Harfa” – to pierwszy wysokiej klasy chór amatorski, który poznałem już jako nastolatek. W chórze, założonym i kierowanym przez wiele lat przez Wacława Lachmana (1880 – 1963), śpiewał dziadek mojej przyjaciółki, co było powodem do dumy jej całej rodziny. W tym roku Towarzystwo Śpiewacze „Harfa” będzie obchodzić 120. rocznicę istnienia.
Lachman, uczeń Zygmunta Noskowskiego, dzięki znakomitemu wykształceniu muzycznemu i talentowi dyrygenckiemu doprowadził zespół do wysokiego poziomu. „Harfa” była, obok „Lutni” Piotra Maszyńskiego, jednym z najlepszych i najpopularniejszych polskich amatorskich zespołów śpiewaczych. W 1927 r. chór zdobył pierwszą nagrodę w konkursie ogólnopolskim, a w 1937 r. powtórzył ten sukces, zdobywając nagrodę „Dla najlepszego chóru polskiego”, ufundowaną przez prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Lachman jest także autorem ok. 300 utworów, przede wszystkim na chór a capella.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Dzieje tego męskiego chóru splotły się z historią Polski. Odwaga, patriotyzm, gotowość służby ojczyźnie w każdych warunkach – to cechy wszystkich generacji śpiewaków, które przewinęły się przez chór od 1906 r. Pierwszym publicznym aktem odwagi Lachmana i jego „harfiarzy” był występ w 1911 r., wbrew władzom carskim, na I Wszechsłowiańskim Zlocie Śpiewaczym w Pradze. Znad Wełtawy chór wrócił z drugą nagrodą. Wielkim ryzykiem był wyjazd „Harfy” na Górny Śląsk między 15 lipca a 3 sierpnia 1920 r. – między pierwszym a drugim powstaniem śląskim, kiedy ważyły się losy przynależności państwowej tego uprzemysłowionego regionu. Chórzyści, często zmieniający miejsca występów, okazali się nieuchwytni dla niemieckich bojówek. Na Śląsku dali 19 koncertów.
Reklama
To wszystko blednie przy warunkach, w jakich przyszło działać zespołowi w realiach II wojny światowej. Każde wyjście na próbę, każdy występ groziły rozstrzelaniem lub wywiezieniem do obozu koncentracyjnego. Próby odbywały się najczęściej w Kościele Najświętszego Zbawiciela, zaledwie 250 m od siedziby gestapo przy Alei Szucha. Było tym groźniej, że oprawą Sumy w tym kościele w każdą niedzielę od listopada 1939 do lipca 1944 r. był utwór Lachmana Missa in honorem Resurectionis, z motywami naszego hymnu narodowego. Podczas okupacji „Harfa” w okrojonym z konieczności składzie śpiewała ponad 300 razy dla mieszkańców stolicy. Do rangi symbolu urasta występ podczas Powstania Warszawskiego, 3 września 1944 r., kiedy to grupka chórzystów wykonała pieśni religijne podczas nabożeństwa celebrowanego przez bp. Stanisława Adamskiego w gmachu PKO przy ul. Jasnej. Wśród huku bomb i walących się w sąsiedztwie murów płynęła pieśń Feliksa Nowowiejskiego do słów Zygmunta Krasińskiego: „O Polsko, bez Ciebie mi źle i źle będzie”. Podczas wojny część chórzystów straciło życie lub zaginęło bez wieści. Przepadła także siedziba chóru z pokaźną biblioteką. Mimo to mistrz Lachman zaraz po wyzwoleniu przystąpił do reaktywacji zespołu. 17 października 1945 r. „Harfa” śpiewała podczas uroczystości powrotu serca Fryderyka Chopina do warszawskiego Kościoła Świętego Krzyża. Zespół szybko osiągnął poziom sprzed wojny, zdobywając liczne nagrody na festiwalach i koncertując z najwybitniejszymi polskimi śpiewakami.
„Harfa” często uświetnia uroczystości kościelne. W jej tradycji zapisał się udział w Pasterce z Janem Pawłem II – 24 grudnia 1993 r., transmitowanej na cały świat. „Harfiarze” przeżyli czasy, kiedy cenzura ingerowała w treści utworów, a pieśni patriotyczne nie były mile widziane. Dzisiaj, mimo trudności lokalowych i finansowych, entuzjazm w zespole nie gaśnie. Zmieniali się dyrygenci, odchodziło jedno pokolenie śpiewaków, przychodziło drugie, ale jedno się nie zmieniło: propagowanie kultury polskiej, pieśni polskiej jest dla każdego „harfiarza” wartością nadrzędną.
Włodzimierz Chartliński, prezes „Harfy”i od 40 lat śpiewak chóru, pytany o tajemnicę długowieczności odpowiada: „My się w ogóle nie kłócimy. Kiedy idziemy na próbę, osobiste poglądy polityczne zostawiamy za drzwiami. Łączy nas miłość do śpiewu. Identyfikujemy się z chórem. Szanujemy się, wspieramy i pomagamy sobie, gdy ktoś z nas przeżywa jakieś trudności. Jesteśmy jedną rodziną”.
