Reklama

Agonia narodowej sceny

Niedziela Ogólnopolska 43/2013, str. 44

Graziako

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mogę śmiało powiedzieć, że wychowałam się jako krytyk w blasku złotej ery Starego Teatru w Krakowie. Lata 60. i 70. ubiegłego wieku - wielkie inscenizacje Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Andrzeja Wajdy, później też Grzegorzewskiego i Lupy. Historyczną nagrodę „Drożdży” w 1974 r. trzej wielcy reżyserzy i dyrektor Gawlik dostali za kształtowanie świadomości narodowej z ramienia „Polityki” (taka była wtedy „Polityka”...). Z latami kolejnych dyrekcji: Stanisława Radwana, Tadeusza Bradeckiego, Krystyny Meisner, Mikołaja Grabowskiego płaszcz świetności trochę przyblakł, ale zawsze grano tu spektakle o czytelnym, nawet jeśli mocno dyskusyjnym, przesłaniu.

Mordowanie legendy

Reklama

To, co się dzieje za dyrekcji Jana Klaty (dyrektor od stycznia 2013 r.), to powolne konanie dokonań i legendy Starego Teatru. A właściwie - mordowanie tej legendy i zasłużonej chwały. Nowy dyrygent znakomitej sceny udziela obrazoburczych wywiadów na prawo i lewo, deklaruje się jako ten, który powali Kraków na kolana, wpuści świeże powietrze do Starego itd., itp. Już „Trylogia” Sienkiewicza, przysposobiona przed paru laty przez Klatę grubo przed objęciem dyrekcji - zapowiadała zarówno katastrofę, jak i licencjonowanego skandalistę. Polacy, zgodnie z obowiązującą zasadą pedagogiki hańby, zostali w tym spektaklu przedstawieni jako antysemici, bezsensownie potrząsający szabelką. A całość rozgrywała się w jakimś szpitalu wariatów. Słowem - „Polskość to nienormalność”, jak parę lat wcześniej stwierdził dzisiejszy premier, Donald Tusk.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Spektaklem otwierającym nowy sezon był „Poczet Królów Polskich” (reżyseria Krzysztofa Garbaczewskiego). Artysta ów, obsypany już wszystkimi możliwymi nagrodami, paszportami itd., zjechał do nas z Poznania, gdzie w Teatrze Polskim wespół z grupą zaufanych współpracowników, a głównie tzw. dziś dramaturgów, napisali na nowo „Balladynę” Słowackiego. Działa się w ośrodku GMO, obfitując językowo i obrazowo w wytworne sceny - jako to panienka w wannie eksponująca plastikowego fallusa, że od cytowania dialogów nasyconych wulgaryzmami się powstrzymam.

Onże laureat spreparował, posiłkując się strzępkami „Akropolis” Wyspiańskiego (wiadomo - Kraków), obraz zidiociałego podziemia w czasie okupacji. Posługująca się jako pseudonimami imionami królów banda czubków usiłowała w ramach akcji patriotycznej wykraść Hansowi Frankowi... arrasy z Wawelu. Jak wiadomo, arrasy podczas wojny były w Kanadzie i doprawdy trudno zgadnąć, o co twórcy spektaklu chodziło. Z dwu możliwości - albo reżyser ignorant albo durniów postanowił zrobić z polskiego podziemia - przychylam się do tej drugiej.

Bełkot absolutny

Reklama

Deser zachował jednak Jan Klata dla siebie, wystawiając „Do Damaszku” Strindberga. Rzekomo w hołdzie i w nawiązaniu do tradycji Konrada Swinarskiego. Rzeczywiście, wielki artysta, przed swoją tragiczną śmiercią w katastrofie lotniczej pod Damaszkiem, przygotowywał się do realizacji Strindberga. Potrafię zamknąć oczy i wyobrazić sobie to przedstawienie, które z wyroku losu nigdy nie powstało jako wielki rozrachunek z własnym losem, namiętny dialog z Bogiem, na miarę Pasoliniego, wielką ludzką przygodę z życiem, winą i grzechem, szukaniem sensu - i odkupienia. Bardzo nierówny, „ciemny” dramat Strindberga z pewnością otwiera takie możliwości. Jest to dramat drogi, nawiązujący do chrześcijańskiego pojęcia „homo viator”. To moralitet - bohaterem jest N. Nieznajomy - czyli Każdy. Do Damaszku - czyli u Strindberga powtórzona przez Everymana droga apostoła - od Szawła do Pawła.Metafizyka splata się tu z poetyką snu, niekiedy kompletnie absurdalną, motywacje wewnętrzne postaci bywają zgoła groteskowe. Ołówek reżyserski musi tu być niezwykle czuły.

Wobec tego, co zobaczyłam na scenie Narodowego Starego Teatru w Krakowie, jestem kompletnie bezradna. Jak opisać absolutny bełkot, zupełne oderwanie znaku teatralnego od znaczenia, gest i ruch aktora zaciemniający przekaz, inwazję muzyki - ogłuszającej, nakładanej nachalnie na dialog między postaciami. Spróbujmy to uporządkować. Sporo tekstu Strindberga pozostało. Od czegóż jednak w teatrze „dramaturg”. W tej roli wystąpił zastępca Jana Klaty, Sebastian Majewski. Klata zaadaptował, Majewski - „przepisał” (recepta jak w „Balladynie”, a stoi za nią nie tylko koncept, ale i pieniądze zapewne). Więc pan Majewski, stwarzając dwie postaci, nazwijmy je siostry funebralistki (śpiewaczki noszące na ramionach długowłose maski), dopisał im odę do... reklamówki retro. Rzeczywiście, wnoszą na scenę wielką torbę z uszami, znaną z targowisk. Głębi znaczeń nie śmiem tu nawet domniemywać.

Twórcy, mając zapewne nikłą świadomość, że widz może się pogubić, gdzie jest i czego słucha - przeto, w pewnym momencie, przy wyciemnionej scenie puszczają z głośników: „August Strindberg” (z imitowanym szwedzkim akcentem). N. stał się u Klaty - Majewskiego „performerem muzycznym”, a człowiekiem drogi jest, jako że wjeżdża na scenę na luksusowym rowerze, przypominającym Harleya.

Reklama

Trudno doszukiwać się sensu w przedstawieniu bez sensu. Całość rozgrywa się w funebralnej scenerii jakiejś wielkiej kaplicy czaszek, aktorzy sprowadzeni są do roli istot animalnych - raczej wrzeszczą niż mówią, miotają się w histerycznych, epileptycznych figurach jakiegoś tańca świętego Wita. Chrystus pojawia się jako zupełnie marginalna postać, ot przechodzień, w szarym ni to dresie, ni to ferszalungu. Coś mu tam nad czołem błyska (cierniowa korona?), ale co - nie sposób dostrzec. Namaszcza bohatera wskazówką, aby szedł ku 7. stacji (drugi upadek Chrystusa pod krzyżem) i znika jak ktoś kompletnie bez znaczenia. Pełny dekonstruktywizm.

Trumna na scenie

Śmiertelnie zmęczona spektaklem popatrywałam na widownię, młodą tego wieczora. Twarze kamienne, wpatrzone w scenę, szklane spojrzenia. Ani cienia zniecierpliwienia, znudzenia; po przedstawieniu - burzliwe oklaski. Wątpię, aby cokolwiek z tego zrozumieli, ale są znakomicie wytrenowani - oklaskiwać trzeba wszystko, co nam podają. To przecież podstawowa nauka całej dzisiejszej rzeczywistości. Nawet się temu bardzo nie dziwię, odrobili lekcję konformizmu. Dziwię się natomiast aktorom, i to wybitnym, jak Dorota Segda czy Krzysztof Globisz, że przyjęli role w tym przedsięwzięciu. Przykro patrzeć, jak Globisz-żebrak kąsa własną rękę, wypluwa kwestie raczej niż je wygłasza, zanosząc się skowytoszczekaniem psa. Czy ci dwoje, mając tak wysoką pozycję zawodową, musieli się wdać w tę imprezę? Czy ich obowiązkiem, ludzi zakorzenionych dorobkiem w największych sukcesach Starego Teatru, nie była odmowa uczestnictwa a tym samym obrona wielkiej tradycji? Kto ma być jej kustoszem przed zakusami „ponowoczesnych”, jeśli nie średnie i starsze pokolenie?

Jest stary aktorski przesąd, według którego trumna na scenie przynosi klapę. U Klaty trumny nie ma, jest szklana tomba ze szkieletem wewnątrz. Cokolwiek symbolizuje ponad znaczeniami zamierzonymi - obdarcie Strindberga do kości, anihilację marzenia Konrada Swinarskiego - na pewno jest też znakiem agonii narodowej krakowskiej sceny. Dramatycznym, krzyczącym znakiem.

2013-10-22 12:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jest nowy Kustosz Jasnej Góry. Zastąpi na tym stanowisku o. Waldemara Pastusiaka

2026-08-01 12:31

[ TEMATY ]

Jasna Góra

BP Jasnej Góry

O. dr Krzysztof Wendlik

O. dr Krzysztof Wendlik

- Najważniejsze w życiu to pełnić wolę Bożą i nie ulec złudzeniu, że jestem samodzielny - podkreśla o. dr Krzysztof Wendlik, nowy Kustosz Jasnej Góry. Funkcję kustosza obejmuje od 1 sierpnia.

O. Wendlik przez sześć lat był przeorem klasztoru Paulinów w Warszawie, będąc jednocześnie rektorem kościoła pw. Ducha Świętego oraz kierownikiem Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę. Był wykładowcą teologii dogmatycznej w WSD Zakonu Paulinów w Krakowie.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: Nic się nie marnuje, gdy dzielimy się z innymi

2026-08-02 12:14

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

Vatican Media

O zachłanności jako chorobie duszy, która „odbiera człowiekowi zmysły, ponieważ upaja go bogactwem do tego stopnia, że zapomina on o tych, którzy płaczą z głodu i wołają z pragnienia” mówił Papież w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański. „Wobec przepychu rzeczy, które niszczeją, pozostają wyciągnięte ręce tych, którzy nie mają co jeść, oraz spalone domy tych, którzy nie zaznają pokoju” - dodał, cytowany przez Vatican News.

Papież podkreślił, że znaki dokonywane przez Jezusa to gesty objawiające „szczególne oddanie dla nas, wyrażające się w zbawieniu, które przynosi światu”. Pan jest Tym, który „nadaje życiu sens, wyzwalając je od zła i grzechu”.
CZYTAJ DALEJ

Jak będą wyglądać obchody 85. rocznicy śmierci św. Maksymiliana Kolbego?

2026-08-03 08:04

[ TEMATY ]

św. Maksymilian Kolbe

obchody

85. rocznica

śmierci

pl.wikipedia.org

Uroczysta Msza Święta przy Bloku Śmierci na terenie byłego niemieckiego obozu Auschwitz, pielgrzymki, modlitwa w celi śmierci św. Maksymiliana oraz Triduum przygotowujące do obchodów – to główne punkty uroczystości upamiętniających 85. rocznicę męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego. Obchody odbędą się 14 sierpnia 2026 roku w Harmężach i Oświęcimiu.

Centralnym wydarzeniem będzie Msza Święta sprawowana o godz. 10.30 przy Bloku Śmierci na terenie Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau pod przewodnictwem ks. kard. Kazimierza Nycza z Warszawy. Przed Eucharystią, ok. godz. 10.00, pątnicy i delegacje złożą kwiaty na placu apelowym, przy Ścianie Śmierci oraz w celi śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego w bloku 11.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję