Jeszcze 10 lat temu była taka powszechna świadomość, że uniwersytet (każda szkoła wyższa) to miejsce, w którym tworzy się społeczna i narodowa elita, że w związku z tym obowiązują tu w sposób szczególny wszystkie społeczne normy, w tym normy savoir-vivre’u, że od pracowników i studentów uniwersytetu oczekuje się przestrzegania najwyższych standardów.
Dziś taka świadomość jest coraz mniejsza i codzienne zachowania na uczelniach nie zawsze odpowiadają tym normom. Spowodowało to, że coraz więcej wyższych uczelni, starając się dbać o kulturowy poziom, wprowadza zajęcia z savoir-vivre’u i etykiety i w różny sposób przypomina przede wszystkim studentom i młodszym pracownikom naukowym o ich cywilizacyjnych i kulturowych obowiązkach.
W tak krótkim materiale możemy tylko zasygnalizować pewne, wybrane problemy.
Po pierwsze - kwestia wymogów stroju. Jeśli chodzi o pracowników naukowych, powinien to być bezwzględnie ubiór oficjalny, formalny i poważny, a zatem w przypadku mężczyzn - garnitur, koszula, krawat, skórzane półbuty, a w przypadku kobiet - kostium lub prosta, nie za krótka sukienka szara, czarna lub w bardzo spokojnych kolorach. Studenci mogą być ubrani mniej oficjalnie, ale również powinni brać pod uwagę wskazania etykiety, szczególnie w trakcie egzaminów.
Po drugie - kwestia zachowań studentów na zajęciach. Nie powinni oni zachowywać się jak uczniowie, którzy przeszkadzają innym studentom i prowadzącemu zajęcia rozmowami. W trakcie zajęć powinni przyjmować właściwą postawę siedzącą (wykluczone są tu wszelkie pozycje półleżące) i powstrzymywać się całkowicie od spożywania czegokolwiek oraz picia napojów.
Po trzecie - kwestia zachowań między zajęciami. Korytarze i kawiarenki uczelni nie mogą przypominać przerwy w szkole podstawowej. Należy się zatem powstrzymać od hałaśliwych zachowań, pamiętać o innych - nie tłoczyć się na korytarzach i przepuszczać przechodzących, wypowiadać się w języku literackim, pozbawionym określeń gwarowych, nie mówiąc już o słowach nieparlamentarnych.
Student, generalnie rzecz biorąc, powinien już na uczelni wdrażać się w zachowania etykietalne, właściwe dla, jak dziś by się powiedziało, tzw. klasy średniej.
Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.
Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.
Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
W tym roku przypada 65. rocznica obrony kościoła ojców redemptorystów.
Z tej okazji w kościele św. Józefa sprawowana była Msza św. i odsłonięta pamiątkowa tablica. Następnie w kaplicy szkolnej miał miejsce wieczór wspomnień, podczas którego dk. prof. Waldemar Rozynkowski oraz prof. Wojciech Polak przedstawili zarys historyczny dramatycznych wydarzeń, natomiast świadkowie – mający wówczas zaledwie kilka lat – podzielili się świadectwem o odważnej postawie swoich rodziców.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.