Reklama

Niedziela Wrocławska

Utracona ojczyzna

W bieżącym roku mija 75 lat od wysiedlenia mieszkańców Laszek Murowanych w powiecie Sambor pod Lwowem, które to tereny przed wojną należały do Rzeczypospolitej.

Niedziela wrocławska 23/2021, str. VI

[ TEMATY ]

kresy

kresowiacy

Marzena Cyfert/Niedziela

Laszanie przed kościołem św. Józefa Oblubieńca NMP w Pasikurowicach, 2020 r.

Laszanie przed kościołem św. Józefa Oblubieńca NMP w Pasikurowicach, 2020 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Grupa wysiedlonych wiosną 1946 r. trafiła do Pasikurowic.

Wśród nich znalazł się p. Janusz Lewicki, który na Ziemie Odzyskane przyjechał z rodzicami i starszym bratem, obecnie kapłanem diecezji koszalińskiej. – Urodziłem się w Laszkach Murowanych w 1945 r. W miejscowości znajdował się piękny przyzamkowy kościół rzymskokatolicki, który pod koniec XVIII wieku władze austriackie przekazały wyznawcom obrzędu grekokatolickiego. W 1903 r. mieszkańcy Laszek w pobliżu cerkwi wybudowali nowy kościół z dzwonnicą, oddając go w pieczę opiekunowi Świętej Rodziny św. Józefowi – opowiada pan Janusz.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przemożny orędownik

Reklama

Mieszkańcy Laszek zawsze wierzyli w opiekę św. Józefa. – Gdy w 1939 r. grupa mężczyzn laszeckich szła na wojnę, cała społeczność Laszek gromadziła się przed ołtarzem św. Józefa i z proboszczem słała modły do Boga. Z wojny powrócili wszyscy, chociaż niektórzy byli ranni. Podobnej opieki doznali w czasie rzezi ukraińskiej – zamordowane zostały dwie osoby, nie spalono żadnej posesji – mówi pan Lewicki. – W 1944 r., gdy wojska rosyjskie toczyły walkę z Niemcami o Sambor, nasi AK-owcy zaatakowali Niemców z tyłu. Sambor został zdobyty bez zniszczeń. Na rynku AK-owcy uścisnęli dłonie z Rosjanami i powrócili do domów. Niemcy zostali przepędzeni do położonego 6 km od Laszek Chyrowa. Ale gdy Rosjanie się wycofali, Niemcy ponownie zaatakowali. Doszło do strzelaniny, zginęli żołnierze AK z Chyrowa i Felsztyna. Po wojnie zaś wszyscy AK-owcy z Laszek wrócili, nikt z nich nie zginął. Czyż nie był to cud za wstawiennictwem św. Józefa? – pyta pan Janusz.

Serdeczna Matko

Wysiedlenie zaczęło się w kwietniu 1946 r. – W pierwszą niedzielę po Wielkiej Nocy wyjeżdżaliśmy w nieznane ze stacji Grodowice. Gdy byliśmy spakowani w wagonach, mój dziadek Franciszek wziął swojego najstarszego 14-letniego wnuka Zdzisława, który później został księdzem, i wrócili do Laszek. Trzykrotnie obeszli kościół, jakby w procesji a dziadek padł na kolana przed jego zamkniętymi przez bolszewików drzwiami. Płakał wtedy jak dziecko – opowiada pan Janusz.

Moment przesiedlenia wspominał również po latach ów najstarszy wnuk ks. Zdzisław Lewicki. Tak zapisał te wydarzenia w pracy konkursowej na 25-lecie Ziem Odzyskanych: „Już w sobotę wieczorem zdążyliśmy załadować wszystko, co można było zmieścić w jednej czwartej części wagonu i pierwszą noc w nim spędziliśmy. O godz. 8 rano mamy wyruszyć na Zachód. Głuchy i przeciągły ryk syreny parowozu oznajmił gotowość do odjazdu. (...) Z otwartych wagonów wychylają się głowy ludzkie, a z setek piersi płynie pieśń Serdeczna Matko...”.

Jest kościół!

Reklama

Po dwutygodniowej tułaczce transport dotarł do stacji Wałowice k. Gubina. Przesiedleńcy mieli się osiedlić w wiosce Niemaszchleba. – Sama nazwa wioski, piaski i gęstwiny iglastych lasów odstraszyły nas. Wówczas starszyzna rodu – dziadek i czterech jego braci – podjęła decyzję, że jedziemy dalej. Część tułaczy zmęczona jazdą osiedliła się w Niemaszchleba (dziś Chlebowo) i za patrona kościoła obrała św. Józefa. Nasz transport dotarł do stacji Siedlec Trzebnicki, mieliśmy się osiedlić w wiosce Pasikurowice. Dziadek Franciszek wysłał synów do Pasikurowic, żeby zobaczyli, czy w wiosce jest kościół. Chłopcy wrócili, mówiąc z radością: Jest kościół! Dziadek więc zadecydował: Kończymy tułaczkę, zostajemy! – opowiada pan Janusz Lewicki.

Przesiedleńcy wyładowali dobytek z wagonów i na wozach przewieźli go do Pasikurowic. Wioska była już w części zamieszkała, zaczęto zatem szukać domów do osiedlenia. O poszukiwaniach czytamy w relacji ks. Zdzisława Lewickiego: „Pozostawiając wiele domów wolnych, zamieszkano po kilka rodzin – ciotki z wujkami – byle mieć dach nad głową, byle blisko się trzymać, bo zresztą może to nie na długo. Powiadają, że z Londynu ma przyjechać Mikołajczyk… A tam znów ma odbyć się konferencja na szczycie, no to i w niedługim czasie będziemy wracać….”. Ta nadzieja powrotu tliła się w każdym sercu. Potęgował ją fakt, że mieszkańcy wioski nazywali przybyłych Ukraińcami, co było równoznaczne z banderowcami i bardzo bolesne dla przybyłych. Z czasem społeczności zaczęły zaglądać sobie do domów, obejść i garnków. Pojawiły się nowe przydomki – wschodnie pierogi przyniosły przybyłym przydomek „pierożaje”, zaś uboga zalewajka u miejscowych spowodowała, że byli nazywani „zalewajażami”. Społeczności były podzielone również przez tradycje i obyczaje.

Reklama

Minął maj, ale myśl o powrocie trwała. „A jednak trzeba żyć! Instynkt samozachowawczy jest tak silny, że wypędził rolników z końmi w pole. Konie mocno się zapierały, odrzucając pługiem skibę ugoru. Ziemniaki zasadzone” – napisał ks. Lewicki. Bieżąca sytuacja życiowa zmuszała do zmian. Zabezpieczano dachy, wstawiano okna. W mieszkaniach natomiast nadal stały nierozpakowane skrzynie. – Dziadek nie pozwalał na rozpakowywanie się, twierdził, że wrócimy na swoje. Zmarł w grudniu 1946 r. w wieku 75 lat z tęsknoty za ojcowizną i laszeckimi czarnoziemiami. Daj mu Boże Niebo! – mówi pan Janusz.

Pośrodku wioski

Poewangelicka świątynia w Pasikurowicach była biedna i smutna, bez tabernakulum. Ale stała pośrodku wioski i łączyła jej dwa krańce. Nie było jednak księdza a kościół nie miał wezwania. – Dziadek zdecydował, że w podzięce za orędownictwo św. Józefa kościół będzie nosił jego imię – mówi pan Janusz. Miesiąc maj to czas nabożeństw maryjnych, więc laszanie codziennie schodzili się na śpiewanie Litanii do Matki Bożej. W pamięci mieli jednak przepełniony podczas nabożeństw majowych kościół w pozostawionej daleko ojczyźnie, więc znowu żal ściskał serca. Organizacja Kościoła i życia religijnego przebiegała z trudem. Jednak z biegiem czasu życie parafialne w Pasikurowicach zaczęło się rozwijać. Podzielona wioska zaczęła się jednoczyć. Do sprawowania Mszy św. przyjeżdżali księża z parafii Kryniczno. Spośród przybyłych pojawiło się też pierwsze powołanie kapłańskie. Jak wspominał wówczas ks. Zdzisław Lewicki „Wtedy już niemal całkowicie zatarły się różnice regionów, czego dowodem jest fakt, że mówią do mnie « nasz ksiądz », kiedy tylko przyjeżdżam do domu”.

Nie rzucim ziemi

Ksiadz Lewicki wspomina pieśni śpiewane wówczas w pasikurowickiej świątyni: My chcemy Boga, czy Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród…. Tej ziemi laszanie nie porzucili. Dziś również podejmują wiele inicjatyw na Wschodzie: porządkują cmentarze, odnawiają pozostawiony tam kościół, utrzymują kontakty ze szkołą. Niedawno zawieźli na cmentarz w Laszkach ufundowaną tablicę, by trwała pamięć, o tych, którzy tam na zawsze pozostali. Jak mówi p. Jerzy Wojtasik, nauczyciel w Szkole Podstawowej im. ks. J. Twardowskiego w Siedlcu: – Na cmentarzu w Laszkach jest 13 grobów z polskimi nazwiskami, natomiast jest mnóstwo mogił bezimiennych. Dotarliśmy jednak do źródeł i sprawdziliśmy, kto tam zamieszkiwał przed wojną. Ustaliliśmy nazwiska tych rodów, aby nikogo nie pominąć.

Mieszkańcy pieczołowicie strzegą rodzinnych pamiątek przywiezionych ze Wschodu. Są wśród nich: zdjęcia przodków, listy, publikacje, stare kartki pocztowe, księgi urzędowe. Ziemia z której przybyli do Pasikurowic pozostała w ich sercach na zawsze.

2021-06-01 09:29

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Świątnickie Spotkanie Kresowe

Po raz drugi Świątniki stały się świadkiem Spotkania Pokoleń tych, którzy przybyli wygnani przez butę bolszewickiego okupanta i uciekając przed terrorem UPA i sowietów. Ziemia wołyńska to świadek prześladowań i tragicznych historii, które różnie się kończyły. Pod krzyżem pamięci mogliśmy wspomnieć tych, których groby rozsiane są na Kresach - Wołyniu, Wileńszczyźnie, Polesiu, woj. lwowskim, stanisławowskim, tarnopolskim, nowogródzkim, białostockim - o których wiemy gdzie są, i tych, które już wiatr rozwiał po stepach Ukrainy. Pierwsze łzy, spotkania ciepłe słowa, że znów dane było się spotkać. Jak dumnie brzmi „Rota”, bo nie rzucimy ziemi, skąd nasz ród. Spojrzenie na przybyły z pielgrzymką do Świątnik obraz Madonny z Lewacz - Królowej Korony Polskiej, jak mocno wpisuje się w serce. U NMP Bolesnej Niwirkowsko-Świątnickiej spotykają się ludzkie drogi, historie, wspomnienia. Spotyka się przeszłość z teraźniejszością. Na ołtarzu Eucharystii zostają złożone przez bolejące Serce Maryi w serce Chrystusa te wszystkie ludzkie sprawy, a w świadectwie wiary ks. Władysława Czajki - proboszcza z Równego, a później ks. Wacława Kuriaty - proboszcza z Mirkowa zostaje zebrana ludzka pomięć, ból, ale i przebaczenie.Żywym świadectwem dla potomnych staje się też spotkanie w szkole czy też na przyszkolnym placu, gdzie młodzi mogli wsłuchiwać się w świadectwo starszych, a starsi ubogacać energią i entuzjazmem młodych. Kresowa biesiada po raz kolejny potwierdziła słowa Jezusa Chrystusa „Gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię Moje, tam Ja jestem między nimi”. Niedzielny dzień spotkania ubogaciła odpustowa Eucharystia ku czci NMP Bolesnej Patronki kościoła w Świątnikach. Jej cudowne korzenie niwirkowskie dały o sobie znać cudem pogody zarówno w sobotę, jak i niedzielę. Ten uroczysty dzień to spotkanie ze świadectwami. Pierwsze to osoba bł. Jana Pawła II, którego relikwie - kropla krwi zostały przez kard. Stanisława Dziwisza przyznane dla tej świątyni. Wniesione na tle śpiewu pieśni o Wadowicach, „Polskich kwiatów” przez dzieci ze świątnickiej szkoły podstawowej wycisnęły łzy w oczach uczestników uroczystości. Zaś homilia wygłoszona przez bp. Jana Bagińskiego, który z cudownym obrazem Matki Bożej Bolesnej Niewirkowsko-Świątnickiej związany jest przez sakrament chrztu, I Komunię i sakrament bierzmowania, zaś prymicje odprawił w ubiegłym roku podczas pierwszego spotkania w swoim 79. roku życia, to szczególne świadectwo wiary i odpowiedzialności za życie wspólnoty Kościoła. Modlitwa za Wołyń odmówiona po Komunii przez głównego celebransa, ks. Władysława Czajkę wycisnęła łzy. Warto dodać szczególne podziękowania dla mieszkańców Świątnik i parafii nasławickiej za kresową gościnę i szczodrobliwość serca. Jako proboszcz wiem, że dla Wołynian, dla Kresowian, dla żołnierzy - kombatantów 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej ta wspólnota jest rodziną a Kościół ich domem.
CZYTAJ DALEJ

Czy jestem pośród tych, którzy uwierzyli i zaufali Jezusowi?

2025-03-10 13:19

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Agata Kowalska

Rozważania do Ewangelii J 5, 31-47.

Czwartek, 3 kwietnia. Wielki Post
CZYTAJ DALEJ

Krzyże ścięte metalowymi narzędziami

2025-04-03 08:07

[ TEMATY ]

Hiszpania

profanacja

Archidiecezja Pampeluny

Alfonso Garciandía, kapelan Sanktuarium San Miguel de Aralar w archidiecezji Pampeluny i Tudeli (Hiszpania), potępił profanację trzech krzyży na drodze prowadzącej do sanktuarium. „Dlaczego krzyż przeszkadza niektórym ludziom?” – zapytał.

Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę, kiedy dwa z trzech krzyży zostały ścięte „metalowymi narzędziami”.
CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję