseph Hayab, prezes Stowarzyszenia Chrześcijan Nigerii na północy tego kraju.
CZYTAJ DALEJ

Włochy/ Ambasada RP wystosowała ostrzeżenie w związku z ekstremalną pogodą na Sycylii

2026-01-20 20:40

[ TEMATY ]

Włochy

Adobe Stock

Ambasada RP we Włoszech zaapelowała we wtorek do obywateli polskich o ostrożność i stosowanie się do zaleceń lokalnych władz na Sycylii w związku z ekstremalnie trudnymi warunkami pogodowymi, wywołanymi przez tzw. cyklon Harry. Na wyspie tej, a także na Sardynii i w Kalabrii, obowiązuje najwyższy stopień alertu.

We wpisie na platformie X ambasada polska w Rzymie ostrzegła przed skutkami ulew, silnego wiatru i wzburzonego morza. „Na wybrzeżach spodziewane są potężne sztormy z falami osiągającymi nawet 7 metrów wysokości” - zaznaczyła.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję