Reklama

W wolnej chwili

Klauzura

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Na tydzień przed świętami zamieszanie na plebanii co się zowie. Pani gospodyni wreszcie zrealizowała swoje groźby. Jedzie na święta do dzieci. Koniec, kropka. Na nic się zdały utyskiwania proboszcza, apelowanie do jej sumienia czy próba wzbudzania poczucia winy, że nas zostawia, osieroca, i to w takim właśnie czasie.

– Krzywda wam się nie stanie żadna, a mnie się też należy. Co więcej, prawie całe zaopatrzenie już jest, zadbałam. Samych was nie zostawiam, przyjadą dwie siostry zakonne.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Ona ma przyjaciółkę, jeszcze ze szkoły, jest przełożoną i pewnie z nią załatwiła – mówi mi proboszcz na ucho w przedpokoju. – Patrz, myślałem, że ją odwiodę, czego ja jej nie naobiecywałem, i nic, jak o mur. Może ty jeszcze spróbuj?

– Ale co ja jej powiem, czego już proboszcz nie powiedział? – Bronię się, bo wiem, że to na nic, a jeszcze usłyszę co przykrego.

– Wszystkich was przekabaciła. – Proboszcz macha ręką i idzie do kancelarii, bo ktoś dzwoni. W połowie drogi zatrzymuje się, zawraca i rzuca do mnie: – Ty idź, pewnie to choinki, ja jestem rozstrojony.

W drzwiach komendant straży. – Pochwalony – mówi skrótem i nie czeka na odpowiedź. – Proboszcz na miejscu? Sprawa jest. – Zanim zdążyłem się odwrócić, żeby zawołać, już za sobą słyszę głos proboszcza:

Reklama

– A, to ty. Wchodź, dobrze, że cię widzę, siadaj. – Do mnie zaś mówi: – Idź, rozmów się z gospodynią, kiedy one przyjadą i czy im coś przygotowała, bo potem pojedzie i nam zostawi cały ambaras.

Idę posłusznie, choć nie lubię roli takiego głuchego telefonu. Gospodyni również rozdrażniona, opryskliwie odpowiada, żebyśmy się nie martwili na zapas i żeby jej głowy – tu było dosadniej, nie zawracać – bo musi się spakować. W kancelarii podniesione głosy, ale proboszcz kiwa, żebym wszedł.

– „Ty gzubie” mi powiedział, to ja mam mu to puścić płazem? – Komendant jest poirytowany, aż czerwony na twarzy. Proboszcz, z ciężkim westchnieniem, tłumaczy mu pewnie kolejny raz.

– Brzydko ci powiedział, to fakt, ale to w nerwach, w kłótni, nie? To przynajmniej nie najbrzydziej, jak go znamy. Miarkował się, widać. A jak tak, to jest sens to rozdmuchiwać, żeby awantura była? Wiesz przecież, że zacząć jest łatwo, a co potem? Przecież ani ty się nie wyprowadzisz, ani on, to jak będziecie żyć? Święta idą i co, w niezgodzie będziecie, po sąsiedzku? Kto to widział. Nawet według kodeksu Boziewicza to się nie kwalifikuje do kategorii obraza ciężka. Jeśli wiesz, o czym mówię. Opłatek będzie w remizie i co, ręki mu nie podasz? Do czego to podobne? Nie rób mi tego, bardzo cię proszę.

– No skoro proboszcz tak... – Powietrze powoli schodzi z komendanta i normalnieje na twarzy. – Ale ja go najpierw nie przeproszę, nie ma mowy. – Indorzy się ponownie.

Reklama

– Nikt normalny by od ciebie tego nie wymagał. Ja to wezmę na siebie, tylko żebyś mi ręki wyciągniętej nie odrzucał. Obiecujesz?

Komendant kiwa głową i zabiera się do wyjścia.

– Chwała Bogu, przynajmniej tyle. Oni obaj ze straży, a ja muszę gasić – mówi do mnie, kiedy już komendant zamknął drzwi. – Żeby tylko tamten nie był uparty jak osioł. Wskórałeś co?

Zdaję relację, a proboszcz zmartwiony.

– Masz babo placek. I za co nas tak karze? Siostry bierzesz na siebie, ja do kobiet, a już szczególnie do zakonnic, nie mam ręki.

– Że niby co mam robić?

– No wiesz. Jak przyjadą, trzeba je wprowadzić, pokazać, co, gdzie i jakie u nas są zwyczaje. I w ogóle. Przecież to ponad tydzień albo lepiej. Jak ją pytałem, na ile jedzie, to mi powiedziała, że aż odpocznie, wiadomo, co to znaczy? I za co to wszystko? I to siostra rodzona.

Stało się inaczej. Mimo wcześniejszych ustaleń rano proboszcz, ze zbolałą miną, informuje mnie, że nie będzie mógł pojechać dzisiaj na spowiedź, bo huk spraw na niego czeka tu, na miejscu.

– Co ci będę wiele mówił. Siostra wyjeżdża, rozumiesz, muszę ją wyprawić. Poczułaby się obrażona, jakbym uciekł na spowiedź. No. Poza tym sam wiesz, ile tu jest do zrobienia, o, i kazanie na Pasterkę może się uda napisać, boście mnie przymusili. I w ogóle, to jedź spokojnie, ja tu dopilnuję, a jutro ty z tymi siostrami. No, to mamy ustalone.

Reklama

Tak też się stało, tyle że siostry przyjechały tym samym autem, którym odjechała gospodyni. Wróciłem wieczorem i zastałem proboszcza na schodach prowadzących do mojego pokoju, roztrzęsionego i rozczochranego, choć zawsze dba o tę pożyczkę, którą starannie zaczesuje, żeby zamaskować łysinę. Teraz niedbale opadała na ucho.

– Co tak długo? Myślałem, że cię uprowadzili. Wejdźmy, bo nie wiadomo, czy nie podsłuchują. Sodoma i ta druga, mówię ci. Ale nas urządziła siostrzyczkami. Po kolei, przyjeżdżają, ja uprzejmy, jak mnie znasz. Witam wylewnie, prowadzę, pokazuję. Do pokoju siostry je kieruję. A ona mi od razu, ledwie okiem rzuciła, że reguła im nie pozwala, one muszą mieć klauzurę. Co tu dużo gadać, wyrzuciły mnie z mojego mieszkania, wyobrażasz sobie. Ta jedna to nie żadna siostra Modesta, ale Furia od Bożego gniewu. Ta druga niby spokojniejsza, uśmiecha się tylko, ale nie pomoże, taka Żyrandola z bocznej nawy. Tak je będę nazywał, o. Jak my to przeżyjemy? Jadłeś co? Bo do kuchni wstęp wzbroniony poza posiłkami. Kościelny po klucze do kancelarii ma przychodzić i ja mam mu je wydawać. Wszystko na głowie, nie wiem, czy ja też nie wyjadę do rodziny na święta. Krowy, oczywiście, nie wydoją, niech tam, Józefka przyjdzie, ale jak my to wszystko wytrzymamy?

Rozstajemy się z niepokojem. Rano, zaraz po Mszy, proboszcz poszedł do obejścia niewyspany chyba i mocno marudny. Siostry były na rannej liturgii, rozmodlone, uśmiechnięte, rozmowne. Okazuje się przy śniadaniu, że siostra Klara jest katechetką i gra na akordeonie. – Nie wzięłam, bo za nagle żeśmy się pakowały.

Reklama

– Nie szkodzi – mówi proboszcz. – Harmoszka się u nas znajdzie. Na szafie, tam, w mojej sypialni, a teraz za klauzurą waszą, siostra znajdzie.

Proponuję jej pomoc przy próbie jasełek, godzi się z ochotą i wnosi wiele entuzjazmu i fachowej pomocy. Z maluchów organizuje orkiestrę. Czego tam nie ma, najbardziej rozwinięta jest sekcja rytmiczna, pokrywki, gwóźdź w butelce, tamburyn i co tylko komu przyjdzie do głowy, a ma potencjał do robienia hałasu. Poza tym flety, piszczałki, mandolina, jedne skrzypce i jej akordeon. Udaje jej się to jakoś okiełznać, wyćwiczyć parę kolęd i na Pasterce zrobią niebywałą furorę. Póki co proboszcz mięknie z każdym posiłkiem. Przy obiedzie kolejnego dnia mówi mi: – Wiesz, to trzeba być jednak inteligentnym, żeby ugotować taką zupę, ho, ho. O Wigilię jestem spokojny.

Reklama

Do stołu wigilijnego siada nas spora gromadka. Panny Skotnickie, jak od lat, my dwaj, siostry, jeden leśniczy i nauczyciel rosyjskiego z naszej szkoły. Miał jechać do rodziny gdzieś na Podlasie, ale kolka nerkowa go powaliła i został. Jak miał sam być w taki wieczór? Podobnie leśniczy, żona z dziećmi pojechała do rodziny, a w domu zwierzyniec, ktoś musiał zostać. Wcale sobie nie krzywduje, u teściów, jak mówi, nie czuje się swobodnie, one, żona z matką, zaraz nierozłączne, a teść najmądrzejszy w całym powiecie. Mógł wprawdzie do gajowego, ale tam sama rodzina, a tu, z łaskawości proboszcza, atmosfera w sam raz. Proboszcz jakoś wcześniej z podwórka wrócił, roztargniony, opłatek w ręce, zanim się zaczęło, zjadł bezwiednie do połowy. Wszystko było godne, dostojne, a przede wszystkim smakowite. Mlaskaniom i podziwom nie było końca. A ryba, a barszczyk, a coś tam, po prostu poezja. Siostra Modesta rumieniła się na twarzy, nie nawykła pewnie do tylu komplementów, zasłużonych. Atmosfera się ożywiła, kiedy pan Teoś, jak proboszcz zwraca się do nauczyciela, wyciągnął swoją guzikówkę i zaczęły się kolędy. Siostra sięgnęła po proboszczowski klawiszowiec i dopiero popłynęło. Apogeum było, gdy powszechnie znane przez wszystkich kolędy się wyczerpały i proboszcz z panem Tośkiem wzięli się za rosyjskie dumki na dwa głosy. Tak nam zeszło prawie do Pasterki.

– Która to godzina, Matko Przenajświętsza? – Proboszcz oprzytomniał z tego śpiewu. – Już po jedenastej. Kościelny jeszcze nie był, co się stało?

– Był, był – mówi siostra Klara. – Nad Wołgą żeście byli, jak dzwonił. Otwarty kościół i dzieci już przyszły.

Reklama

Biegniemy z siostrą Klarą, zanim ludzie wypełnią kościół, żeby rozmieścić dzieci na chórze, przy bocznych ołtarzach, w kruchcie. To jej pomysł i przygotowanie, przed Pasterką jest pożegnanie Adwentu. To naprawdę ostatni moment i tak jest tłoczno, a za chwilę trudno będzie przejść procesji. Proboszcz w uroczystych szatach, tak dostojnych, że chciałoby się powiedzieć: pontyfikalnych – pewnie nie miałby nic przeciwko temu – stoi w gronie ministrantów i czeka na sygnał. W mroku kościoła oświecanego tylko nielicznymi świecami wyrusza procesja do stajenki z Dzieciątkiem. Ci, którzy najpilniej chodzili na Roraty, niosą Dzieciątko do stajenki. Kiedy tam z trudem docieramy, najpierw orkiestra dziecięca robi wstęp, aż huknie kolęda i rozbłysną wszystkie światła w kościele, i włączą się organy. Trudno ukryć wzruszenie, to przygotowanie pozwoliło przeżyć ten moment Bożego Narodzenia i dać się porwać Światłości, która na ten świat przychodzi. Proboszcz udaje, że wyciera czoło, a tak naprawdę głos mu się łamie i ociera spocone mocno oczy. Sili się na donośny głos, ale wzruszenie go tonuje. Z podziwem kiwa głową w stronę siostry Klary i maluchów z orkiestry, to one są przede wszystkim sprawcami tego wzruszenia. Dziwów tego wieczoru, a właściwie nocy, jest znacznie więcej. Wszystko jakoś w tym roku w liturgii inne, bardziej uroczyste, a jednocześnie proste, takie właśnie dziecięce. Śpiewają psalm z gorliwością i dostojeństwem godnym opery. Alleluja zaś jest tak żywiołowe i głośne, że maluchy zaczynają tańczyć. Proboszcz uznał, że w takie święto to ambona, ta duża, ma być miejscem proklamacji Ewangelii. Przepycha się, sapiąc, przez ciżbę, potem jeszcze wspina po schodach, przydeptując sobie albę.

Reklama

– O małom sobie pod brodę nie doszedł – mówi, pewnie do siebie, bo kto nie widział, jak depcze coraz dalej po tej albie i przygina się do schodów, to nie zrozumie. Księgę ucałował tak zamaszyście, że aż po całym kościele mlasnęło. Wyprostował się, jakby go ktoś za czubek głowy pociągnął, powiódł wzrokiem, z tej wysokości, po zebranych i wziął głęboki oddech. Wszystkie głowy podniesione, oczy ufnie utkwione w pasterzu, uszy ciekawe mocnego słowa. A on jakby westchnął tylko, po chusteczkę sięgnął i mówi cichym i łamiącym się głosem: – Tyle lat tu, przed wami, staję, Pasterkę odprawiam, ale dopiero dzisiaj, wydaje mi się, tak naprawdę Boże Narodzenie przeżywam. Jak te dziateczki zaśpiewały, jak na Dzieciątko popatrzyłem, to mnie gdzieś w sercu zakłuło i do głowy podeszło zrozumienie. Pan Bóg Wszechmogący, Stwórca całego wszechświata, przychodzi do nas w stajni, rączki dziecka wyciąga, o opiekę prosi. Nasza stajenka ładna, ale akurat wam nie muszę mówić, jak jest w stajni czy w oborze. Czy może człowiek rozumem swoim objąć, co się tu wydarza, do czego i my zaproszeni jesteśmy? Z wieczora kulawy Franek przyszedł obejrzeć szopkę. Na pieńku z nim mam, tom go dorwał od razu. Od słowa do słowa i pytam go, gdzie ty siebie widzisz w tej stajence, a on nic, tylko się patrzy. No, który jesteś pastuszek? A on mi mówi, że żaden. No to kto, baranek może, podpowiadam. A on mi mówi, że jeśli, to raczej kozi bobek w słomie. Zatkało mnie. Kozi bobek – powtarza proboszcz i szlocha. Nos wytarł z furkotem, oczy przetarł i do kazania wrócił, ale nie tak, jak się spodziewano. – Wikary świadkiem, że kazanie na Pasterkę przygotowałem solidnie, ale go nie wygłoszę, bo mi się drętwym wydaje. Nie o słowa tu chodzi dzisiejszej nocy, a o przeżycie. Dlatego proszę was, oddajmy Bogu chwałę, poadorujmy to Dzieciątko z serca ochotnego, kolędami je uczcijmy. Siostro Klaro, dziateczki drogie, o, i panie Teosiu, zaczynajcie!

I gruchnęła kolęda za kolędą. Proboszcz na ambonie dyrygował i kolejność zapowiadał. Powiedzieć, że śpiew niósł się wniebogłosy, to nic nie powiedzieć, takie to było śpiewanie.

Z siostrami pożegnanie też było łzawe. – Przydałoby się, żebyście tak na stałe zostały, niechby i za tą moją klauzurą. Inne życie z wami i w kościele, i na plebanii. Tylko siostrze mojej nie mówcie.

2025-12-16 14:33

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bystra woda

2026-05-05 14:37

Niedziela Ogólnopolska 19/2026, str. 54-56

[ TEMATY ]

opowiadanie

Anna Wiśnicka

Wiosna nareszcie i chwała Najwyższemu, bo zima już wszystkim obrzydła z kretesem. Wracam z lekcji z odległej wioski. Mamy ich w parafii ponad dwadzieścia, oczywiście nie wszystkie jednakie, bywa, że i przysiółki po parę domów. Ta akurat znaczna, ze szkołą. Na skraju wsi w opuszczonym domu, w jednej z izb, mamy salkę katechetyczną. Dziś wyjątkowo per pedes, czyli na nogach, bo proboszczowi rower był potrzebny. Proponował mi, żebym pożyczył od kościelnego, ale wybrałem się piechotą, bo z panem kościelnym spółki niosą ze sobą spore wyzwania i kłopoty. I dobrze się stało, błoto takie, że łatwiej meandrować i kluczyć między kałużami na nogach, rowerem nie dałbym rady. Taki slalom mógłby się skończyć upadkiem i błotną kąpielą w największej kałuży. Słońce dogrzewa od paru dni, dlatego też tam, gdzie ziemia lżejsza, na górce, i już obeschło, roboty w polu ruszyły na całego. Przy kopcach okutane kobiety, bo wiatr jeszcze chłodny, wybierają i sortują kartofle. Z drogi to malowniczy obrazek, ale praca ciężka. Machają do mnie, pozdrawiają, życzę im szczęść Boże, krzycząc pod wiatr. Od jednego z takich kopców przywołują mnie energiczniej, żebym podszedł, bo mają jakąś sprawę. Tyle wyrozumiałem z gestów i krzyków. Skaczę przez miedze, bruzdy, redliny, skiby i docieram do nich ciekawy, co też za sprawę mogą mieć. Cztery panie siedzą w tym kopcu, niezwykle zręcznie i sprawnie przebierają ziemniaki i tłumaczą mi: te do sadzenia, te pastewne, a jak nadgnity, to jeszcze do innego koszyka. Robią to mechanicznie, nie patrząc na ręce. Okazuje się, że sprawy żadnej nie mają, tylko im się nudzi tak cały dzień, wszystko już sobie poopowiadały i wyśpiewały, to mnie zawołały. Założyły się, czy podejdę, czy się wystraszę. Trudno je rozpoznać w tych chustach szalówkach, zapaskach. Śmieją się głośno, wypytują o dzieci. Okazuje się, że właśnie je uczyłem dzisiaj, choć z innej wioski, to przynależą do tej szkoły. I nagle jedna z nich, wydaje się najstarsza, pyta mnie, czy bym się nie napił bystrej wody. Nie bardzo wiem, co to za napój, ale brzmi tak jakoś naturalnie.
CZYTAJ DALEJ

Rady Niepokalanej z Gietrzwałdu przekazane podczas objawień w 1877 r. - do dziś aktualne

2026-05-28 21:12

[ TEMATY ]

Gietrzwałd

Archidiecezja Warmińska

Naśladowanie cnót Maryi stanowi istotę prawdziwej doskonałości i świętości. W tym właśnie tkwi sedno nabożeństwa do Niej: Maryja jest odwieczną Zwyciężczynią szatana, Niewiastą obleczoną w blask niezrównanych cnót i zwierciadłem najwyższej sprawiedliwości. Najwięksi czciciele Maryi wskazują nam praktyki duchowe do pogłębienia tej relacji: codzienne modlitwy i medytacje nad Jej cnotami. W granicach moich możliwości chciałem ofiarować Jej czcicielom zbiór tekstów inspirujących do rozważań i medytacji, aby łatwiej było nam trwać w bliskości Tej, która w Gietrzwałdzie raczyła przemówić do nas tak łaskawie.

Fragment książki Modlitewnik gietrzwałdzki, do kupienia w naszej księgarni: ksiegarnia.niedziela.pl.
CZYTAJ DALEJ

Nowe ekspertyzy ws. wypadku i śmierci posła Łukasza Litewki

2026-05-29 13:21

[ TEMATY ]

wypadek

poseł Łukasz Litewka

zabronione substancje

Duszpasterstwo Parlamentarzystów

Kierowca podejrzany o spowodowanie wypadku, w którym zginął poseł Łukasz Litewka był badany, czy jego organizmie nie było substancji, które mogłyby wpłynąć na jego percepcję czy zdolności motoryczne – poinformowała prokuratura. Wiadomo też, że kierujący w chwili wypadku nie używał telefonu.

Znany z działalności charytatywnej Łukasz Litewka, 36-letni poseł Lewicy z Sosnowca, zginął 23 kwietnia. Został potrącony przez samochód Mitsubishi Colt, gdy jechał rowerem ul. Kazimierzowską w Dąbrowie Górniczej. Po wypadku zatrzymany został kierowca auta, który usłyszał zarzut.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję