Reklama

Wyprosiła ten cud

Niedziela Ogólnopolska 27/2007, str. 13

Państwo Mecherzyńscy-Wiktorowie z uzdrowionym synem Andrzejem
Jolanta Marszałek

Państwo Mecherzyńscy-Wiktorowie z uzdrowionym synem Andrzejem<br>Jolanta Marszałek

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W rodzinie państwa Mecherzyńskich-Wiktorów z Krakowa zwracano się zawsze z ufną prośbą o wstawiennictwo do matki Celiny Borzęckiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek, która wkrótce zostanie ogłoszona przez Kościół błogosławioną. Jak operacja, złamana ręka, a nawet zgubione okulary - to do praprababci Celiny. Ona nigdy nie zawiodła. Wierzono, że czuwa nad nimi i wyprasza u Boga potrzebne łaski. I nic w tym dziwnego, wszak w wielu rodzinach prosi się o modlitwę zmarłych przodków. Ale rzadko kto otrzymuje takie łaski, jak Andrzej - wnuk matki Celiny w piątym pokoleniu.
Andrzej Mecherzyński-Wiktor, mistrz Polski we wspinaczce sportowej, od dziecka lubił się wspinać. - Przed naszym domem rosło drzewo - opowiada ojciec chłopca Adam Wiktor. - Andrzej jako kilkuletnie dziecko wszedł na sam czubek i woła: Mamo, mamo, zobacz, gdzie jestem. Jak piłka wpadła na dach bloku, Andrzej, wówczas 9-letni, wszedł po piorunochronie na 4. piętro. Nie wiedziałem, co będzie bezpieczniejsze, kazać mu zejść czy wchodzić na dach. Bez obaw więc zgodziliśmy się, aby trenował w osiedlowym klubie wspinaczkowym, który powstał na naszej ulicy.
20 lipca 1999 r., w wakacje, po ukończeniu szkoły podstawowej, Andrzej przygotowywał się do mistrzostw świata we Włoszech. Wraz z grupą kolegów trenował na ścianie wspinaczkowej. W drugiej części hali trwał remont. Było już późno. Robotnicy dawno skończyli pracę, a i chłopcy kierowali się już do wyjścia. Wtem Andrzej zobaczył pozostawione przez murarzy liny, którymi na górę wciągali wiadra z zaprawą. Postanowił wspiąć się po nich tzw. kominem. Na górze lina przeważyła się i chłopiec spadł z wysokości 3-4 m. Pozornie niegroźny upadek okazał się poważny w skutkach. Andrzej trafił na oddział intensywnej terapii w Szpitalu im. Rydygiera w Nowej Hucie. Bardzo szybko następował obrzęk mózgu i lekarze zdecydowali wprowadzić pacjenta w stan śpiączki. Ale Andrzej miał też złamanie podstawy czaszki i ogromnego krwiaka w ośrodku słuchowym. Oddychał przez respirator. Rokowania nie były dobre. Na trzeci dzień po odstawieniu środków lekarze podjęli próbę wybudzania pacjenta - bez rezultatów. Obawiano się poważnych konsekwencji. W piątym dniu śpiączki zaczęto podejrzewać, że pacjent w ogóle może się nie wybudzić.
- Ponieważ nazajutrz po wypadku Andrzej miał służyć do Mszy św. w kościele parafialnym, gdzie był ministrantem, daliśmy znać księdzu proboszczowi, że nie przyjdzie - opowiada mama Magdalena Mecherzyńska-Wiktor (praprawnuczka matki Celiny Borzęckiej) - i poprosiliśmy o modlitwę zaprzyjaźnioną siostrę zmartwychwstankę, która była u nas w parafii organistką. S. Maria Władysława Doskocz orzekła: Tu może pomóc tylko matka Celina. Na jej prośbę siostry zmartwychwstanki na całym świecie podjęły nowennę o uzdrowienie Andrzeja za wstawiennictwem matki Celiny Borzęckiej. W szóstym dniu nowenny Andrzej wybudził się ze śpiączki, a w dziewiątym, na zakończenie nowenny, wyszedł ze szpitala zupełnie zdrowy. Niepotrzebna okazała się długotrwała rehabilitacja, którą zapowiadali lekarze. Na wieść o tym s. Maria Władysława wykrzyknęła: Magdaleno, wy chyba przesadzaliście… no, chyba że to był cud... Istotnie, skutki upadku mogły być tragiczne, np. niedowład kończyn, padaczka, utraty przytomności. Prawie nigdy się nie zdarzyło, żeby tak umiejscowiony krwiak wycofał się bez uszkodzenia narządu słuchu, przynajmniej częściowego. Lekarze byli zdumieni. Wdzięcznym rodzicom doktor prowadząca Andrzeja radziła: - Nam nie dziękujcie, dziękujcie siłom wyższym. I dziękowali. W dwa tygodnie po powrocie ze szpitala rodzinnie pojechali do Kęt na śluby wieczyste s. Anny Dominiki - katechetki Andrzeja. Pokłonili się matce Celinie, która tu jest pochowana, i dziękowali za wstawiennictwo. Po dwóch latach przypadek Andrzeja znalazł się w procesie beatyfikacyjnym matki Celiny Borzęckiej jako cud dokonany za jej wstawiennictwem.
Badania trwały prawie rok. - Przez trzy miesiące prawie nie wychodziliśmy z kliniki - wspomina mama Andrzeja. - Pytania trybunału były tak dociekliwe - uzupełnia tata - że nieraz się zastanawiałem, czy Kościół rzeczywiście uzna ten cud. Świadek w procesie beatyfikacyjnym prof. dr hab. Romuald Szwagrzyk, neurochirurg, stwierdził, że wyzdrowienie chłopca jest najbardziej niezwykłym i niewytłumaczalnym przypadkiem w jego długoletniej praktyce. - Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś po tak ciężkim urazie głowy wprost z intensywnej terapii poszedł do domu - powiedział.
Dziś Andrzej jest studentem matematyki i filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim, nadal się wspina i zdobywa laury nie tylko w Polsce, ale i na świecie. I jest szczęśliwy, że do jego prapraprababci Celiny Borzęckiej odtąd nie tylko jego rodzina, ale wszyscy będą się zwracać z prośbą o pomoc.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2007-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił się i... zbudował pierwszą w Polsce kaplicę pod wezwaniem św. Faustyny

2026-10-04 20:39

[ TEMATY ]

świadectwo

śmierć kliniczna

św. Faustyna

Archiwum ks. Wiktora Szponara/"Życie po śmierci 2" wyd. FRONDA

Jan Ben Radecki przekazuje Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II kronikę dokumentującą budowę kaplicy pod wezwaniem św. Faustyny.

Jan Ben Radecki przekazuje Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II kronikę dokumentującą budowę kaplicy pod wezwaniem św. Faustyny.

Przemiana, którą przeżył Jan Ben Radecki, jest jedną z najbardziej niezwykłych. Z malarza obrazów satanistycznych do ekstrawaganckiej kawiarni na rynku we Wrocławiu o wiele mówiącej nazwie Mefisto, Radecki stał się fundatorem i budowniczym pierwszej w Polsce kaplicy pod wezwaniem św. siostry Faustyny.

Wywiad pochodzi z książki Życie po śmierci 2 autorstwa ks. Wiktora Szponara, wyd. FRONDA. Książka w całości do kupienia w nasszej księgarni: ksiegarnia.niedziela.pl.
CZYTAJ DALEJ

Możesz jeszcze zmienić zdanie. Msza z katedry świdnickiej transmitowana na cały świat

2026-09-28 09:30

[ TEMATY ]

Świdnica

transmisja

Świdnica ‑ Katedra

ks. Marcin Gęsikowski

Chór Tactus Sonus

Archiwum TVP

Ks. kan. Marcin Gęsikowski, proboszcz świdnickiej katedry

Ks. kan. Marcin Gęsikowski, proboszcz świdnickiej katedry

Bóg woli nasze szczere «nie» niż puste «tak» – powiedział ks. kan. Marcin Gęsikowski podczas Mszy św. transmitowanej z katedry świdnickiej przez TVP Polonia i TVP Wilno. W homilii postawił słuchaczom pytanie: czy wiara naprawdę zmienia nasze codzienne życie?

Punktem wyjścia do rozważań była przypowieść o ojcu i dwóch synach. Pierwszy obiecał pójść do winnicy, lecz nie spełnił prośby ojca. Drugi początkowo odmówił, ale później zmienił zdanie i poszedł do pracy. Jezus pyta słuchaczy, który z nich wypełnił wolę ojca. Odpowiedź jest jasna: ten, który ostatecznie podjął działanie.
CZYTAJ DALEJ

Abp Wacław Depo: rodzina nie jest rodzajem umowy czy powiązań prawnych, jak tego chcą "związki partnerskie"

2026-10-04 22:00

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

BPJG

Abp Wacław Depo

Abp Wacław Depo

- Prawo do życia nie jest tylko kwestią światopoglądów, to nie jest nawet tylko prawo religijne, ale to jest podstawowe prawo człowieka - przypomniał na Jasnej Górze abp Wacław Depo. Delegat KEP ds. Stowarzyszenia Żywego Różańca przewodniczył Mszy św. z udziałem Częstochowian i pielgrzymów, głównie z Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej. Uroczystość poprzedziły rekolekcje Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej.

Przypomniał, że „fundamentalnym zadaniem jest przyjęcie z wiarą prawdy o nieskończonej godności każdego człowieka”. Podkreślił, że to zadanie wynika z faktu, że człowiek został stworzony z miłości Boga. – Od Boga wyszliśmy i do Boga idziemy – mówił kaznodzieja. Wskazał, że drugim zadaniem jest prawo do życia, a jest ono nie jest tylko kwestią światopoglądów, nie jest nawet tylko prawem religijnym, ale jest podstawowym prawem człowieka. Trzecim zadaniem, które wskazał metropolita częstochowski jest przywrócenie rodzinie jej prawdziwego wspólnotowego charakteru i godności. Przekonywał, że „rodzina nie jest rodzajem kontraktu, umowy czy instytucjonalnych powiązań prawnych, jak tego chcą związki partnerskie. Jest wspólnotą osobową życia i miłości”. Przypomniał, że Chrystus związek małżeński mężczyzny i kobiety wzmocnił i podniósł do miary sakramentu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję