Reklama

Pokój gościnny

Niedziela Ogólnopolska 44/2008, str. 27

Ewa Polak-Pałkiewicz
Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Ewa Polak-Pałkiewicz<br>Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jeśli ktoś by sądził, że z Polski XXI wieku wyparowała słynna gościnność, którą tak szczyciły się dawniejsze pokolenia rodaków, a która pozostawiała niezatarty ślad we wspomnieniach cudzoziemców jako coś wyjątkowego i znamionującego kulturę cieplejszą i bardziej wykwintną od innych, spotykanych zwłaszcza w krajach protestanckich, to jest w błędzie. Owszem, na pierwszy rzut oka sporo się zmieniło. Wiele domów nieufnie spogląda ku przybyszom - nawet tym dobrze znajomym. Rodzinność została zepchnięta w kąt, czego symbolem są wnętrza, niegdyś śmiejące się bibelotami i miękkimi tkaninami, dziś zastawione zimnymi ekranami komputerów.
Ale są w Polsce domy, które czekają na gości. Domy tchnące ciepłem, w których nagromadzeniu miłych dla oka przedmiotów nie odpowiada słona cena za nocleg - jak się to praktykuje w wystylizowanych na „dwory” drogich pensjonatach - a przynosząca tacę ze śniadaniem osoba nie czyha na napiwek. Tymi domami, cieszącymi się z każdego gościa, są żeńskie klasztory. Sztuka przyjmowania gości jest tam pielęgnowana z całym pietyzmem i praktykowana z prostotą. Gdyby zrobić przegląd pokojów gościnnych w domach sióstr, znalazłoby się tam wszystkie tajemnice typowo polskiej otwartości na drugiego człowieka, któremu, gdy pojawi się w progach naszego domu, chciałoby się nieba przychylić. Począwszy od dyskretnej lampki przy łóżku, wygodnego materaca, po święty obraz, krzyż i egzemplarz Pisma Świętego na stole. Takie domy zwykle objęte są czule strefą zieleni, pielęgnowanej przez gospodynie domu, by odpoczynek w nich był należyty. Posiłkom przy stole - zaopatrzonym oprócz niezbędnych akcesoriów także w świeże kwiaty - towarzyszy miła, serdeczna rozmowa. I to jest właśnie wykwit dawnej elegancji. Nie zostawia się gościa, by pochłonął w samotności strawę, lecz ofiarowuje mu się swój czas - zwykle w domach zakonnych tak cenny - by uraczyć go słowem pokrzepienia, ważniejszym niż sam posiłek. Ale i on nie jest przecież bez znaczenia. We wszystkich szczegółach, w całej pomysłowości skomponowania go, by dogodzić gościowi, kryje się przecież otwarte serce.
Dlaczego niegdyś tak ważnym sprzętem był samowar, urastający wręcz do symbolu życia domowego? „Samowar - przy stole zastawionym do herbaty - pisze w swoich wspomnieniach Jan Bułhak, wybitny polski fotografik z Wileńszczyzny - to widomy znak troskliwości kobiet domowych, przejętych pragnieniem, by jak najszybciej i najobficiej nakarmić, napić i ogrzać miłego gościa, a niespodziewanego przybysza, przychodzącego z chłodu, ciemności i słoty przyhołubić jasnym promieniowaniem domowego ogniska”. Samowar, „świecący polerowanym mosiądzem, buchający raźnymi kłębami pary, szumiący swoje parkotliwe gawędy”, zniknął wraz z paniami domu, które zamieniły się w pracownice biur i firm. Wraz z ich odejściem do pracy - która była i jest najczęściej koniecznością - wiele polskich domów straciło swój urok. Bo która zapracowana Polka ma jeszcze siłę, a i nieodzowny polot, by gościowi do słynnej „herbaty” podać - oprócz niezliczonej ilości domowego wyrobu mięs i ryb, co było praktykowane na Wileńszczyźnie - jeszcze choćby sery, które wymienia Jan Bułhak we wspomnieniach ze swego rodzinnego - skromnego i zapracowanego - domu, jako oczywiste „herbaciane” menu? „Potem szły sery świeże, suche i półsuche, białe i zielone, krowie i owcze, twarogowe i śmietankowe, wreszcie żółte holenderskie i szwajcarskie, tłuste, dziurkowane, płaczące smakowitą słoną łezką - wszystkie wyrabiane w domu”. Jak odnieść się do tej wyliczanki ma współczesny Polak? W jakim zakamarku wyobraźni ją umieścić? Jako sen utracjusza, marzenie obżartucha, kuriozum lubiących życie nad stan?
Ze swej strony proponowałabym inną przegródkę: Ta przypominająca ucztę, czysto polska „herbata” to nic innego jak wykwit szczerych uczuć związanych z celebrowaniem rodzinności, radość z powodu tego, że przybył do naszego domu ktoś, z kim mamy się czym dzielić. A także chrześcijańska kultura, która „wyszła z mody”, wraz z inwazją pośpiechu i pragmatyzmu. „Takie przyjęcie - pisze Jan Bułhak - miało zgoła inny nastrój niż modne oficjalne przyjęcia wielkiego świata, trwało całymi godzinami w ciepłej, poufnej atmosferze, przeplatane gawędą, żartami i wszelakimi wywnętrzeniami, tworzyło nastrój rodzinny i udzielało go nawet obcym, włączając ich niepostrzeżenie do swego koła. Herbata w domu szlacheckim miała cechy bezładnej, ale tym milszej improwizacji, pełnej dobrego humoru, szczerej ochoty i wesołej przypadkowości, była odbiciem charakteru gospodarzy (...) i w tym był jej urok”. Tego dziś brakuje nam bardziej niż kosztownej zastawy i pełnej spiżarni. Tego uczyć się możemy od prawdziwych mistrzyń domowego życia, pozornie oddalonych od ducha rodzinnego, ale przecież wiernych mu, bo przedkładających wspólnotę nad zewnętrzne rozrywki - od sióstr zakonnych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ważne jest, aby modlić się o silniejszą wiarę

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

pexels.com

Rozważania do Ewangelii Mt 17, 14-20. <- KLIKNIJ

Sobota, 8 sierpnia. Wspomnienie św. Dominika, prezbitera.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV odprawi Mszę św. w sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady w Genazzano

2026-08-08 13:37

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Jak poinformowała Prefektura Domu Papieskiego, w poniedziałek 7 września o godz. 18.00 Ojciec Święty odprawi Mszę św. w sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady w Genazzano. Będzie to wigilia święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Tego dnia zostanie odsłonięty obraz przedstawiający Leona XIV modlącego się przed wizerunkiem Matki Bożej - podaje Vatican News.

Genazzano to niewielka miejscowość leżąca ok. 40 km od Rzymu. W czasach Cesarstwa Rzymskiego była miejscem wypoczynku, a w średniowieczu stała się miasteczkiem należącym później do feudalnych dóbr rodu Colonna. Znajduje się tam sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady, niegdyś niewielki kościół poświęcony Najświętszej Maryi Pannie, który w XIV wieku powierzono augustianom.
CZYTAJ DALEJ

Wspólnota VII wyruszyła

2026-08-08 16:58

Biuro Prasowe AK

– Uciekanie, chowanie głowy przed krzyżem to jest dla człowieka proces dehumanizacji. Weź swój krzyż i pójdź za Jezusem: to jest prawdziwy proces humanizacji, to prowadzi do prawdziwego rozwoju - mówił kard. Grzegorz Ryś podczas Mszy św. sprawowanej w parafii Matki Bożej Różańcowej w Chrzanowie przed wyruszeniem na pątniczy szlak ze Wspólnotą VII Chrzanów–Libiąż–Spytkowice Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej.

Na początku liturgii ks. Damian Drzyżdżyk, przewodnik główny Wspólnoty VII powitał kard. Grzegorza Rysia i poprosił go o modlitwę w intencjach pielgrzymów oraz o słowo pokrzepienia na początku drogi. Poinformował, że w tym roku we wspólnocie pielgrzymuje 428 osób. Najmłodszy uczestnik ma półtora roku, a najstarszy 79 lat, a w tym roku przypada 35. rocznica utworzenia członu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję