Reklama

Szkolny „Nazaret” - marka, serce, rozum

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Znak równości między zdobywaniem wiedzy a wychowaniem, kształtowanie postaw w duchu chrześcijańskich wzorców, przyjaźnie i więzi niemal rodzinne, silniejsze niż czas i odległość - takie jest Liceum Sióstr Nazaretanek w Kielcach. W tym roku - w prestiżowym XII Ogólnopolskim Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej” - Liceum Ogólnokształcące Sióstr Nazaretanek im. św. Jadwigi Królowej zajęło 1. miejsce w woj. świętokrzyskim i 28. w kraju.

Liczyli się olimpijczycy

28. miejsce dla szkoły było zarazem 1. lokatą wśród liceów województwa świętokrzyskiego i 2. miejscem w rzeczonym rankingu - wśród liceów prowadzonych przez Kościół. Najlepiej pod tym względem wypadło Publiczne LO im. A. Hlonda w Chorzowie, prowadzone przez Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Archidiecezji Katowickiej (11. pozycja w rankingu), zaś po kieleckiej szkole nazaretańskiej jest LO im. Jana Pawła II Sióstr Prezentek w Rzeszowie (36. miejsce w rankingu).
O miejscu szkoły na rankingowej liście decydowali olimpijczycy. Kielecki „Nazaret” w minionym roku szkolnym dochował się 8 finalistów olimpiad ogólnopolskich.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dlaczego „Nazaret”?

Reklama

Szkoły katolickie miewają tyluż zwolenników, co przeciwników, i to nawet wśród swoich, czyli praktykujących katolików. Owszem, mało kto kwestionuje kompetencje sióstr nauczycielek i świetne wyniki uczniów, ale mity krążą na temat groźnych ograniczeń sfery wolności młodego człowieka, wymaganych talentów czy tzw. niezbędnych znajomości. - Mówi się, że siostry biją dzieci różańcem, żeby je zmusić do pracy, albo w piątki sprawdzają kanapki, czy aby nie ma w nich wędliny - półżartem i nie bez goryczy komentuje tego typu opinie ks. dr Stefan Radziszewski, nieoceniony prefekt szkoły, polonista. - Naszą szkołę rodzice wybierają ze względu na bezpieczeństwo dzieci, zaufanie do skuteczności modelu wychowawczego i dobre wyniki - ocenia s. Leticja Danuta Łasek, dyrektor szkoły od 2008 r. Kandydaci - oni także są świadomi, że decydują się na wymagania może bardziej skrystalizowane niż w innych szkołach, w tym noszenie szkolnego mundurka, życie w łączności z wydarzeniami Kościoła w Polsce i na świecie, współtworzenie szkolnej wspólnoty. W zamian każdy młody człowiek odnajduje się w środowisku przyjaznym dla zdobywania wiedzy i dorastania, gdzie ma się stabilny punkt odniesienia, poczucie bezpieczeństwa i tożsamości.
Dla uczniów szkoły - „Nazaret” brzmi dumnie i budzi serdeczne skojarzenia. To motyw, do którego się wraca po latach, co podkreślają zarówno absolwenci powojennego „Nazaretu” (zlikwidowanego w 1960 r.), jak i ci, którzy niedawno opuścili szkolne mury.
Karol Wilczyński - laureat Olimpiady Misyjnej Znajomości Afryki i wielu innych konkursów, absolwent znający realia kieleckich liceów i policealną rzeczywistość uważa, że szkoła sióstr nazaretanek nie jest miejscem podziału uczniów na humanistów, filologów czy przyrodników, nie jest też ośrodkiem przygotowania jednostki do zdania matury. Wyjaśnia: - W „Nazarecie” nauczyciele dostrzegają w uczniach nie tylko masę, materiał maturalny, lecz osoby, zaś uczniowie mają wśród nauczycieli nie tylko przełożonych, ale i mistrzów. Dzięki temu jest najlepszy grunt do rozwoju osobistego, który polega nie na zaliczeniu egzaminu maturalnego, lecz na przygotowaniu do życia. Siostra Dyrektor zwraca uwagę na coś jeszcze: rodzinny aspekt szkoły. - Patronuje nam Święta Rodzina, która kształtuje ducha i charyzmat naszego Zgromadzenia, więc i szkoły. Rozwijamy zamiłowanie do prawdy, pracujemy nad własną osobowością, rozwojem miłości braterskiej, pokorą, ale i rzetelną oceną możliwości. Przede wszystkim kształtujemy serce - wyjaśnia.
Krążą też legendy o wysokich wymaganiach rekrutacyjnych do gimnazjum i do liceum. W szkole są obecnie dwie klasy gimnazjalne, do których ostatnio było ok. 140 chętnych, w tym znalazło się 16 laureatów konkursów przedmiotowych; 15 kandydatów z cenzurą 5,0 - z powodu braku miejsc odrzucono...

A B C kieleckiego „Nazaretu”

Reklama

Obecnie szkoła funkcjonuje jako Zespół Szkół Sióstr Nazaretanek im. św. Jadwigi Królowej. Ma charakter publiczny - nie jest płatna ani prywatna. W zespole uczy się 328 uczniów: 174 w gimnazjum i 154 w liceum.
Szkoła została reaktywowana, po 40-letniej przerwie, w 2001 r. ogromnym wysiłkiem Zgromadzenia i życzliwych ludzi. W nowym „Nazarecie” początkowo było tylko gimnazjum, liceum funkcjonuje dopiero czwarty rok.
Szkoła stara się nawiązywać do chlubnych tradycji. Swymi początkami sięga roku 1939, kiedy bp Czesław Kaczmarek sprowadził do Kielc Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, w celu m.in. zainicjowania w mieście szkolnictwa nazaretańskiego. W chwili zamknięcia szkoły w 1960 r. uczyło się tu aż 1064 uczniów. Ma w swej historii epizody i postaci wręcz heroiczne, szczególnie spośród dyrektorek z czasów bp. Kaczmarka.
S. Alina Furczyk - nauczycielka języka polskiego przypomina, że w nowej szkole zaczynano od dwóch klas i praca wyglądała zupełnie inaczej. - Nie zmieniło się jedno: jako nazaretanki staramy się być blisko naszych uczniów i ich rodzin - podkreśla. Najważniejsze, jej zdaniem, „jest wychować dobrych i mądrych ludzi, którzy potrafią odnaleźć się we współczesnym świecie”. S. Furczyk wyjaśnia: - Młodzi ludzie potrzebują kogoś, kto będzie im towarzyszył w trudach dojrzewania, dorastania, uczenia się życia. Dorosłego, który wytłumaczy, zaakceptuje, okaże zrozumienie. Nie lubią jednak zbytniej nachalności, narzucania swojego zdania, niekonsekwencji, udawania, pesymizmu. Nie oczekują gotowych recept, rozwiązań. Czekają na kogoś, kto obudzi w nich radość życia, da nadzieję, natchnie optymizmem. Szukają autentycznych przewodników, którzy wyjaśnią, dlaczego warto coś robić, ale nie będą zmuszać do podążania za sobą.
Zdaniem siostry, przed wychowawcą stoi także odpowiedzialne zadanie: „Wprowadzania w świat kultury - i to kultury wysokiej, wychowywania do uczestniczenia w niej, a także do tworzenia”. Chodzi o to, by nie tylko przekazywać wiedzę, ale rozbudzać pasje, fascynacje, zachęcać do samodzielnych poszukiwań. - Warto jest przekonywać, że nie tylko sukces się liczy, że ważny jest wysiłek, który wkładamy w osiągnięcie celu - tłumaczy s. Alina.

Pół tysiąca dżdżownic... czyli niełatwe życie olimpijczyka

To dobrze, czy źle, że szkoła ma dorobek - olimpijczyków? Wydawałoby się, że bardzo dobrze, ale można się spotkać z zarzutem „produkowania olimpijczyków”. Sukces olimpijczyka, chociaż opiera się na jego własnej, ciężkiej pracy, nie ma prawa istnieć bez wsparcia szkoły. Przygotowania do napisania pracy, czy któregokolwiek z etapów olimpiady polonistycznej są bardzo czasochłonne. - W klasie maturalnej tego czasu jest bardzo mało - wyjaśnia Karolina Obręcka, finalistka Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. - Dostałam duży kredyt zaufania od nauczycieli, którzy pozwolili mi zaliczać poszczególne partie materiału w innych terminach niż moi koledzy (...). Moja polonistka była gotowa pomóc nam nie tylko w czasie przeznaczonym na koło polonistyczne, ale także w soboty i w wolne dni. Cieszę się, że nasze osiągnięcia wyniosły szkołę na szczyt rankingu i chciałabym podkreślić - wbrew wypowiedziom niektórych internautów - że sukces na olimpiadzie nie zależy wyłącznie od jednostki.
Siostra Dyrektor dodaje, że w ubiegłym roku w I etapie olimpiad uczestniczyła 1/3 uczniów liceum. To coś wyjątkowego w dzisiejszych pragmatycznych czasach. Olimpijczyk kocha zdobywanie wiedzy, pracuje jak tytan czy Boży szaleniec, nie bacząc na popołudnia w szkole, soboty i zarywane wakacje, sekunduje mu w tym także rodzina.
Jeden z uczniów w domowej piwnicy, specjalnie okafelkowanej przez tatę, hodował pół tysiąca dżdżownic kalifornijskich, które pracowicie przerabiały ziemię, wytwarzając ekologiczny nawóz. Ktoś inny na babcinej działce otrzymał 900 samodzielnie zasianych główek sałaty, poddawanych potem (sukcesywnie i pojedynczo) próbom analityczno-pomiarowym w szkolnych murach. Jedna z uczennic badała kaczeńce, ale u kresu badań ktoś zaorał traktorem kwitnące na żółto poletko badawcze...
Ot, niełatwe życie młodego badacza. - Udział w olimpiadach pozwala rozwinąć takie cechy, jak: odpowiedzialność, pracowitość, systematyczność. Niejednokrotnie uczniowie podejmują wysiłek, który ich przerasta, ale przez to zyskują większą pewność siebie, uczą się radzić sobie ze stresem, przygotowują się do podejmowania trudnych wyzwań w przyszłości - dodaje s. Furczyk. Opowiada, z jak ogromnym wysiłkiem jej podopieczni zdobywają potrzebne pozycje bibliograficzne, zmagają się z hermetycznym nieraz językiem rozpraw naukowych, uczą się redagowania i korekty napisanych tekstów.

Odnaleźć się w „Nazarecie”

Szeroki wybór kół zainteresowań, baza dydaktyczna, o której - co tu ukrywać - daremnie marzą nauczyciele innych szkół, obozy naukowe, w tym np. udział w Letniej Akademii Filozofii, Naukowe Obozy Młodzieży Nazaretańskiej, warsztaty biblijne, „Pawełki”, teatr, wspólnie pisana książka (na podst. „Twierdzy” Saint-Exupéry’ego), obozy integracyjne dla pierwszaków, wzajemnie odmawiana za siebie modlitwa różańcowa (I gimnazjum i maturalna) - to i wszystko inne, czego nie sposób wyliczyć, kształtuje uczniów „Nazaretu”. Wśród absolwentów, wypuszczanych w świat od trzech lat, szkoła ma studentów na renomowanych polskich uczelniach, a także w USA (Filadelfia), Szkocji, na Ukrainie; dwóch wybrało Seminarium w Kielcach, jedna z dziewcząt rozpoczęła postulat u dominikanek.
Szkolny „Nazaret” to dobra, sprawdzona marka. Jako szkoła katolicka nie chce i nie może sobie pozwolić na bylejakość. „Nazaret”: dorobek, nazwa, idea, szkolny znaczek - to wszystko zobowiązuje.
W Polsce Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny prowadzi: 3 licea (Kielce, Warszawa, Kalisz), 4 gimnazja (Kielce, Warszawa, Kalisz, Kraków), 3 szkoły podstawowe (Kraków, Kalisz, Gdynia) oraz 11 przedszkoli.

2010-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół czci patronkę Europy - św. Katarzynę ze Sieny

[ TEMATY ]

św. Katarzyna

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny

Kościół katolicki wspomina dziś św. Katarzynę ze Sieny (1347-80), mistyczkę i stygmatyczkę, doktora Kościoła i patronkę Europy. Choć była niepiśmienna, utrzymywała kontakty z najwybitniejszymi ludźmi swojej epoki. Przyczyniła się znacząco do odnowy moralnej XIV-wiecznej Europy i odbudowania autorytetu Kościoła.

Katarzyna Benincasa urodziła się w 1347 r. w Sienie jako najmłodsze, 24. dziecko w pobożnej, średnio zamożnej rodzinie farbiarza. Była ulubienicą rodziny, a równocześnie od najmłodszych lat prowadziła bardzo świątobliwe życie, pełne umartwień i wyrzeczeń. Gdy miała 12 lat doszło do ostrego konfliktu między Katarzyną a jej matką. Matka chciała ją dobrze wydać za mąż, podczas gdy Katarzyna marzyła o życiu zakonnym. Obcięła nawet włosy i próbowała założyć pustelnię we własnym domu. W efekcie popadła w niełaskę rodziny i odtąd była traktowana jak służąca. Do zakonu nie udało jej się wstąpić, ale mając 16 lat została tercjarką dominikańską przyjmując regułę tzw. Zakonu Pokutniczego. Wkrótce zasłynęła tam ze szczególnych umartwień, a zarazem radosnego usługiwania najuboższym i chorym. Wcześnie też zaczęła doznawać objawień i ekstaz, co zresztą, co zresztą sprawiło, że otoczenie patrzyło na nią podejrzliwie. W 1367 r. w czasie nocnej modlitwy doznała mistycznych zaślubin z Chrystusem, a na jej palcu w niewyjaśniony sposób pojawiła się obrączka. Od tego czasu święta stała się wysłanniczką Chrystusa, w którego imieniu przemawiała i korespondowała z najwybitniejszymi osobistościami ówczesnej Europy, łącznie z najwyższymi przedstawicielami Kościoła - papieżami i biskupami. W samej Sienie skupiła wokół siebie elitę miasta, dla wielu osób stała się mistrzynią życia duchowego. Spowodowało to jednak szereg podejrzeń i oskarżeń, oskarżono ją nawet o czary i konszachty z diabłem. Na podstawie tych oskarżeń w 1374 r. wytoczono jej proces. Po starannym zbadaniu sprawy sąd inkwizycyjny uwolnił Katarzynę od wszelkich podejrzeń. Św. Katarzyna odznaczała się szczególnym nabożeństwem do Bożej Opatrzności i do Męki Chrystusa. 1 kwietnia 1375 r. otrzymała stygmaty - na jej ciele pojawiły się rany w tych miejscach, gdzie miał je ukrzyżowany Jezus. Jednym z najboleśniejszych doświadczeń dla Katarzyny była awiniońska niewola papieży, dlatego też usilnie zabiegała o ich ostateczny powrót do Rzymu. W tej sprawie osobiście udała się do Awinionu. W znacznym stopniu to właśnie dzięki jej staraniom Następca św. Piotra powrócił do Stolicy Apostolskiej. Kanonizacji wielkiej mistyczki dokonał w 1461 r. Pius II. Od 1866 r. jest drugą, obok św. Franciszka z Asyżu, patronką Włoch, a 4 października 1970 r. Paweł VI ogłosił ją, jako drugą kobietę (po św. Teresie z Avili) doktorem Kościoła. W dniu rozpoczęcia Synodu Biskupów Europy 1 października 1999 r. Jan Paweł II ogłosił ją wraz ze św. Brygidą Szwedzką i św. Edytą Stein współpatronkami Europy. Do tego czasu patronami byli tylko święci mężczyźni: św. Benedykt oraz święci Cyryl i Metody. Papież Benedykt XVI 24 listopada 2010 r. poświęcił jej specjalną katechezę w ramach cyklu o wielkich kobietach w Kościele średniowiecznym. Podkreślił w niej m.in. iż św. Katarzyna ze Sieny, „w miarę jak rozpowszechniała się sława jej świętości, stała się główną postacią intensywnej działalności poradnictwa duchowego w odniesieniu do każdej kategorii osób: arystokracji i polityków, artystów i prostych ludzi, osób konsekrowanych, duchownych, łącznie z papieżem Grzegorzem IX, który w owym czasie rezydował w Awinionie i którego Katarzyna namawiała energicznie i skutecznie by powrócił do Rzymu”. „Dużo podróżowała – mówił papież - aby zachęcać do wewnętrznej reformy Kościoła i by krzewić pokój między państwami”, dlatego Jan Paweł II ogłosił ją współpatronką Europy.
CZYTAJ DALEJ

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Dyspensa na 1 maja

Arcybiskup Wacław Depo, metropolita częstochowski, udzielił dyspensy od obowiązku zachowania pokutnego charakteru piątku oraz od obowiązku wstrzemięźliwości od spożywania pokarmów mięsnych na 1 maja, czyli na wspomnienie św. Józefa Rzemieślnika, Święto Pracy, będące dniem ustawowo wolnym od pracy.

Publikujemy pełną treść komunikatu opublikowanego na stronie internetowej archidiecezji częstochowskiej:
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję